czwartek, 12 maja 2016

Denko maja 2016 - część 2

 

Ach te pustaki, one mnie kiedyś zaleją. Choć z drugiej strony dobrze, że są, bo to znaczy, że jednak choć trochę zakupy zużywam 😜

 

Batiste - suchy szampon. Mam go wieki, a użyłam ledwie parę razy. Nie umiem się do niego przekonać. Biorąc pod uwagę ile to zachodu i jaki efekt osiągam to wolę jednak umyć włosy. Nie lubię tego, że włosy są tempe w dotyku, nawet ta wersja barwiona pozostawia szarawy nalot. Czuję, że skóra jest brudna, nawet bardziej niż przed jego użyciem, szybko zaczyna mnie swędzieć. A myć głowę muszę porządnie 2 razy, żeby wszystkiego się pozbyć. Za każdym razem żałowałam, że go użyłam. Co zaskakujące moja mama polubiła suche szampony. W szpitalu pewna babeczka sprzedała jej ten pomysł. W sytuacji, gdzie rzeczywiście nie mogła normalnie umyć głowy dało jej to komfort. Ja jednak zazwyczaj znajduję tą chwilę na szybki prysznic. 

 

 

Head&Shoulders - szampon do wrażliwej skóry głowy.  Mój ulubieniec od lat. Co prawda już odchodzę od stosowania go non stop, ale pod ręką zawsze jest jak czuję, że coś się zaczyna dziać. Milion razy słyszałam, że to zły szampon, agresywny i o paskudnym składzie. Ale na razie nie trafiłam na lepszy, który ogarnąłby mi skórę głowy po jakichś podrażnieniach. Zazwyczaj wystarczy parę dni, żeby moja skóra znowu poczuła się komfortowo i żebym mogła używać czegoś łagodniejszego. 

 

Paese - olej z baobabu. Miały być cuda, wyszło jak zawsze, czyli w sumie nic mi nie dał. Skóra po nałożeniu na 30 minut była bardziej miękka i gładka, ale większych zalet jego stosowania nie zauważyłam. 


It's skin - GF Effector - serum nawilżające. Wyładował w mini porównaniu 3 produktów. Kiedyś mnie zapchał, teraz nie robił nic. Super się wchłania, ale to tyle pozytywów. 

 
Pat&Rub - ekoAmpułka 3. Dwa razy droższy od poprzednika, a efekt podobny. Choć przy tym minimalnie zauważalne było, że czegoś używam. Ale reakcja mojej skóry, kontra cena produktu skreśla go u mnie. Powoli zaczynam się zastanawiać czy produkty naturalne potrafią zrobić efekt wow? A może trzeba 10 opakowań, żeby zobaczyć dobroczynny wpływ na skórę? Takiej cierpliwości to ja nie mam

 

Manhattan - Mat Effect Eyeshadow. Mam go już długo, bardzo go lubię, ale data ważności już dawno minęła i trzeba w końcu dać szansę innym. A jak się nie sprawdzą to chętnie kupię ponownie. 

 

Miss Sporty - Mini-Me Eye Liner. Kolejny produkt, który polecałam na promocji Rossmanna i zdałam sobie sprawę, że mam go już za długo, czas się uwolnić i zaopatrzyć w coś nowego lub po prostu zacząć testować swoje zapasy. 

 

Eveline - 6w1 odżywka do paznokci nadająca kolor. Co za paskudztwo. Uwielbiam 8w1. Nie było, skusiłam się na tą. Robi straszne smugi. Kolor jest jasny, mało kryjący, długo schnie, przy kolejnej warstwie jeszcze większe smugi, których nie mogę wyrównać choć się sprężałam z nakładaniem. Po 5 minutach 1 warstwa powinna być sucha, a gdzie tam schodzi, wystarczy ledwie dotknąć. Szok. Używam ich odżywek bardzo długo, często nakładam kolejne warstwy, ale na takiego cudaka nie trafiłam. Nie będę się męczyć. Bubel. 

 

Na koniec coś bez czego nie wyobrażam sobie dbania o moje paznokcie. Uwielbiam szklane pilniki od lat. Maja tylko jedną wadę, zbyt łatwo je uszkodzić 😭


Poprzednie denka:

TOP