sobota, 16 stycznia 2016

Ulubieńcy roku 2015


Nie mogłam się zebrać i zrobić zdjęć, jak już mam zdjęcia to post zazwyczaj szybko sklecę. Ciężki okres mam. Wam też tak źle się rok zaczął? Mam wrażenie, że wszystko jest nie tak jak powinno. Zamiast spokoju po świątecznym szale, nastał mega dołujący okres, oby szybko minął. Potrzebuje ciepła, energii i dobrych ludzi wokół :) Tego wam życzę w tym roku :)


Mam Tangle Teezer od jakichś 2 lat i bardzo się z nim polubiłam, do tego stopnia, że dorobiłam się 3 i jeszcze mamie sprezentowałam. Niestety włosy mamy podobne, cienkie i mega płaczące się, niezależnie od szamponów i odżywek, których używamy. Ale na początku poprzedniego roku trafiłam na informacje o The Wet Brush, zamówiłam i od tego czasu Tangle Teezer leży z boku, używam  go tylko, jak mi moja The Wet Brush zginie. Czemu? Mam delikatną skórę głowy, a TT ją drapie, z TWB tego problemu nie ma. TWB lepiej leży w ręku.  Ale w aspekcie tego co najważniejsze, lepiej radzi sobie z rozczesywaniem moich kołtunów. Dodatkowo włosy mi się po niej nie elektryzują. Mam 2 i nie wyobrażam sobie bez nich porannego prysznica. Mama też dostała komplet. 


Gumka, jak gumka, o co tyle zamieszania? Nie wie, kto nie spróbował. Invisibobble zasłużyły na te wszystkie pochwały. Dobrze trzyma w ryzach nawet cienkie włoski. Nie zsuwa się, nie ciągnie, nie wyrywa włosów. Moje włosy odkształcają się zawsze, ale przy nich minimalnie. Ostatnio nawet w jednej z nich zasnęłam i rano obudziłam się nie zdając sobie z niej sprawy, to mi się nigdy dotąd nie zdarzyło, bo nie byłabym wstanie zasnąć z gumką na włosach. Jeśli jeszcze jej nie miałaś, zdecydowanie warto spróbować, ok. 15 zł w Naturze za 3 szt. Do zwykłych gumek wracam tylko, jak nie mogę znaleźć sprężynek, a mam ich koło 20 porozrzucanych po całym domu :P I co mam okazję to biorę kolejne opakowanie. 


Beauty Blender, czy jest jeszcze ktoś kto go nie miał. Nie wyobrażam już sobie makijażu bez niego. Do podkładu i korektora, ostatnio także do pudru. Uwielbiam. Ani ręka, ani pędzel nie dają takiego efektu. Czyści się go fantastycznie, mydło w płynie, kilkanaście sekund i już gotowy do ponownego użycia. A same możecie ocenić jak wygląda po pół roku używania. Do tego ta miękkość. Nie wierzyłam w fenomen tej <gąbki>, ale teraz należę to fanów. Bardzo dobrze wydana kasa. Na pewno będą kolejne. 


DERMEDIC - HydraIn2. Mój nocny krem numer jeden. Wspominałam o nim wielokrotnie, pierwszy <wpis> był właśnie na jego temat. Kolejne opakowanie, już nie liczę które. Niedrogi, na promocji nawet za 10 zł można go dorwać, nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha, a skóra jest nawilżona, ukojona, gładka. Nie trafiłam na lepszy, choć ciągle szukam. 


Uriage - woda termalna. Wiosna, lato, jesień, zima.... Zawsze ze mną, denkuję, a kolejne <opakowanie> już czeka. Nie liczę ile już zmęczyłam. Będą kolejne. Fantastycznie działa na moją skórę, zwłaszcza jeśli chodzi o ukojenie. Uwielbiam


Bandi - Female 35+ - energetyzujący multiaktywny koktajl. Może jestem nudna, ale ciągle jest to najlepsze <serum> jakie kiedykolwiek miałam. Działa, podbija działanie nawet słabych kremów. Nie uczula, nie zapycha. Pod oczy i na twarz. Wiosna, lato, jesień, zima... A moja skóra ciągle dziękuje mi za ten koktajl. Mam ich zapas, na razie nie znalazłam godnego zamiennika. 


Maybelline - Color Tattoo - Creamy Mattes - Creme De Rose 91. Uwielbiam. Mam tłusta powiekę i do tej pory makijaż oka nie utrzymywał mi się prawie wcale, a teraz pół dnia na luzie bez poprawek, bez zbierania się w załamaniu. Jako baza pod ciebie i samodzielnie. Pięknie wyrównuje kolor powieki, dzięki czemu moje oko jest większe, świeższe. A jest tak <łatwy> w użyciu, delikatny dla powieki, nie uczyła. Lepszy niż baza czy korektor. Łatwo dostępny. Cena też jest zachęcająca.  


Mam trochę produktów do brwi, ale najczęściej sięgam właśnie po tą kredkę Catrice. Syn trochę mi ją zmasakrował, ale nadal jest moim pierwszym wyborem. Mam ciemne i grube brwi, więc potrzebuję tylko korekty, moich działań związanych z ich regulacją, poprawieniem ich naturalnego kształtu. Daje kolor, który delikatnie równo zanika w ciągu dnia, nie można sobie nią sobie krzywdy zrobić. Łatwo i szybko osiągnąć porządny efekt. 


Revlon - masełko do ust. Jeśli mam ochotę na odrobinę koloru na ustach to jest mój pierwszy wybór. Dla mnie najważniejsza jest pielęgnacja i nawilżenie, nie jestem fanką szminek, nie chce mi się ich pilnować i poprawiać. Więc zdecydowanie jest to <produkt> dla mnie. 


BeBe. Od lat zawsze mam ją pod ręką. Nawilża i chroni moje wargi, bez koloru, bez błysku, bez lepienia się. Przerabiałam różne, ale do niej <zawsze> wracam. 


Rimmel - Wake Me Up. Nie jest mocno kryjący <podkład>, nawet najjaśniejszy jest dosyć ciemny, ale ja uwielbiam jak sprawia, że wyglądam na bardziej wypoczętą niż jestem. Trochę świetlistości i wyrównany koloryt to wszystko czego mi do szczęścia potrzeba. Nie zbiera się w załamaniach, nie podkreśla suchych skórek, nie zapycha. Moje 2 opakowanie :)



Purles - 111 - Soothing Cream. Listopadowy ulubieniec, mimo, że to odkrycie końcówki roku jest to jedyny krem na dzień, który zrobił na mnie takie wrażenie. W sumie nie pamietam, aby jakikolwiek krem tak wpływał na moją skórę. Nie ma dnia bez buraka, zwłaszcza przy dużym skoku temperatury, ktory długo się u mnie utrzymuje. Ten krem mnie od niego chroni, szok. Wchodzę z zimnego do ciepłego i nic, nie widzę i nie czuję zaczerwienienia. A co śmieszniejsze na wino reaguję podobnie po 2 łykach, palą mnie policzki, nawet pod tapetą robioną przez profesjonalistę to widać, więc  najłatwiej było nawet nie moczyć dziubka. A tu wypiłam kubek grzańca i nic mi się nie stało. Niemożliwe? Na mnie ten krem działa aż tak zaskakująco. 


Power Bank, nie chodzi mi o ten konkretny, ale ogólnie o tego typu urządzenia. Genialne rozwiązanie, dla każdego kto intensywnie korzysta z telefonu. Odkrycie końcówki roku, ale jaki daje komfort psychiczny świadomość, że mam go w torebce i zawsze mogę podratować swój telefon niezależnie od tego gdzie jestem. A ponieważ dzwonię, piszę smsy, sprawdzam maila, obserwuję synka w żłobku, oglądam Instagram ... czy tak jak teraz piszę bloga, zużycie baterii mam spore. 

Mam nadzieje, że nie zanudziłam Was swoimi ulubieńcami, pisząc o nich po raz setny. Ale są ta produkty najlepsze, które wyjątkowo mi podpasowały, których będę używać dalej. 
TOP