niedziela, 13 września 2015

Moja poranna wrześniowa pielęgnacja - Physiogel, Ziaja, Bandi, Bielenda, Uriage


W ubiegłym miesiącu pisałam Wam o mojej <wieczornej pielęgnacji>, więc przyszedł czas podzielić się poranną. Niestety nie jest kompleksowa i pewnie wiele ważnych kroków pomijam, ale ja po prostu rano NIGDY nie mam czasu. Wiec to raczej moja wariacja na ten temat. 


1. Physiogel - żel do mycia twarzy - do skóry suchej i wrażliwej. Oczyszczanie to podstawa, choć poranną przejmuje się zdecydowanie mniej niż wieczorną, której poświęcam znacznie więcej czasu. Rano głównie dbam o nawilżenie oraz staram się nie przesadzać i nie podrażniać za mocno skóry, w końcu i tak dostanie jej się poprzez makijaż. Ten żel jest bardzo poprawny, delikatnie zmywa pozostałości z zabiegów wieczoru poprzedniego, nie podrażnia, nie wysusza, jest przyjemny w konsystencji i zapachu. W razie potrzeby większego oczyszczenia nakładam go na gąbeczkę, choć zazwyczaj dłonie w zupełności mi wystarczają. No i im mniej zabawy tym szybciej :P 



2. Ziaja - oczyszczanie - liście manuka - tonik zwężający pory. Krok całkowicie nie obowiązkowy, niestety czasem wymuszony, jak mnie jakiś nieproszony gość nawiedzi. Produkt ten opisywałam też w <moich kosmetycznych nowościach>. Używam tylko punktowo, żeby nie przesuszyć skóry, a dobić gada. Mimo, że mam obecnie skórę mieszaną i wrażliwą, w okresie dojrzewania była tłusta i trądzikowa, wtedy to niestety doświadczalnie nauczyłam się, że nawet tłusta potrzebuje nawilżenia, a przesuszenie tylko powoduje dodatkowe szkody.
A w denku wylądował rok później.


3. Uriage - woda termalna. To krok, którego nie pomijam, już z automatu spryskuję twarz po osuszeniu ręcznikiem. Zazwyczaj w tym momencie następuje przerwa, choćby na tabletkę. Woda łagodzi podrażnienia po oczyszczaniu oraz zapobiega mało przyjemnemu uczuciu ściągnięcia. Więcej o nim choćby w <mojej idealnej pielęgnacji> No i jest mega przyjemna, taki drobiazg z rana, a humor poprawia o 6. 


4. Bandi - Fem@le 35+ - energetyzujący multiaktywny koktajl. Jeszcze rok temu uznawałam ten krok za całkowicie zbędny. Serum używałam tylko na noc, żeby nie tracić czasu aż się wchłonie oraz żeby nie kolidowało mi z tapeta. Ten koktajl <UWIELBIAM>, wchłania się szybko, dając uczucie komfortu na cały dzień, niestety jeszcze nie znalazłam idealnego kremu, który sam by sobie z tym poradził. Wiec dodatkowe 2 minuty z rana, choć nie mogę powiedzieć, żeby były zmarnowane. Tym bardziej, ze podczas wchłaniania robię kawę i śniadanie. 


5. Bandi - Eye Care - kojący krem/żel pod oczy. Ideał na rano, szybko się wchłania, natychmiastowa ulga i uczucie nawilżenia, co na moje zasinienia i opuchlizny dobrze robi, ale nie łudźmy się, mi nawet mega tapeta w tym rejonie średnio pomaga, taka uroda. Krem nie uczula, nie podrażnia, kolejne opakowanie i na pewno jeszcze do niego wrócę, uwielbiam ta lekką, ale skuteczną formułę.  



6. Bandi - Hydro Care - krem intensywnie nawilżający. Tak jak pisałam wyżej, nawilżanie to podstawa mojej porannej pielęgnacji. Więc bez kremu nawilżającego obejść się nie mogę. Ten ma lekka formułę, szybko się wchłania, przyzwoicie nawilża, choć bez koktajlu jego efekt jest dla mnie za słaby. Super pod podkład, jeszcze z żadnym mi nie kolidował.  



7. Bielenda - CC cream - blur effect. Krok ostatni, pozostałość po lecie, stosowany zamiennie z podkładem lub równolegle z nim, gdy chcę uzyskać bardzo subtelny efekt i delikatne wyrównanie. Muszę przyznać, że początkowo konsystencja bardzo mi się nie spodobała, zwłaszcza je dość twarde drobinki, jednak po roztarciu krem nabiera lekko beżowego koloru, delikatnie wyrównuje koloryt i matowi. Choć dla opalonej skóry jest za jasny, teraz natomiast jego odcień jest dla mnie idealny. Super, gdy nie mam czasu lub ochoty na coś więcej, korektor trochę pudru i moja wersja minimum gotowa. 
W końcu w maju 2016 wylądował w denku.



8. Uriage - Roseliane - CC cream z SPF 30. Miał być cudem na lato. Kryjącym zaczerwienienia i chroniącym przed słońcem, lżejszym zamiennikiem podkładu, z trochę wyższej pułki. Taaaaa miał być. Za ciemny przez większość lata, nawet w połowie, gdy byłam już naprawdę opalona jak na siebie, też był za ciemny. Mimo, że niewielką ilość nakładałam <Beauty Blenderem>, wtedy dawał jeszcze znośny efekt. Poza tym jest lepki po aplikacji, nie ma opcji, żeby go nie przypudrować. Długo się nie utrzymuje, łatwo ściera, a najgorsze, że znika tam gdzie najbardziej jest potrzebny, bo miał kryć zaczerwienienia. Dla mnie porażka, mimo, że ciągle daję mu szanse, ale nic nie pomaga. Będę musiała się go pozbyć mimo małego zużycia. 
W końcu wylądował w <denku> uznałam, że nie ma sensu go zostawiać na przyszły rok, po co ma mi miejsce zajmować.



Na zdjęciu powyżej same możecie zobaczyć porównanie opisanych właśnie kremów CC. Ten pomarańczowy to Uriage, ten biały z drobinkami to Bielenda. 

Jak wygląda Wasza poranna pielęgnacja? Na co stawiacie przede wszystkim? Bez jakich kosmetyków nie wyobrażacie sobie poranka?
TOP