sobota, 19 września 2015

Buble - Co mi sie nie sprawdziło - Golden Rose, Manhattan, Bell


Sama kolorówka, mimo, że posiadam jej mało, ciągle trafiam na coś co nie spełnia moich oczekiwań. Ale nie ma też co się łudzić, wiele z nich jest efektem oglądania filmików urodowych. To mój grzech, wiec i karę, oby tylko finansową, ponieść trzeba. 


1. Golden Rose - Precision Eyeliner - tusz do kresek. Wodoodporny, szybkoschnący liner w pisaku o długotrwałej formule. Kolor dark blue. Kolor piękny, idealny na lato, nowość, dobra recenzja, kupiłam. Pierwsze podejście, ups coś nie wyszło, miało być łatwo i na dłoni tak właśnie jest. Na oku gorzej, dobra nie mam wprawy, co prawda pisak dla nie wyprawionych łatwiejszy, ale może oporna jestem. 3 razy poprawiałam, jakoś wyszło, choć efekt mnie nie zachwycił. I tak przez 3 tygodnie dzień w dzień go męczyłam. Wprawę już miałam, bo się wkurzyłam i kupiłam na szybko eyeliner z Eveline, który tego dnia akurat mignął mi na Instagramie, jako pozytywny, efekt wow. Więc z pisakiem to jednak już nie moje umiejętności były powodem. Jest mięciutki, kreska prowadzi sie łatwo, ale coś z kolorem i pigmentacją jest nie tak, bo efekt bardzo słaby. Żeby nie było przechowywałam go jak trzeba, na stojąco, dupką do góry, pędzelkiem do dołu. Ciężko o fajny efekt przy pierwszej aplikacji, bo robi przerwy, watro by poprawić miejscami. Ale się nie da, 2 warstwa ściera pierwszą i efekt jest jeszcze gorszy. Moja powieka też łatwa nie jest, sporo w niej załamań, choć Eveline radzi sobie. Zastyga na skorupkę, która mi się kruszy, ściera się łatwo. Za to z reki ciężko go zetrzeć. Może to wina mojej tłustej powieki. Próbowałam na przypudrowanym oku oraz z bazą, efekt ten sam, poza tym że pisak się brudzi zbierając dodatkowy kosmetyk. Ach, nie po drodze mi z nim :/


2. Golden Rose - Matte Lipstick Crayon -12. Aksamitna, matowa, pomadka w kredce. Miękko się rozprowadza zapewniając długotrwały efekt nawilżenia - tak piszą na opakowaniu. Na YouTube zachwyty, byłam koło stoiska, chwyciłam.  Chwaliłam się nią w <Moich nowościach kosmetycznych>. Kolor wydawał się super, ale w domu po nałożeniu wyglądam jakbym była chora, choć wielokrotnie widzę mój wybór na filmikach i tam fajnie wygląda. No dobra kolor źle dobrałam, nie pierwszy raz, ale co z reszta ochów. Rozprowadza się przyjemnie, czuć, że to delikatny mat, od razu zaznaczę, że fanką konsystencji szminek matowych nie jestem. Nie jest źle, na kolor już nie patrzę, można kupić inny, poza tym wychodzi za kontur niemal zaraz po nałożeniu. Droga do pracy komunikacją miejską i rozpoczęcie dnia pracy, czyli jakaś godzina, bez jedzenia, tylko gadanie. Pomadka została zjedzona i to w brzydki sposób, bo rozlała się u góry, środek wyparował, a pomadka siedzi w załamaniach ust. Byłam w szoku, bo tak paskudnego efektu jeszcze u siebie nie widziałam :/ No i to nawilżenie, nie wiem gdzie niby występuje, skoro jedyne o czym myślałam od aplikacji, że mnie ściąga i muszę pomadki ochronnej użyć. Dziwna jestem i wcale mnie nie pociesza, że droga nie była, skoro mogłam dołożyć i BALMI sobie kupić :/


3. Manhattan - High Shine - Lipgloss. Wysoki połysk dla uwodzicielsko lśniących ust czy jakoś tak, przepraszam za moje tłumaczenie. Kolor bardzo ładny i delikatny, błyszczyk, więc co może pójść źle? Brokat! I to nie delikatny i subtelny, nawalone jak po północy w Sylwestra. Formuła wychodzi poza obrys ust, nawet bezbarwnej konturówki raz użyłam i nic, cały brokat momentalnie znajduje się poza konturem, komiczny widok, a na ustach zostaje tyle, że wygląda nawet przyzwoicie. Wytrę nadmiar, choć nie smaruje się przesadnie, a po chwili znowu ten sam efekt, a ja się tylko zastanawiam skąd znowu tyle brokatu. Usta są mokre, lepkie i jednocześnie tępe oraz spierzchnięte. Fajnie, że to zakup z Rossmannowej mega promocji, choć szkoda, że jest praktycznie nie ruszony, bo po każdym podejściu mnie odrzuca :/


4. Bell - HYPOAllergenic - hypoalergiczna płynna baza pod cienie. Stoi nowa szafa, coś warto by przetestować, nie mam bazy pod cienie, kupiłam nowa paletkę, mam tłusta powiekę, do wyboru były w cięższej kremowej wersji lub w bardziej płynnej. Lekka konsystencja wygrała, fajny aplikator, zapowiadała się super. Pierwsza aplikacja, zbyt żółty kolor jak dla mnie, ale cieniem się przykryje będzie ok. Do pracy dojechałam cienia nie ma, pogoda przyzwoita była tego dnia, tzn. jest w załamaniu, czyli u mnie standard. Ale halo, bazy użyłam to skąd ten efekt, jakbym nic nie zrobiła, ale nie zrażona następnego dnia próbuję znowu, efekt identyczny. Coś mnie podkusiło, zobaczymy co będzie jak sama bazę nałożę. Zgadniecie? Po godzinie siedzenia przy kompie w domu, powieka mi się świeci, ale wiem, że baza jest tam ciągle. Skąd? W załamaniu baza mi sie zebrała :/

Chyba zmienię nazwę tego typu postów. Może: Jak to Monika próbowała się umalować?
TOP