sobota, 26 grudnia 2015

Denko grudnia 2015


Nie wiem czemu, ale od kiedy zaczęłam przetrzymywać puste opakowania do kolejnego wpisu, dopiero widzę jak dużo produktów zużywam. I za każdym razem mnie to zaskakuje. 


Rimmel - Stay Matte - puder prasowany - 001 transparent. Bardzo lubiany, zachwalany, popularny. Niestety mi nie przypadł do gustu. Nie utrzymuje matu zbyt długo i mówię tu o 2-3h max, a mat jest płaski, mocno rzucający się w oczy, bardzo podkreśla rozszerzone pory. Kolor ciemnieje na podkładzie, korektorze i tylko na kremie. Nakładałam go puszkiem i pędzlem, mniej i więcej. Efekt zawsze ten sam. Moja skóra się z nim nie polubiła. Do tego stopnia, że jak syn go zrzucił to ucieszyłam się, że mogę go czystym sumieniem wyrzucić :D



Fridge by yDe - 1.1 face the cream. Już o nim wspominałam w <Zakupie Specjalnym>. Muszę przyznać, że mam co do niego mieszane uczucia. Działa jak moja ulubiona pielęgnacja, nie ma efektu wow, że robi coś więcej, co wbrew pozorom wadą nie jest, bo moje dwa ulubione produkty pielęgnacyjne: <Bandi> i <Dermedic>, doprowadzają moją skórę do takiego stanu o jakim kiedyś mogłam tylko pomarzyć. Więc krem jest dobry, skuteczny, z naturalnym składem. Ale cena jest 2 razy wyższa niż moi ulubieńcy w pełnych cenach. I chyba przez to nie wylądował w ulubieńcach miesiąca, bo jednak ciągle mam co do niego mieszane uczucia. Mamy też nie powalił jej 0.0, ale mojego używała ilekroć do mnie wpadała w odwiedziny i mój pasował jej bardziej. Po 2 tygodniach od wykończenia słoiczka, dostałam mega uczulenia na skórze wokół oczu i wtedy dopiero doceniłam jak dobry krem miałam. Przy nim nic mi się nie działo. Żadnych efektów ubocznych, skóra w stanie idealnym, a stosowałam go tylko na wieczór, plus eksperymenty z innymi produktami. Wniosek jest taki, jeszcze wrócę do firmy, ale tym razem mama dostanie 1.1, a ja się skuszę na inny, a jest w czym wybierać. Niestety kolejne spotkanie musi poczekać, bo ostatnimi czasy, moja kolekcja znowu się powiększyła, a Fridge by yDe oferuje produkty z krótkim terminem, wiec wszystko inne idzie w kąt, jak tylko paczka dotrze :P




Bandi - Female 35+ - energetyzujący krem nocny. Kocham koktajl z tej serii, kolejnych opakowań zużytych już nie liczę, jest idealny dla mnie. A skoro tak mnie zachwycił to nie mogłam nie kupić całej serii. Wspominałam już o <zestawie do demakijażu> z którym ostatecznie jednak się polubiłam, mimo, że początki nie powalały. Więc przyszedł czas na krem na noc. Używałam go długo, bo z przerwami, choćby na Fridge by yDe. Bandi jest dobra firmą, którą lubię, mają sporo dobrych produktów, seria Female 35+ jest jakby stworzona dla mnie, choć do 35+ jeszcze parę lat mam. Najbardziej je lubię za to że są łagodne, ale działają, moja skóra dobrze na nie reaguje, a formuły mają takie, że przez większość roku noszą się idealnie. A moja skóra do najłatwiejszych we współpracy nie należy. Wracam do ich produktów od lat. Ten krem jednak nie skradł mojego serca, jest poprawny, w połączeniu z koktajlem rewelacja, ale samodzielnie, nie jest wystarczający, muszę mocniej pielęgnować skóre rano, co niestety wpływa na makijaż. Nie mogę powiedzieć o nim nic gorszego niż to, że dla mnie jest za słaby. A mocno stawiam zwłaszcza na pielęgnację wieczorną, to ona ponosi odpowiedzialność za stan mojej skóry w największym stopniu. Raczej nie dam mu kolejnej szansy. 



Bandi - Anti-aging Care - intensywne serum. Mój stosunek do firmy chyba nakreśliłam wystarczająco mocno przy poprzednim produkcie. Niestety mam problem ze wszystkim co jest przeciwzmarszczkowe, poza tym, że jak dla mnie jest to hasło reklamowe, którym można rzucać na prawo i lewo, bo ciężko zmierzyć efekty. Wiec pielęgnacja, która na pierwszym miejscu jest anty-aging rączej ląduje na końcu produktów, które skłonna jestem kupić. Ja w nie nie wierze, choć czasem dam się złapać, a one robią mi najczęściej krzywdę, najłagodniej używanie ich kończy się podrażnieniem. Niestety podobnie stało się i z tym serum. Na początku winę zrzucałam na inny produkt, ale w końcu winowajca się ujawnił. Dlatego ląduje w koszu, nie zużyty. 


Uriage - <woda termalna>. Mój ulubieniec, zużywam i kupuję nowe opakowanie. Idealnie łagodzi podrażnienia przy codziennej pielęgnacji, podczas upałów, a ostatnio także zwalcza efekty włączanych kaloryferów, choć na razie tylko w minimalnym użyciu. 


Schwarzkopf - Got2be - zwiększający objętość lakier do włosów. Efekt oglądania YouTube. Ale najlepiej o nim świadczy to że kupiłam kolejne opakowanie. Nie daje spektakularnych efektów. Raczej łagodne utrwalenie i uniesienie, nie skleja przesadnie, na co dzień rewelacja, zwłaszcza, że ma delikatny malinowy zapach. Bardzo wydajny. Na chwile obecna jeden z lepszych jakie miałam. 



Babuszka Agafii - maska do włosów - intensywna regeneracja, nawilżenie i pobudzenie wzrostu. Przyjemna w używaniu, niestety to tyle dobrego co o niej mogę powiedzieć, bo nie robi nic z moimi włosami. Dawałam jej szansę w rożnych kombinacjach, bez efektu, na szczęście już ją wykończyłam pomiędzy innymi. 



Babuszka Agafii - szampon - aktywator wzrostu. Kupiony w panice, gdy na przełomie lata i jesieni włosy mocno zaczęły mi wypadać. Produktów wzmacniających i na porost kupowałam na tony. Zapach ziołowy, przyjemny. Dobrze się pieni i delikatnie myje skórę głowy. Na efekty wzrostu opakowanie jest za małe, żeby stwierdzić. Konsystencja mocno lejąca i źle do niej dobrane opakowanie sprawiły, że sporo produktu zmarnowałam. Nie planuje wracać do tego szamponu, a i marka mimo, że mocno zachwalana nie przypadła mi do gustu, chyba że maseczki do twarzy zmienią moje zdanie. 



Alterra - szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się. Umieściłam go nawet w ulubieńcach. Dobrze spełnia swoje zadanie, jest dobrze dostępny, tani i z przyzwoitym składem. Czego chcieć więcej. Dodatkowo utrzymywał w ryzach skórę głowy poddawaną wielu zabiegom domowym mającym pobudzić moje cebulki. Kolejne opakowania już czekają w kolejce do użycia. 



Allverne - Lilia/Mimoza - nawilżający krem do kąpieli i pod prysznic. Wspominałam o nim w <Zakupie Specjalnym>. Totalny przeciętniak, nie zachwyca, ale też nie ma się do czego przyczepić. Raczej nie wróci do mojej łazienki. 


Bambino - płyn do kąpieli. Całkiem fajny, delikatny płyn dla całej rodziny. Przyjemny zapach, nie uczula, łatwo dostępny i niedrogi. Na pewno jeszcze zagości w mojej łazience. 



Be Beauty - Bali - żel pod prysznic - regeneracja skóry i delikatny peeling. Lubię ta Biedronkową serię, za zapach, opakowanie i ten delikatny peeling. Fajna opcja na codzienny prysznic, dla zabieganych lub leniwych :) Co jakiś czas ląduje w koszyku i na razie nie mogę narzekać :)


Przyjemnych Świąt :)

Poprzednie denka:
- listopad 2015
- październik 2015
wrzesień 2015
- sierpień 2015
- lipiec 2015
- czerwiec 2015
TOP