wtorek, 16 sierpnia 2016

3 produkty - tonik do twarzy - Shamasa, Mokosh, Ziaja

 

Przez 30 lat praktycznie nie używałam toników, no może poza tymi alkoholowymi na pryszcze, które nigdy nie działały tak jak powinny, za to skórę wypalały. Ale jak już dorosłam do tego, żeby poświecić im chwilę, to się okazało, że moja skóra je kocha. 

 

Ziaja - Liście Manuka - tonik zwężający pory. Producent obiecuje wiele. Nie zauważyłam za wiele z tych obietnic, a używam go już całe wieki, mega wydajny produkt, nie wiem czy zużyje go do końca roku, mimo, że pryskam nim twarz codziennie rano. Kupiłam go głownie, żeby pomógł mi zwężyć pory, ale to jego działanie jest praktycznie niezauważalne. Ale tonizuje i moja skóra po myciu zostaje ukrojona. Zachwycona nim nie jestem, ale krzywdy mi nie robi, podstawowe założenie, tonizowanie, spełnia, więc mam nadzieje, że szybko zużyję i już raczej nie wrócę. 
Chwilę później wylądował w denku, zapach się zmienił, więc nie ryzykowałam.

 

 

 

Mokosh - hydrolat różany. Fantastyczny produkt, wylądował w ulubieńcach  odkryty dzięki subskrypcji Naturalnie z pudełka  Trzeba dać mu trochę czasu, oswoić się z nim, bo to jest mocny produkt. A skoro mocny to łatwo można się do niego zrazić. Trzeba z nim spokojnie i delikatnie postępować póki skóra się nie przyzwyczai, a i potem lepiej nie przesadzać, bo efekt może być odwrotny od zamierzonego. Wygładza, regeneruje, napina - tak. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia - tak, ale zbyt obficie użyty może je wywołać lub nasilić. A jeśli chodzi o okolice oczu to nie robi mi nic złego, nawet w nadmiarze, więc mega plus. Wydajny produkt. Bardzo intensywny różany zapach, może być trudny do wytrzymania jeszcze chwilę po aplikacji, ale mi nie przeszkadza. Polecam. 

 

 

 

Shamasa - woda różana. Zamówiłam ją z polecania ZdrowoNaturalnie.pl  Warto było. Bardzo dobry produkt. Mega atomizer tworzący prawdziwą mgiełkę, póki co najlepszy na jaki trafiłam. Sama woda jest bardzo delikatna pod względem działania, jak i zapachu. Tu nie ma chyba opcji przedobrzenia, przynajmniej mi się nie udało. Tonizuje i nawilża, odświeża, mega podrażnienia nie ogarnie, ale przy standardowym codziennym po demakijażu, spisuje się świetnie. Polecam nawet dla tych, którzy za zapachem róży nie przepadają. Pewnie jeszcze złożę zamówienie i zrobię sobie zapas. 

 

Nie ma wsród nich bubla, każdy spełnia swoje podstawowe zadanie, czyli tonizuje. Najbardziej jednak przypadł mi do gustu hydrolat z Mokosh, zaraz za nim stawiam wodę różaną Shamasa, no i zdecydowanie na końcu Ziaja. 

 

Na koniec jeszcze małe ostrzeżenie dla wrażliwców. Mała próbka, a takie szkody. Łzy mi po niej płynęły, jak szalone, nie byłam wstanie nad tym zaplanować, przemykam okolice wokół oczu, na pandę, cały czas wodospad. Umyłam całą twarz porządnie, dopiero po pół godziny wodospad się uspokoił. Nie wsadziłam go sobie do oczu. A mimo to następnego dnia rano obudziłam się z zaropiałymi oczami. Mimo to dałam szansę wersji na noc. Tym razem zabezpieczyłam sobie oczy porządną warstwą Khiel's Avocado, który nic złego mi nie robi, siedzi tylko na skórze, grubą warstwą, na pandę, powyżej brwii i prawie do czubka nosa. Na resztę nałożyłam nocną wersję tego kremu z L'occitane. Coś się z nich ulatnia, bo mimo środków zaradczych, oczy znowu zostały podrażnione, co prawda nie do tego stopnia, jak wersja dzienna, ale zawsze. Efektów pozytywnych użycia kremu brak. Miałyście styczność z tą marką? Skusiłam się na bardzo dobrze oceniane kremy do rąk, ale próbkami kremów do twarzy jestem przerażona. 

 

Macie swój ulubiony tonik? Perełkę, do której najcześciej wracacie?

 


TOP