czwartek, 28 kwietnia 2016

Denko kwietnia 2016 - część 4


W tym miesiącu bije wszelkie rekordy zużycia produktów. Ale to też nie tak do końca, że to zużycia tego miesiąca. Raczej wzięłam się za porządki i wykańczanie produktów, które już od dłuższego czasu miałam otwarte. Trzeba zrobić miejsce dla nowych. 


Bania Agafii - maseczka do twarzy. Wywalam prawie całe opakowanie. Nie lubię jej, rozgrzewa mi nieprzyjemnie skórę, nic nie robi pozytywnego, a wręcz mam wrażenie, że podrażnia kk skórę tylko. Swego czasu były mocno zachwalane, z dobrym składem. Ale te produkty po które sięgnęłam nie robiły dla mnie nic dobrego. Pojemność duża, cena niska, więc wszystko przemawia za tym, aby się jej pozbyć i nie męczyć się już. 


Alterra - nawilżający krem do twarzy. Poczyniłam ogromne zakupy pielęgnacyjne z tej marki. Niestety ten prawie cały idzie dalej, nie jest zły, ale nie dla mnie. Przeznaczony jest dla skóry suchej, na mojej mieszanej kiepsko się wchłania, zajmuje to wieki, a potem czuje go na twarzy, co nie jest komfortowe. Co zabawne, że spodobał mi się dopiero po spacerze, na którym deszcz mnie złapał. Ale nie uczulał, ani nie zapychał. Mam wrażenie, że u nastolatki spisałby się lepiej niż u 30 latki. Moja skóra już jednak wymaga większej pomocy. 



Biały Jeleń - szampon do włosów. Wielokrotnie piszę, że bardzo lubię ich produkty. Niestety ten zupełnie się u mnie nie sprawdził. W ciągu paru dni, potwornie wysuszył mi skórę głowy, swędziała mnie potwornie, kolejny tydzień mi zajęło dojście do stanu w którym nie czuje potrzeby, żeby się podrapać. Dawno już coś takiego mi się nie przytrafiło. Szampon ma jeszcze długi termin przydatności, dopiero co go otworzyłam, był jedynym produktem do włosów, który w danym momencie zmieniłam. Więc ewidentne to jego wina. Zużyłam go zamiast żelu pod prysznic, ale już na pewno nie wrócę. Wielkie rozczarowanie. 



L'oreal - Kerastase - Initialiste - serum wspomagające wzrost włosów. Drogie, ale skuteczne, wspominałam o nim w ulubieńcach. Starczyło mi na pół roku i to nawet jak na mnie regularnego stosowania. Tak po miesiącu nastąpił wysyp nowych włosów. Wyglądałam jak miotła, ale efekt zauważalny. Obecnie zagęszczenie włosów jest spore jak na mnie. Pewnie jeszcze do niego wrócę. Trzeba z nim uważać, może podrażniać skórę głowy. Na początku z nim przesadziłam, za dużo i za często. Ale jak wiadomo tonący brzytwy się chwyta, nauczona błędami, aplikowałam max 1 pipetę na skórę głowy, 2 razy w tygodniu, pilnowałem, żeby szampony, których używam były łagodne, dzięki czemu efekty ze stosowania były bardzo zadowalające. 



Dermedic - Normacne - Preventi - antybakteryjny żel do mycia. Mój ulubieniec, pięknie pachniał i fajnie odświeżał rano skórę. Ściąga dosyć mocno, co rano nie stanowi dla mnie problemu, ale na koniec spojrzałam na skład i te nieszczęsne SLSy są na drugim miejscu, zaraz za wodą. A ja tak powoli zaczynam coraz bardziej zwracać na to uwagę. Bardzo przyjemnie mi się go stosowało, a czy będzie ciąg dalszy zobaczymy. Macie coś fajnie myjącego do buzi, o lepszym składzie? Chętnie coś nowego przetestuję :)



BeBeauty - balsam do ciała pod prysznic. Nie robi zupełnie nic. Skusiłam się, bo nie cierpię balsamować się po prysznicu, a tu założenie nawet dla mnie znośne. Nie sprawdził się latem, zimą tym bardziej. Leżał, aż uznałam, że czas go wykończyć, to jeszcze na koniec mnie po nim wysypało. Brawo ja! Ale dzięki temu jeden bubel na wannie mniej. 



Pat&Rub - AOX - tonik. Ostatnio pisałam o zakupie ostatniej szansy dla tej firmy, którego powodem był też ten tonik. Miały być fajerwerki, a skończyło się wielkim rozczarowaniem. Choć nie był tak zły, jak bardzo popularny ich standardowy tonik. Dało się odczuć, że zaczęłam regularnie używać toniku. Skóra stała się bardziej miękka, ale nic poza tym, a już na pewno nie można powiedzieć, żeby była ukrojona. Zaraz po użyciu musiałam spryskiwać twarz wodą termalna Uriage, dzięki której rzeczywiście czułam ukojenie. Bardzo się cieszę, że go wykończyłam. Na pewno nie kupie ponownie. Tym bardziej, że moja skóra dużo lepiej reaguje na samoróbki z produktów Fitomed



Fitomed - woda różana. Kupując mojego ulubieńca Mój krem nr 11, skusiłam się na taki pół produkt z zamiarem stworzenia własnej mieszanki. Trochę mi zajęło zanim się za nią zabrałam. I już po pierwszych użyciach jestem zadowolona, choć to tylko zmieszane 2 składniki. Ale efekty bardzo zachęcają do dalszych eksperymentów. 



Tigi - Bed Head - Resurection - odżywka do włosów. Mój ulubieniec, stosowałam jako maskę w weekendy. Efekt był zawsze zauważalny. Włosy były miękkie, delikatne, sypkie. Szok, bo w końcu coś na moje włosy dzieła, a do tego efekt jest bardzo widoczny, a kondycja włosów poprawiona na resztę tygodnia. Na pewno kupię kolejne opakowanie. Butla jest ogromna, starcza na wieki, a i tak zrobiłam duża odlewkę dla mojej mamy. 


Kilka bubli, kilku ulubieńców, którzy do mnie wrócą, efekt nie jest zły. A moja łazienka dostała odgruzowana odrobinę :P


Poprzednie denka:
TOP