sobota, 29 sierpnia 2015

Moja idealna pielęgnacja


Okiem Justyny oraz Joanne Biedziak zorganizowały konkurs "Pielęgnacyjne rytuały" i natchnęły mnie do napisania tego posta. Wybrałam te kosmetyki, które naprawdę mi się sprawdziły, które już kupiłam lub planuję kupić ponownie, które zostaną ze mną na dłużej. Nie jest to pełna pielęgnacja, gdyż nie trafiłam jeszcze na swoich ulubieńców w wielu kategoriach, jak chociażby krem do twarzy czy też wszystkie w kategorii włosy. Dzielę się z wami tymi perełkami, które działają na mnie wyjątkowo i uważam, że warto na nie zwrócić uwagę :)


1. Bandi - fem@le 35+ - energetyzujący multiaktywny koktajl. Mój ulubieniec i faworyt. Do tej pory nie trafiłam na lepsze serum dla mojej cery. Mimo wykończenia wielu opakowań, nadal działa, a ja cały czas jestem pod wrażeniem tego co mi robi. Więcej ochów i achów na jego temat w oddzielnej recenzji <klik> 


2. DERMEDIC - Hydrain2 - krem nawilżający o przedłużonym działaniu. Kolejny ulubieniec, podobnie jak z poprzednim tak i ten nie ma lepszego czy choćby porównywalnego zamiennika. Moja skóra go kocha i te miłość mi pokazuje. Jest tak dobry, że był tematem pierwszego posta, jaki kiedykolwiek popełniłam <klik> 




3. Palmer's - Moisturizing Body Oil. Nigdy nie byłam fanka olejków czy oliwek. Nie lubię się kleić, nie lubię tej tłustej warstwy na mojej skórze. Ten jest przeznaczony klasycznie do wtarcia po kąpieli, ale można tez go dodać do kąpieli. Mi sprzedawczyni podpowiedziała, żeby wypróbować go do golenia nóg. Starczył mi na całe wakacje, mimo że już na początku wylądował w <ulubieńcach>. Bardzo przyjemny podczas golenia w konsystencji i zapachu. Skuteczny podczas golenia, ostrze sunie gładko i pozbywa się bez problemu włosków. Ale najlepszy jest efekt po goleniu, moja skóra jest gładka, aksamitna, bez podrażnień, które zawsze mnie nękały, przy każdej formie usuwania zbędnego owłosienia. Brak wrastających włosków, brak suchej i swędzącej skóry. Nie przepadam za depilatorem, a plastry i kremy do depilacji są mało skuteczne, zawsze muszę po nich jeszcze poprawiać. Pianki i żele podrażniają i wysuszały moją skórę. Dla mnie ten olejek plus maszynka to opcja idealna. Choć nie wykluczam, że inne oliwki mogą działać podobnie. 


4. Bandi - fem@le 35+ - jedwabisty olejek do demakijażu. Nie byłam jego fanka na początku. Miałam wrażenie, że taki demakijaż zajmuje za dużo czasu i przy mojej mieszanej skórze, może zapchać mi pory. Ale im dłużej używałam tym bardziej go doceniałem, a zwłaszcza jak się skończył. Nie używam kosmetyków wodoodpornych, ale ostatnio nie miałam szczęścia do płynów micelarnych <klik>, których używam jako 1 kroku demakijażu. Ciągle miałam nie do końca usunięty zwłaszcza tusz do rzęs, a nadmierne tarcie podrażnia mi oczy. Za to ten olejek doczyszcza mi łagodnie i skutecznie okolice oczu. A oczy mam bardzo wrażliwe. Później używam pianki lub żelu i wiem, że moja skóra jest idealnie oczyszczona, co widać i czuć. Bardzo się cieszę, że mam drugie opakowanie w szufladzie :)


5. Biały Jeleń - płyn micelarny. Podczas szału zakupowego z pierwszego kwartału roku zaopatrzyłam się w wiele płynów micelarnych, ale ten góruje nad pozostałymi mimo, że jest tani i skuteczny, a mimo to mało popularny. Jako jedyny ani razu nawet nie sugerował, że mógłby mi oczy podrażnić. To chyba to ph łez może mieć tu znaczenie, ale nie wnikam, 2 opakowania czekają w szufladzie, aż się uporam z zapasem z początku roku, chyba, że obecnie używany <Garnier> tak mnie zdenerwuje, że przestanę mieć ochotę na testowanie nowości i sięgnę po ten sprawdzony płyn szybciej.


6. Uriage - woda termalna. Chyba nie było <denka> czy też <ulubieńców> bez tej wody. Chyba wszyscy ja znają i każda bloggerka o niej pisała, nie trafiłam na złą opinię, więc i ja się skusiłam, od tego czasu pilnuję tylko, żeby mieć zapas. Używam codziennie, po oczyszczaniu twarzy zawsze, na makijaż jak uznam, że przesadziłam z tapetą, po za tym podczas upałów, czy nawet jak odczuwam zmęczenie. Delikatnie, drobno się rozpyla, zawsze chłodna, zawsze przynosi ukojenie mojej zazwyczaj podrażnionej i zaczerwienionej twarzy. Miałam inne wody i mgiełki, ale nigdy wielką ich fanką nie byłam. Tej jednak jestem.


7. Biały Jeleń - emulsja do higieny intymnej. Uwielbiam, mam swoje lata, już dawno nauczyłam się, że tego typu specyfik kobieta powinna mieć pod prysznicem, przygody były z nimi różne. Na moje szczęście tendencji do infekcji nie mam, ale też nigdy nie kupiłam tego typu produktu więcej niż raz. Na ten też sama nie trafiłam, poleciła mi go koleżanka, która tuż po porodzie go stosowała na gojącą się ranę. Miałam różne jego wersje, ale ta najbardziej przypadła mi do gustu, używam od 2 lat, co też widać w moich <denkach>. I używać będę, mimo, że już na 2 miejscu w składzie ma SLS. Ładnie pachnie, jest delikatna, ale robi swoje, nie podrażnia, nie uczula.



8. LEFROSCH - Pilarix - krem mocznikowy. Powiem szczerze, że to efekt oglądania YouTube. Ale niestety jako jeden z niewielu bardzo trafionych zakupów. Skuteczny i działający tak jak producent obiecuje, przynajmniej w zakresie tego co mogę na sobie sprawdzić. Najczęściej stosuję go na moje ramiona, gdzie mam zmiany hormonalne, które nie szczególnie wyglądają, ale wydawało mi się, że nie bardzo mogę coś z tym zrobić. A jednak już po 1 aplikacji jest niesamowita różnica, skóra wygładzona, mniej zaczerwieniona, krostki częściowo usunięte. Rewelacja na skórę stóp, ekspresowo wygładza i usuwa martwy naskórek, różnica już po 1 aplikacji, choć przy większych potrzebach aplikację trzeba powtarzać. Dla takiego lenia jak ja jest rozwiązaniem idealnym, smaruję wieczorem, a rano mam widoczny efekt, nie używam na co dzień, więc ta tuba jest ze mną już pół roku. Wspominałam też o nim w ulubieńcach lipca <klik>



Co myślicie o mojej pielęgnacji? Znacie te kosmetyki? Używacie? Sprawdzają się wam? A może wręcz przeciwnie, są to waszym zdaniem buble?


TOP