środa, 14 września 2016

3 produkty - tusz do rzęs - Delia, Max Factor, Pupa,

 

Tusz kiedyś był moim jedynym produktem do makijażu, do tej pory jak wytuszuję rzęsy to w sumie mogę uznać, że się postarałam ... Ostatnio co prawda zazwyczaj staram się bardziej i rozbudowałam swoją rutynę, jednak nadal co najmniej raz w tygodniu mam dzień bez tapety i to nie wtedy kiedy nie wychodzę. 

 

Pupa - Ultraflex Mascara. Swego czasu trafiłam na spore zamieszanie wywołane przez tusze tej firmy rzucone przy kasach w Rossmannie. Wtedy się nie skusiłam, więc tym razem wykorzystałam sytuację. Szczoteczka okazała się mocno zachęcająca, uwielbiam silikonowe główki. Tylko te włoski mi przeszkadzają, są strasznie sztywne, kłują mnie w powiekę, dziwne... Sama formuła dosyć rzadka, ładnie rozprowadza się po rzęsach, bez grudek, ale ... nie wydłuża, nie pogrubia, w sumie tylko je podkreśla. To nie jest efekt, którego szukam, choć rzęsy są ładnie rozdzielone. Tak więc, używam go najcześciej tak chce  lepszego rozdzielenia rzęs sklejonych innym tuszem. Nie kupię więcej. 

 

 

Max Factor - 2000 Calorie. Czy ktoś mi uwierzy, że nigdy wcześniej nie miałam tego najbardziej kultowego tuszu? Nie wiem jak do tego doszło, w końcu tak mocno był reklamowany przez lata, do tej pory trafiam na pochlebne recenzje, a jak pytam o polecane tusze, to niemal napewno zostanie wymieniony. Klasyczna szczoteczka, mimo to fajnie rozczesuje i równomiernie pokrywa tuszem rzęsy. Formuła niemal od razu idealna i długo pozostająca w takim stanie. Chyba nie ma co się nad nim przesadnie rozpisywać, po prostu dobry tusz, nie bez powodu mimo upływu lat, ciągle jest odkrywamy na nowo. Pewnie jeszcze kiedyś po niego sięgnę, ale ... fanką szczoteczek silikonowych zostaję, a zwłaszcza So Couture z L'oreal. A jednak wylądował w ulubieńcach. Zdenkowany.

 

 

Delia - Glamour Volume & Lenght - Sensitive. I to właśnie to ostatnie słówko mnie przyciągnęło, bo w końcu, jaki tusz będzie najlepszy do wypróbowania z nowości. Z marką nie miałam doczynienia, ale ostatnio sporo dobrego o nich czytam. Rzucili w Biedronce, więc przy porannych zakupach wpadł do koszyka, choć dopiero drugiego dnia, jakieś wątpliwości jednak były. Pierwsze wrażenie, duża klasyczna szczota, nie koniecznie mój gust, ale jakoś tak Max Factorem mi zaleciała. Gęsta, nie trzeba było czekać, aż pooddycha. Efekt zauważalny, wydłuża i pogrubia, ale bierze dużo produktu, robią się grudki, co prawda na rzęsach nie jest to mocno uciążliwe, ale jest. Tutaj kończąc mogłabym powiedzieć, że  całkiem przyzwoity, przeciętny tusz, ale ... ostatnio często oczy mi łzawiły po wyjściu z domu, przez chwilę tylko, ale jednak. Na początku nie skojarzyłam, zerkałam na wiatr, jakiś pyłek, aż tu nagle to samo tuż po wytuszowaniu rzęs. Bingo, to ten gagatek podrażniał mi oczy

 

 

Od lewej: Max Factor. Po środku: Pupa. Od prawej: Delia.

I tak też plasują się w moim rankingu. Bezapelacyjnie najlepszy był Max Factor i jego 2000 Calorie. Potem Pupa z twardymi włoskami, pewnie większość z Was nie miałaby z nią problemu, ale ja z moimi zdolnościami manualnymi, jednak wolę z nią uważać. No i ta nieszczęsna Delia, to chyba pierwszy tusz, który podrażnił mi oczy, wypada poza skalę, bo jak tu obiektywnie oceniać takiego agresora.

 

Jakie są Wasze ulubione tusze? A może macie buble, które omijacie szerokim łukiem?

 
TOP