wtorek, 9 sierpnia 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #7

 

Trochę tego, trochę tamtego, trochę staroci, trochę nowości. Całkiem przyjemnych kilka, kilka bubli. Pomieszanie z poplątaniem. 


 

Farmona - Herbal Care - odżywka do włosów w sprayu - normalizująca. Zużyłam do ostatniej kropelki, długo to trwało. Niestety nie widzę różnicy, nic dla mnie nie zrobiła, mimo, że różne pory roku zaliczyła, więc i stan włosów ulegał zmianie. Fajny zapach, przyjemna mgiełka. Nie robił krzywdy. Nie wrócę. 

 

Lactacyd - Sensitive - emulsja do higieny intymnej. Całkiem przyjemny produkt, gdyby nie to, że dostałam podczas jej stosowania jakiejś paskudnej infekcji. Nie mam do nich tendencji, upałów nie było, nie robiłam nic co by było odstępstwem od mojej normy. Używając tańszej konkurencji Białego Jelenia nic podobnego od paru lat mi się nie przydarzyło. Zbieg okoliczności? Jasne, ale podobny miałam wiele lat temu, jak użyłam innego produktu tej firmy. Nie wrócę. Byłam u ginekologa, jego zdaniem to co mnie spotkało to była reakcja uczuleniowa na produkt. Infekcje są mniej nieprzyjemne. 

 

Yope - mineralne mydło kuchenne do rąk. Uwielbiam te mydełka. To tylko mydło, niby nie ma się czym zachwycać, ale robią to co powinny, nie uczulają, nie przesuszają i fajnie wyglądają. Mi to wystarcza, żeby chętniej po nie sięgać. 

 

Biały Jeleń - Nawilżające kozie mleko - odżywka do włosów. Całkiem przyzwoity przeciętniak do codziennego użytku. Efekty nie są spektakularne, maska raz w tygodniu zalecana, ale pomaga utrzymać włosy w dobrej formie. Włosy się nie puszą, dobrze rozczesują, dobrze układają, nie są obciążone. Nie podrażnia skóry głowy. Pewnie jeszcze kiedyś do niej wrócę. 

 

Alterra - balsam dezodorujący - Melisa & Szałwia. Całkiem przyjemny produkt. Potu nie powstrzymuje, bo to nie antyperspirant, ale nie czuć nieprzyjemnego zapachu, więc robi to do czego jest przeznaczony. Jedyne, ale to takie, że na początku musiałam się nauczyć, jak z nim pracować. Pare stuknięć przed użyciem i odkładanie denkiem do góry, znacząco ułatwiły rozprowadzanie produktu przez kulkę. Pewnie jeszcze kiedyś kupię.  

 

Yunifang - Black Rose Facial Mask - mineral silk anti-wrinkle anti-aging hydrating moisturizing. Uwielbiam ich czerwoną wersję Pomegranate. A skoro tamta tak świetnie mi się spisała to poza zamówieniem większej ilości ulubieńca, postanowiłam systematycznie zamawiać kolejne wersje. Ten sam poziom wykonania, tak samo dobrze nasączona. Nie robi nic złego, a bardzo fajnie nawilża i poprawia komfort zmęczonej skóry. 

The Creme Shop - Collagen Face Mask. Kolejny całkiem przyjemny produkt, nawilża, odświeża, nie robi krzywdy. Znalazłam w zeszłym tygodniu w TK Maxxie całą serię. 

Skin79 - Fresh Garden Mask - Honey. Wrażenia takie jak przy poprzednich, nie widzę między nimi większej różnicy, fajny gruby materiał, mogłyby być bardziej nasączone, lepiej by przylegały. Całkiem przyjemny produkt, choć wszystkie po zdjęciu lekko mnie mrowią. 

 

Wibo - Perfect Look Concealer Palette. Bubel, inaczej nie mogę go nazwać. Tłusty, marże się, nie współgra z kremem lub innym podkładem/korektorem, zbiera się w załamaniach. Nie umiem z nim współpracować, próbowałam wielokrotnie na rożne sposoby, ale nie ogarnęłam tego produktu. Ledwie ruszoną produkt ląduje w koszu, nie mam dla niego cierpliwości. 

 

Lakiery do paznokci. Robiłam porządki. Miss Sporty - lubię je, ale jasny beż już zgęstniał, a czarnego wieki nie nosiłam i raczej to się nie zmieni. Sally Hansen - fajny produkt, ale niestety nie mój kolor, poleżał aż się rozwarstwił, nietrafiony prezent. Life oraz Golden Rose - bardzo słabo kryje i smuży, tragedia. 

 

BeBe - pomadki do ust. Moje ulubione. Mam ich potworne ilości, kupuję tego typu produkty wielu firm, ale po te sięgam najchętniej i wracam do nich od lat. 

 

Próbka Dior - Hydra Life, nic nie robi. Mini produkt Tołpa - nawilżająca odżywka-maska zawieszająca objętość - tragedia, przesusza włosy. 

  
TOP