wtorek, 12 kwietnia 2016

Uśmierciłam swojego Beauty Blendera


Moje pierwsze spotkanie z Beauty Blenderem nastąpiło w lipcu 2015, trafił do wirtualnego koszyka podczas większych zakupów. Taki szał był wówczas na gąbeczki, że musiałam sama sprawdzić o co tyle szumu. 9 miesięcy chyba starczy, żebym mogła już coś o niej powiedzieć. No dobra już o niej pisałam w ulubieńcach całego roku 2015.


Nie wiem czy jest jeszcze ktoś kto nie próbował gąbeczek do makijażu. Moją tapetę zrewolucjonizowała do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie nakładania podkładu, kremu CC i korektora w inny sposób. Zdarza mi się rownież nakładać nią produkty suche, więc jak się uprę to cały makijaż nią zrobię. Efekt jest fenomenalny, mała ilośc produktu wystarcza na pokrycie całej twarzy, efekt jest naturalny, stemplując uzyskuje lepsze krycie i trwałość, rozcierając efekt jest dużo delikatniejszy. Fajnie można budować krycie, bez robienia sobie plam. Produkty łącza mi się bez widocznego przejścia, a nie muszę się o to szczególnie starać i pilnować. Moje rozszerzone pory przy jej pomocy są dużo mniej widoczne. 


Muszę przyznać, że trochę mnie przerażała pielęgnacja, jakby nie było dosyć drogiego gadżetu. Ale przyznał się, że szybko przestałam ją traktować szczególnie. Myłam po każdym użyciu zwykłym mydłem, które miałam pod ręka, zostawiałam do wyschnięcia gdzieś na blacie w łazience, najcześciej na czystym małym ręczniku, a przed użyciem nie spryskiwalam mgiełka do twarzy tylko moczyłam obficie pod bieżąca woda, nadmiar odciskając w ręcznik. Paznokcie też najcześciej mam długie, więc teoretycznie łatwo ją mogłam uszkodzić. Jak wyglada dawno po sugerowanym terminie używania? Bardzo dobrze, specjalnie na zdjęciach położyłam obok nówkę. Odbarwił się trochę, ale też już nie starałam się przesadnie go doczyścić, a najbardziej dostał w kość przez podkład Pierre Rene, bo wcześniej domywałam go bez problemu ze wszystkich produktów. Gdybym chciała to mogłabym do nadal używać, ale szczerze mówiąc/pisząc strasznie byłam ciekawa co się z nim dzieje w środku. Pewnie wszystkie widziałyśmy filmiki z paskudztwami, które można tam znaleść. 


Od początku do dzisiejszego jej końca, jest cudnie miękka. Mam skórę wrażliwa, pędzlem potrafię ją podrażnić, a tu nic. Mam skórę problematyczna, więc muszę dbać o czystość narzędzi, a porządne codzienne umycie gąbeczki nie zajmuje więcej niż 30 sekund. A do tego oczy, cokolwiek niewłaściwego i już protestują. Przy tym moim przyjacielu nic mi się nie działo. Czy wydam kasę i kupie ponownie? Już to zrobiłam, co widać na zdjęciach. Czy polecam? Zdecydowanie. Czemu nie używam tańszych zamienników? Szukam, ale mało skutecznie póki co. Miałam KillyS, tragedia. Miałam Melkior, trochę mniejsza tragedia. Mam Real Techniques, jest dobrze, ale daje mu trochę czasu. 








No i skończył biedak w 3 części kwietniowego denka.
TOP