czwartek, 29 października 2015

Denko października 2015


Kolejne ogromne denko, nie wiem skąd mi się tyle tego uzbierało, zawsze mam wrażenie, że mam małe zużucie, a tu proszę. Testuję, opróżniam, szukam ideału i tak z miesiąca na miesiąc okazuje się, że jednak przerabiam masę kosmetyków. Lepiej nie podliczać ile kasy na to idzie :P


1. Dermedic - HydraIN3 - płyn micelarny. HIT, uwielbiam ten płyn, na początku nie robił szału, robił to co ma robić, z upływem czasu zwróciłam na niego większą uwagę. Pachnie świeżo, delikatnie, bardzo przyjemnie, doczyszcza idealnie mój makijaż, nie używam produktów wodoodpornych więc tu się nie wypowiem. A przez to, że jest skuteczny nie muszę wylewać ogromnych ilości, co przekłada się na wydajność. Nie podrażnia niczego, zwłaszcza moich mega wrażliwych oczu, wręcz po użyciu skóra jest ukojona, co nie jest normalne dla mnie, zazwyczaj po demakijażu jest podrażniona i zaczerwieniona, ale nie w tym wypadku. Cieszę się, że mam jeszcze jedną butelkę i po jej zużyciu będę mogła stwierdzić czy zasługuje na miano mojego KWC. Zapłaciłam za niego 9,99 zł na promocji w Superpharm.



2. Garnier - płyn micelarny 3w1. Naprawdę nie rozumiem o co tyle szumu, jak dla mnie w najlepszym razie przeciętniak. Wielką zaletą jest to, że nie podrażnia oczu, ale skóra po demakijażu jest zaczerwieniona i podrażniona, a nie wyżywam się na niej. Dodatkowo nie domywa mi zwłaszcza tuszu i sporo trzeba go zużyć, żeby osiągnąć zadowalający efekt. Męczyłam się z nim i czekałam na koniec opakowania. Wspominałam o nim w <wieczornej sierpniowej pielęgnacji>.



3. VisPlantis - olejek różany. Pięknie pachnie, super się sprawdza jako kolejny krok demakijażu, zaraz po płynie micelarnym, dzięki czemu czemu korzystam z jego zalet bez obciążania skóry, co przy mojej mieszanej i skłonnej do niedoskonałości skórze jest rozwiązaniem idealnym :) Wspominałam o nim także w <ulubieńcach września>.


4. Biały Jeleń - Prebiotic - <hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy>. Przyzwoity produkt, dobrze myje, delikatnie, o zapachu mydła, ściąga skórę, więc tu trzeba raczej szybko działać z kolejnym krokiem pielęgnacji po myciu twarzy. Fajne opakowanie z dozownikiem, współgra ze szczoteczką do mycia twarzy, nie robi krzywdy.



5. Bandi - Hydro Care - krem intensywnie nawilżający. Lubię tą markę, lubię ich kremy do twarzy, od dawna wracam do tej serii oraz tego kremu. Lekka konsystencja, delikatny, fajnie nawilżający, choć nie wiem czy dla suchej skóry byłby wystarczający. Bardzo dobrze się wchłania, idealny pod makijaż, gra mi z każdym podkładem





6. Bandi - fem@le 35+ - energetyzujący multiaktywny koktajl. Mój KWC, wspominałam o nim w poprzednich <denkach>, <ulubieńcach>, <wieczornej sierpniowej pielęgnacji><porannej wrześniowej pielęgnacji> i <pielęgnacji idealnej>, chyba nie mogę dodać nic więcej, może poza tym, że tą liczbą 35 bym się nie sugerowała :)



7. Golden Rose - Maxim Eyes - mascara. Wspominałam o niej w <czerwcowych ulubieńcach>, niestety dużo czasu minęło, a mój ulubieniec niestety stał się bublem. Tusz nie gęstnieje, jest tak samo wodnisty jak na początku, szczoteczka fajna, choć mogłaby być mniejsza, a największy zarzut to taki, że tusz się kruszy i osypuje już po paru godzinach, nie mówię tu o warunkach ekstremalnych, a jeździe samochodem i pracy w biurze. Nie ma opcji na powrót do niej.



8. L'oreal - Lumi Magique - korektor rozświetlający. Bardzo fajny, dobrze mi się sprawdzał całe lato, aż byłam zaskoczona wydajnością. Przyjemnie się rozprowadza, fajnie rozświetla, krycie jest minimalne, latem na co dzień opcja świetna, ale na specjalne okazje, czy nawet na zakrycie cieni pod oczami, nie ma co się łudzić, nie poradzi sobie. Odświeżał i sprawiał, że wyglądałam odrobinę zdrowiej i bardziej świeżo. Jeśli nie masz wielkich cieni, a chcesz rozjaśnić sobie spojrzenie to naprawdę polecam :)



9. Farmona - tutti frutti - peeling do ciała. Nabytek z sierpniowego <Be Glossy>. Bardzo się z nim polubiłam, zwłaszcza do ramion, idealny pod prysznic. Konsystencja idealnie pomiędzy zbitym, a wodnistym. Buteleczka też super, szybko i sprawnie dozuję ile trzeba, nie muszę się bawić ze słoiczkiem, zapach bomba, bardzo wydajny. Drobinki dosyć duże, ale robotę wykonują idealnie. Skóra jest gładka, ale nie podrażniona, nie jest ściągnięta i nie jest swędząca. W kolejce mam jeszcze kilka, ale jak tylko zużyje tamte, do tego chętnie wrócę :)





10. Be Beauty - Dax Cosmetics - peeling drobnoziarnisty. Do mojej mieszanej cery się nie nadaje, za duże drobiny, zbyt agresywny, ściąga skórę i podrażnia, po pierwszym użyciu odstawiłam i ostatnio zużyłam na 2 razy do ciała, ale do ciała efekt jest słaby, szkoda zachodu.




11. Pharmaceris - skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych. Włosy z tendencją do wypadania normalne i przetłuszczające się. To już moje 2 opakowanie, ale po bardzo długiej przerwie do niego wróciłam. Niestety nie widzę szczególnego działania, choć w ostatnim czasie widziałam parę postów z jego udziałem i raczej pozytywne były. Ja niestety nie jestem zachwycona, mam jeszcze jedno opakowanie, wynik hurtowych zakupów z paniką w tle, że mi wszystkie włosy lecą. Zachwycona nie jestem gdyż niesamowicie podrażnia mi skórę, wysusza ją, strasznie agresywny jest, nie stosuję go codziennie, tylko co 2-3 mycie. Za każdym razem odczuwam dyskomfort. Poprzednie opakowanie używałam intensywniej i niestety dorobiłam się łupieżu, tym razem z podejściem ostrożniejszym nie było tak źle. Szampon fajnie pachnie, super się pieni, ale włosy po umyciu są matowe i szorstkie, bardzo trudno je rozczesać, mimo, że zawsze pod prysznicem nakładam odżywkę na chwilę.




12. Beaver - Hydro - regenerująca odżywka do włosów. W lipcowym <Be Glossy> był szampon tej firmy i tej serii, bardzo fajny, więc i tu oczekiwania były wielkie.  We wrześniowym <Be Glossy> znalazłam tą odżywkę, niestety nie robi nic dla moich włosów, ani nałożony jako maska na dłużej, ani na chwilę pod prysznicem, włosy są takie same jakbym nic nie zrobiła :/





13. Schwarzkopf - Gliss Kur - Ultimate Oil Elixir. Maseczka wzmacniająca strukturę włosa. Dla włosów zniszczonych i przesuszonych. Obciąża, minimalnie wygładza i to mniej więcej tyle co robi. Używałam ją jako maskę i jako odżywkę, efekt praktycznie ten sam.





14. Be Beauty - odżywka do włosów suchych i zniszczonych. Kolejna, która nic nie robiła poza obciążeniem. Nie mam szczęścia do odżywek :/





15. Kallos - Blueberry - odżywka do włosów. To jeszcze <zakup lipcowy>, połowę oddałam mamie, a resztę sama męczyłam, ale odnosi się to tylko do pojemności opakowania, które jest ogromne. A odżywka działa, tak po prostu i aż. Jako maska i odżywka pod prysznic, za każdym razem włosy były inne, miękkie, łatwo się rozczesywały, łuski pozamykane. Niestety na moje włosy mało co działa, niezależnie od przedziału cenowego. A tu jedna z najtańszych odżywek, jakie miałam i do tego działa, dla mnie bomba :D



Zapraszam do komentowania :) Jeśli macie fajne zamienniki, działające dla tych moich zdenkowanych produktów to chętnie się przyjrzę :)

Inne denka:
- wrzesień 2015
- sierpień 2015
- lipiec 2015
- czerwiec 2015
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 26 października 2015

Zakup specjalny - ZNAK - Red Lipstick Monster - book haul


Ogromny zakup, mimo, że ciągle narzekam na brak czasu na czytanie. Po co, i tak mam sterty czekające na przeczytanie. Red Lipstick Monster, czyli Ewa Grzelakowska-Kostoglu wydała swoją książkę, musiałam zamówić i do dziś czekałam na dostawę. Muszę przyznać, że księgarnia internetowa Znak działa idealnie. Nawet kurier zapukał do drzwi 10 minut po moim powrocie :D


Ewa Grzelakowska-Kostoglu - Red Lipstick Monster - Tajniki makijażu
Początek to sama wiedza podstawowa, nic nowego i odkrywczego, ale warto przeczytać, żeby się sprawdzić. Kojarzę wszystko z filmików. Ciekawsze dla mnie tematy zaczynają się dobrze za połową. Choćby kolory makijażu a kolor oka, co zawsze robiłam na czuja i tak do końca nie łapałam tego koła kolorów. Niektóre tematy zdecydowanie za mało rozbudowane jak dla mnie. Ale książka jest fajnie wydana, genialne zdjęcia, może nie jest to super napisane, ale zrozumiale. Jeszcze nie skończyłam, jutro kończyć będę. Dużą przyjemność czerpię z obcowania z tą książką, spore pozytywne zaskoczenie, zwłaszcza, że jest to moja pierwsza pozycja osoby, która szerzej zaistniała w internecie. I po tym doświadczeniu nie ostatnia. Poniżej parę zdjęć dla rozeznania, ale nie będę wam psuć przyjemności i wrzucać za dużo.
















David Lagercrantz - Millenium - Co nas nie zabije
Już lata minęły odkąd czytałam/słuchałam Millenium, ostatnio znowu obejrzałam obie wersje, a internet zawrzał na temat kontynuacji, ale już nie pisanej przez pierwotnego autora. Na początku tylko negatywne informacje do mnie trafiały, ale z czasem coraz więcej pozytywnych. A skoro takie zamieszanie wprowadziła warto się z nią zapoznać.



Jean-Christophe Brisard, Claude Quetel - Dzieci dyktatorów. Prawdziwe historie
Wpadła mi w oko, ale czemu... To chyba świat tak daleki od mojego, a jednak w nim też rodzą się i żyją dzieci. Jakie są, jacy są rodzice...



Anne Helen Petersen - Skandale złotej ery Hollywood
Fame, fame... powiedzcie, że nie lubicie skandali, raz na jakiś czas coś nas przyciąga, mimo, że to paskudne.



Denise Kiernan - Dziewczyny atomowe
To jakieś zboczenie, ale hasła: dziewczyny, II wojna światowa i atomowe działają na mnie tak, że nie wyjdę, jeśli jej ze sobą nie zabiorę.



Madeline Swan - Historia kotów



Marcin Prokop - Jego wysokość Longin
To już staroć, widziałam, że kolejna część już w sprzedaży, a ta była na wyprzedaży, kiedyś ją chciałam, ale jakoś się nie złożyło, więc teraz w lepszej cenie już ją mam.



Małgorzata Gutowska Adamczyk - Kalendarze
I to jest zagadka, często kupujecie, tylko dlatego, że okładka was przyciąga. Ja niestety lub stety często. A ta mnie mega przyciąga choć nie wiem czemu.



Katarzyna Bonda - Pochłaniacz
Mam Okularnika, ale ostatnio oglądając Olgę z Wielkiego Buka, dowiedziałam się, że muszę przeczytać Pochłaniacz, żeby to wszystko miało sens i ułożyło się w całość. Więc kolejna książka wylądowała w wirtualnym koszyku. Muszę się w końcu zabrać za Bondę, już nawet wywiady z nią czytam, co jest totalnie odwrotną kolejnością.



Roald Dahl - Charlie i fabryka czekolady
Oglądałam film, ale jakoś nigdy mi się nie obiło o uszy, że to na podstawie książki jest!!! Aż ostatnio, gdzieś mi to mignęło, a skoro już wiedziałam, to jeden rzut oka wystarczył, aby ją mieć :P

CZYTAJ DALEJ
TOP