wtorek, 29 grudnia 2015

Ulubieńcy grudnia 2015


W tym miesiącu nie ma ich wielu, grudzień od dłuższego czasu jest dla mnie najintensywniejszym miesiącem. Zdecydowanie za dużo się dzieje, dlatego drobne przyjemności są jeszcze miłej widziane :)


Lirene - City Matt - mineralny puder matujący - 01 transparentny. Ostatnio kupiłam zdecydowanie zbyt duży zapas pudrów, jest w czym wybierać. Zaczęłam od Paese, ale zbyt mocno bieli i mat jest przesadny, odłożyłam na lepsze dla niego czasy. Więc szybko sięgnęłam po inny, ten był pod ręka. Byłam do niego raczej sceptycznie nastawiona, więc po co kupiłam? Efekt promocji w Rossmannie, reszty chyba tłumaczyć nie muszę :P Dosyć mocno perfumowany, czego po nałożeniu nie czuć. Drobinki brokatu się przewijają, po co brokat w pudrze matującym, na to chyba nigdy nie wpadnę, na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Ale to przestaje mieć znaczenie biorąc pod uwagę efekt jaki daje. Matuje, spokojnie na pół dnia bez poprawek. A mat nie jest płaski, skóra wygląda jakby była aksamitna i nie rzuca się w oczy. Używam go jakoś od listopada prawie za każdym razem i na razie, mimo że mam wybór, raczej zmiany nie planuje ;)



Bourjois - wodoodporna kredka - 47 purple night. Uwielbiam ją, jest miękka, rozprowadza się jak masełko, ale też trwała, nie odbija mi się ma mojej opadającej powiece. Bałam się, że przesadziłam z kolorem, mimo że mam sporo fioletów, ten jest jaśniejszy, z połyskiem i maleńkimi drobinkami. Czyli tylko na wieczór/imprezę? Nieee :D Pasuje do makijażu dziennego, a jednocześnie dokłada to coś ekstra w prozie dnia. Teraz muszę zaopatrzyć się w inne kolory z tej serii, naprawdę ja uwielbiam. 


Rimmel - Match Perfection - korektor rozświetlający - 030 Classic Beige. Nie dziwie się, że ma tyle zwolenniczek, ładne średnie krycie, śliczny kolor, lekka konsystencja, nie zbiera się w załamaniach, nie uczula, nie przesusza.  A spojrzenie jest świeże i wypoczęteNie mam się do czego przyczepić, mam stertę nowych korektorów łącznie z płynnymi Catrice, ale po ten sięgam najchętniej. 



Pat&Rub - Sól do kąpieli z Morza Martwego. Pachnie obłędnie, odrobina luksusu po ciężkim dniu, zwłaszcza na chłodne wieczory. Przywraca mnie do życia. Nie jest tłusta, więc nie zastąpi balsamu, ale też nie ubrudzi wanny tak jak kula. Mimo to, skóra po kąpieli jest aksamitna. Wielkie i wydajne opakowanie, nie potrzeba takiej ilości używać, jak zaleca producent. Mój zdecydowany grudniowy faworyt, zbędny, ale niezbędny. 




Bed Head - Resurrection - odżywka do włosów. Jak ja mogłam bez niej żyć? W końcu znalazłam coś co działa na moje włosy, ale tak całkowicie, naprawdę. Jak jej użyje to nie mogę przestać dotykać włosów, nie mogę się nadziwić, że mogą być tak miękkie, nawet końcówki nie są już takie szorstkie i suche. Gdybym miała więcej czasu to stosowałbym ją codziennie, a tak stała się częścią mojego rytuału pielęgnacyjnego na dzień wolny. Przy najbliższej okazji kupię kolejna butlę.

TOP