piątek, 26 sierpnia 2016

3 produkty - tusz do rzęs - Volume Million Lashes

 

Moje ulubione tusze, któregokolwiek bym nie wzięła, wiem, że będę zadowolona. Ale jak wypadają w porównaniu? Nie ma tu mojej ulubionej So Couture, ale ją zostawię sobie na później, będzie z czym porównywać, bo ostatnio weszła na rynek nowa Fatale. 

 

Klasyczna, złota, chyba wszystkie o nią zahaczyłyście. Jestem sroką, więc mnie już samo opakowanie przyciąga. Ściąga z boku fajnie odzwierciedla wygląd szczoteczki, plus jeśli nie ma testera. Świetna formuła, choć świeża jest za mokra, więc warto dać jej trochę pooddychać przed prawidłowym używaniem, a potem stan idealny utrzymuje się spokojnie do 2 miesięcy, choć muszę przyznać, że i podeschniętą lubię używać. Efekt: wydłużone, rozdzielone, podkreślone rzęsy. Przynajmniej przy moich 2 warstwach, fajnie naturalnie to wychodzi, ale zauważalnie. Bardzo łatwo się zmywa. Moje zarzut do niej w sumie wielki nie jest, przy moich głęboko osadzonych oczach, lepsza jest mniejsza szczoteczka So Couture

 

 

Excess. Wszystko jak w wersji złotej, tylko szczoteczka większa i formuła, idealna od otwarcia, nie musi leżakować i oddychać. Świetnie rozdziela, podkreśla, wydłuża. Chwyta rzęsy u nasady i tu zaprzeczam sama sobie, bo pisałam przy złotej, że jest gorsza od So Couture, bo jest duża. A Excess jest większa od złotej, a mimo to lepsza? Logika kobiety? Tą wielką, jest wielkości mojego oka, nie wysmaruję się tuszem na około, szczoteczki nie wsadzę w oko, chcąc wyciągnąć rzęsy, jak najbardziej od nasady. Super łapie nawet najmniejsze rzęski. Łatwo się zmywa. 


 
 

Feline. Nie jestem fanką wygiętych szczoteczek, ale tyle się o niej w zeszłym roku naczytałam ochów i achów, jakoby była lepsza od So Couture, a jednocześnie wydaje się jej wygiętym odpowiednikiem. Szczoteczka, no cóż na początku sprawiła mi trochę problemu, ale bez przesady. Formuła nigdy nie zgęstniała, mimo, że używałam jej co tydzień przez kilka miesięcy, żeby dać jej szansę podeschnąć, zużyłam w tym czasie 2 inne, ale nie wiele to zmieniło. Więc zawsze powiekę miałam w odbitym tuszu, makabra, najczęściej dawałam jej szansę, jak miałam czas na poprawki. Poza tym działał jak jego rodzinka. Jednak zraził mnie jeszcze jednym drobiazgiem, potwornie ciężko się zmywa, przez niego zaczęłam poszukiwać płynów dwufazowych, do produktów wodoodpornych, bo moje micele nie dawały mu rady, a jak się okazało dwufazówki też nie. Nie kupię ponownie, nie mam tyle cierpliwości. 

 

Od lewej: klasyczna, złota. W środku: Excess. Od prawej: Feline. 

Pewnie już wiecie, która wersja skradła moje serce. Zostawiłam na koniec, bo spodziewałam się bubla, a tu wielka szczoteczka, zupełne przeciwieństwo tego co się u mnie do tej pory sprawdzało, jest blisko zdetronizowania króla So Couture. Czy tego dokona przekonam się po kolejnym opakowaniu. Z dzisiejszej 3, wygrywa: czerwona Excess, za nią plasuje się klasyczna, złota. Natomiast Feline wyrzucam z klasyfikacji i ogłaszam moim bublem. 
Zdenkowałam Excess i Feline.

Jakie są Wasze ulubione tusze?


3 produkty:

TOP