sobota, 23 stycznia 2016

Denko stycznia 2016


Kolejne ogromne zużycie. I jak co miesiąc  jestem zaskoczona wielkością. Zawsze mam wrażenie, że ciągle kupuję, a praktycznie nic nie zużywam. Moim postanowieniem noworocznym było, powstrzymanie się trochę z zakupami, porządki w szufladach i zużycie w pierwszej kolejności tego co mi długo zalega. Ale ciągle jest tyle produktów, których chciałabym spróbować :P 


1. Balea - Frozen Breeze - mydełko do rąk. Od ponad roku w moim domu króluje Biały Jeleń, nie uczciła, nie wysusza, dobrze myje, dobra cena. Ale Balea jest tak mocno promowana w sieci, że musiałam ją wypróbować, co prawda zajęło mi to trochę czasu, bo sklepiki z niemieckimi produktami to zazwyczaj tylko chemia. Ale udało się przez przypadek i to w Gdyni. Więc jak mogłam się nie skusić? Wstawiłam do łazienki i od razu inne poszły w odstawkę, ładny zapach, gesty, wydajny, dobrze domywa Beauty Blender i nie robi mi pózniej krzywdy, cena dobra. Bardzo chętnie do niego znowu wrócę. 



2. Balea - Tropical Sunshine - żel pod prysznic. Nie mogło skończyć się na 1 produkcie jak już dorwałam źródło. Mimo,  że to nie jest zapach zimowy, królował u mnie w grudniu i styczniu. Mimo, że na wannie mam sporo innych. Przyjemny zapach, fajna konsystencja, nie przesusza skóry, bardzo wydajny, wcale się nie dziwie, że ma tak wielu zwolenników, przy korzystnej cenie. Mam jeszcze jeden w zapasie, ale przy okazji jeszcze wypróbuję inne nuty zapachowe.  



3. Farmona - Tutti Frutti - olejek do kąpieli i pod prysznic. Bardzo lubię ich peeling do ciała. Zapachy są super, więc miało być dobrze. Niestety nie podczas długiej kąpieli, w przeciwieństwie do soli z Pat&Rub, ten olejek strasznie wysusza skórę. Zapach i to, że się ładnie pieni już nie mają znaczenia. Niestety mam jeszcze inne zapachy, więc trzeba będzie coś wykombinować. 



4. Avon - Mrs. Frosty - płyn do kąpieli. Kupiłam ze względu na opakowanie, aby poczuć klimat świąt. Opakowanie strasznie twarde, to jakaś porażka, żeby wydobyć płyn. Zapach nie powala, przesusza skórę, mało wydajny. Nie spotkamy się więcej. 



5. Be Beauty - Maroko - olejek arganowy. Nie powala, nie zrobił mi nic złego, ale dużo bardziej wolę te wersje z drobinkami. Więc już się raczej nie spotkamy. 



6. Biały Jeleń - Szałwia i ogórek - emulsja do higieny intymnej. Mój ulubieniec od lat, wymieniam tylko <wersje>, ale najchętniej wracam do tej konkretnej. W tym temacie raczej nic się nie zmieni. Nie robi mi krzywdy i chroni od złego. Czego chcieć więcej?



7. Uriage - woda termalna. Mój kolejny <ulubieniec>. Już dawno straciłam rachubę co do ilości zużytych opakowań. Muszę mieć zapas. Używam codziennie, niezależnie od pory roku, na podrażnioną skórę zwłaszcza, ale też żeby zdjąć nadmierną pudrowość z twarzy, czy nawilżyć powietrze w nocy zanim nawilżacz zadziała. Nie znalazłam lepszej, ale też nie mogę powiedzieć, żebym się szczególnie starała. 



8. Bioderma - Sensibio H2O - płyn micelarny. Rewelacyjny płyn micelarny, wcale się nie dziwię, że jest takim hitem. Cena jest straszna, trzeba szukać na promocji, bo naprawdę warto. Bardzo dobrze domywa mi wszystko, bez konieczności tarcia, czy używania innych produktów. Nie uczula, nie podrażnia. Przyjemny zapach. Od pierwszego użycia  widać było kolosalną różnicę w jakości, porównując do wszystkich, które miałam wcześniej. Różowy Garnier, który ma być jej tańszym odpowiednikiem, nawet się Biodermy nie umywa. Jak trafię na promocję, napewno kupię kolejne opakowanie, jak nie cały zapas od razu. 



9. Physiogel - żel do mycia twarzy. Szybciej powiedziałabym, że to mleczko, bo taką konsystencję ma. Słabo się pieni. Nie skradł mojego serca, długo go męczyłam. Mimo, że krzywy mi nie robił, nie wrócę do niego. Miałam wrażenie, że skóra nie jest idealnie domytą. Niestety nie było też tak, żeby skóra po nim podrażniona nie była. Nie zachwycił i cieszę się, że to już koniec tej przygody. 



10. Pat&Rub - szampon i płyn do mycia dla niemowląt i dzieci. Dla mojego syna fajny delikatny kosmetyk. Nic mu zarzucić nie można. Dla mnie jednak jako szampon się nie nadaje. Tak jak inne dziecięce. Włosy są po nim nieprzyjemnie tępe. Ładnie się pieni. To już kolejne opakowanie, pewnie nie jedno jeszcze zużyjemy. 



11. Naobay - szampon i żel pod prysznic.  Pochodzi z pudełka BeGLOSSY. Bardzo długo stał u mnie na wannie i jakoś nie mogłam go zmęczyć. Jako szampon nie podszedł mi, włosy są nieprzyjemnie tępe w dotyku. Jako żel, nie spodobała mi się galaretkowata konsystencja, zwłaszcza, że zawsze miałam jakiś lepszy. Wykończyłam go jako płyn do kąpieli, fajny zapach ładnie się pienił, dobrze rozpuszczał w wodzie, co wcale nie jest takie oczywiste przy żelu pod prysznic. I w takim wydaniu bardzo mi się spodobał. 



12. Bambino - żel do mycia ciała i włosów 2w1. Znowu kolejny produkt dziecięcy do moich włosów się nie nadaje. Ale dla mojego syna sprawdza się świetnie. Fajna opcja do kąpieli, ładnie pachnie, dobrze się pieni, nie podrażnia, nie przesusza, dobra cena. Kolejne opakowanie, na pewno będzie więcej. 



13. Gosh - Damage Control - odżywka do włosów suchych i zniszczonych. Kolejna odżywka, która nic dla moich włosów nie robi, no może poza tym, że się mniej elektryzują. Stosowałam jako maskę pół godziny przed myciem, nic. Wykończyłam jako odżywka po codziennym myciu włosów, nic. A ponieważ szampon też nie zrobił nic dobrego, kolejnej szansy nie dam. 



14. Kallos - Go Go - odżywka do włosów suchych i zniszczonych. Miałam odżywkę <Blueberry> i byłam z niej zadowolona, no może nie byłam fanką opakowania. Ale i tu spodziewałam się aż i tylko działania. Niestety zawiodłam się. Nic nie robiła. Zmęczyłam ją, ale ucieszyłam się, że mogę się jej pozbyć. 



15. Babuszka Agafii - maseczka do twarzy, tonizująca, dla skóry zmęczonej i wrażliwej. Wiele pochwał zbiera ta firma, kupiłam kilka <produktów> i wrażenie kiepskie robią, a używam ich długo. Po nałożeniu czuje podrażnienie, które na szczęście mija, skóra jest lekko wygładzona, ale domaga się toniku lub wody termalnej, natychmiast po zmyciu. Więc dla wrażliwej skóry nie jest, ale dla zmęczonej także nic nie robi. Totalny niewypał w moim wypadku. Niestety mam jeszcze jedną, ale totalnie nie mam ochoty jej otwierać. 



16. Dax Cosmetics - Be Beauty - maseczka nawilżająca. Krótkotrwałe nawilżenie i wygładzenie daje. Ale to tyle na co można liczyć. Szkoda czasu. 



17. Purles - 111 - krem łagodząco- nawilżający. Jeden z nielicznych produktów, który zrobił na mnie takie wrażenie. Podobno skład nie zachwyca. Ale działanie już tak. Nie miałam nigdy <kremu>, który chroniłby mnie przed "burakiem" na twarzy przy zmianie temperatury. Mogłam to tylko maskować tapetą, ale i to nie zawsze dawało porządny efekt. Jedyny mój zarzut to opakowanie z którego nie można było wydostać całego kremu, którego jednak sporo zostało. 



18. Golden Rose - City Style Mascara - tusz wydłużająco-pogrubiający. Nie mam szczęścia do tej firmy, początki zachęcające, a wychodzi <bubel>. Internet zachwala, tylko ja chyba na trefne egzemplarze trafiam. Bardzo podoba mi się ich podejście, tusze są mocno zafoliowane, nie ma opcji, żeby ktoś się do nich dobrał. Pierwszy, nie wysychał wcale, nie ważne jak długo leżał. Ten był za gęsty już od pierwszego otwarcia. Niewiele go używałam, bo od początku się nie nadawał. Nadal korci mnie, żeby po coś sięgnąć, za dużo YouTuba, Instagrama i blogów, ale co się skuszę to niewypał. Chyba czas odpuścić. 


19. KillyS - magiczna gąbka 3D. <Gąbeczka> jest paskudna. Twarda, jak gumka do ścierania, nieważne jak mocno ją nasączę. Nawet wrzuciłam ją do wanny, może więcej wilgoci potrzebuje. Gdzie tam, tak samo twarda. Powiem szczerze, że gdybym od niej zaczęła przygodę z gąbeczkami, to nigdy więcej bym się na nie nie skusiła. Beauty Blenderem nakładam wszystko, jest genialny, moja tapeta skoczyła o 10 poziomów w górę. Ale ta konkretna krzywdzi moją twarz, normalnie jakbym obijała sobie czymś twardym twarz, o nałożeniu korektora pod oczy nie ma mowy, bo oko stracę. Stęplowanie nie jest dla niej, szybciej nadaje się do roztarcia podkładu, co przecież jest bez sensu. Bubel potworny, który leżał u mnie wieki, nie wiem na co liczyłam, że nie pozbyłam się jej od razu. 


Tak oto wyglądało moje mega denko  zanim się nim zajęłam. Od razu w łazience zrobiło się luźniej. Worek z plastikami też momentalnie się wypełnił. Zaliczam to do swoich noworocznych porządków :P

Poprzednie denka:
TOP