sobota, 14 maja 2016

3 produkty - peeling do ciała - Organique, Perfecta & Bandi

 

Były produkty pod oczy, serum do twarzy, teraz czas na peelingi od których zaczynam być uzależniona. Moja skóra ramion nie jest piękna. Mam pełno krostek, czasami białych, czasami czerwonych. Nic strasznego, mało estetyczne, ale mam od wieków, łatwe do ukrycia pod ubraniem, więc jakoś nigdy nie zajmowało mnie to szczególnie. Zapalenie mieszków włosowych na tle hormonalnym najprawdopodobniej. Regularne złuszczanie i nawilżanie powinno mocno ograniczyć problem. Jestem leniem i zawsze mi się wydawało, że peeling to tyle czasu i roboty, więc to olewałam aż do lata. Zestarzałam się, dorosłam...jak zwał tak zwał, peeling zagościł na mojej wannie. Tylko, że stosuję go inaczej. Nie całe ciało za jednym zamachem, szkoda mi czasu na to nadal. Ale za to codziennie pod prysznicem, a nie 1 raz w tygodniu. Codziennie trochę inna partia ciała, a ramiona 3-4 razy w tygodniu. Nie znęcam się nad sobą przesadnie. Prysznic wydłużył mi się max o 2 minuty, jeśli wcale, bo robię to w czasie kiedy odżywka na włosach działa. Wysiłek praktycznie żaden, efekt porządany osiągnięty.  

 

Organique - Sugar Whip Peeling - cukrowa pianka peelingująca do ciała.  Dostałam kiedyś w BeGlossy. Leżał i leżał i gdyby nie porządki w kosmetykach, pewnie jeszcze gdzieś by leżał w zakamarkach moich szuflad. Ale trafił też na dobry okres, że lubię peelingi i mam mocne postanowienie wykańczania produktów zanim skończą datę ważności, a nawet zgodnie z zasadą pierwsze przyszło, pierwsze wyszło. Długo nie mogłam się do niego przekonać. Żalach nie powala, choć nie jest nieprzyjemny. Konsystencja na początku mocno zbita, jak na coś co ma być pianką. Ale jak już wykopie się dołek to łatwiej się dobrać do produktu. Dosyć dobrze rozprowadza się na mokrej skórze i dopiero w kontakcie z wodą tworzy się pianka z drobinkami peelingujacymi, które szybko się rozpuszczają. Peeling jest łagodny, spokojnie można używać codziennie. Bardzo komfortowy, słabo działający. Skóra po nim nie jest prawie wcale podrażniona, nie ma uczucia ściągnięcia czy pieczenia.  Chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę, choć fanką tego typu opakowań nie jestem. 

 

 

Perfecta - Miss Marine - perfumowany peeling do ciała. Był dodatkiem do jakiejś gazety na której mi zależało. Był bo był, leżał aż tak jak poprzednik doczekał się porządków. To już mocniejszy zdzierak, dosyć płynny, drobinki peelingujące przypominają piasek, łatwo można z nim przesadzić, ale też szybciej i łatwiej osiągnąć mocne oczyszczenie. Zapach ma rzeczywiście perfumowany, choć w życiu bym nie wpadła, że to połączenie morskiej pianki i tropikalnej plaży, nie w moim guście. Jak mocniej potrę to potem odczuwam dyskomfort, skóra jest gładka, ale też lekko piecze i jest ściągnięta, mimo, że nigdy z peelingami nie przesadzam to jednak jestem wrażliwcem. No i skład nie powala SLS już na 2 miejscu, PEGi... Wykończę i raczej, nie wrócę, choć efekt zły nie jest. 

 

 

Bandi - Body Care - peeling ryżowy do ciała. Wygrany przy okazji jakiegoś rozdania, właśnie do mnie dotarło, że żaden z tu pokazanych produktów nie jest moim świadomym wyborem. Mam słabość do tej firmy. Ale ten peeling mnie nie zachwyca. Daje mu szansę już jakiś czas, ale mocno na siłę, bo chętniej sięgam po poprzedników. Zapach średni, choć delikatny. Gruboziarnisty, zawieszony w tłustym żelu. Żeby dobrze pozbyć się naskórka trzeba włożyć w to trochę wysiłku. Można nim podrażnić skórę, ale ma potem uczucia ściągnięcia. Tylko skóra, zwłaszcza dłoni, po jego użyciu jest jakaś taka tępa. 

 

Od lewej Organique, w środku Perfecta, od prawej Bandi. 

Najchętniej wrócę do Organique, choć nie jest ideałem. Dwa pozostałe wykończę i daruję sobie spotkanie z nimi w przyszłości. 

3 produkty:
- serum do twarzy - Pat&Rub, It's skin, Alterra
- pielęgnacja okolicy oka - Pat&Rub, La Roche Posay, Alterra
TOP