środa, 21 września 2016

Małe zakupy - Bell

 

Dawno już u mnie zakupów nie było ... :P Całość pochodzi z szafy Bell w Biedronce. Wieki przechodziłam obok tej szafy, zaglądałam i nic ... jakoś tak przekonana nie byłam. Aż tu trafiłam na dobrą opinię kredki do brwii, a potem info, że korektor mineralny mają fajny. Podczas codziennych zakupów przechodziłam, ale zaczęłam zaglądać do niej coraz cześciej. Aż kupiłam korektor, tak mi się spodobał, że zużyłam go do całej twarzy w 2 tygodnie. Mam masę podkładów i korektorów, a co zrobiłam? No oczywiście, poleciałam specjalnie do Biedronki, mimo, że nie było mi po drodze, po nowy. A jak widzicie na załączonych obrazkach, trochę mnie poniosło. 


Matowy puder brązujący. Sculpting mat powder. 01. Miękki, dosyć mocno się pyli, można zrobić sobie plamę przy pierwszym spotkaniu. Ciepły, raczej to przybrązowiania, niż konturowania. Po zmianie bardziej zbitego pędzla na bardziej rozproszony efekt jest dużo ładniejszy. Kolor jest subtelny, ciepły, ale nie wpada w pomarańcze czy czerwień, fajnie się zgrywa z pozostałościami mojej opalenizny. Rzeczywiście matowy, nie zauważyłam drobinek. Po paru dniach używania bardzo mi się ten kolor podoba. I z każdym kolejnym dniem bardziej, od zakupu używam go codziennie. Cena 12,99 zł za 9 gram. Wylądował w ulubieńcach.

 

 

Z lewej: Kobo - matowy, brązujący puder w kamieniu. 308 Sahara Sand. Z prawej: Bell - matowy puder brązujący. 01.


Matującą baza pod makijaż. Musi jeszcze chwilę poczekać.

Baza na zaczerwienienia. Skusiłam się po sprawdzenia testera, na dłoni różnica była zauważalna. Ale wszystkie były wykupione, na szczęście chyba w 3 sklepie udało się ją dorwać. Efekt jest delikatny, zielonkawa poświata także. Niestety moje zaczerwienienia występują w większości w okolicy nosa, czyli dokładnie tam gdzie potrzebuję więcej matu, a w tym nie pomaga. Nie skreślam jej na razie.

 

 

Korektor liftingujący pod oczy. Jakiś czas temu kupiłam 2 i tak się z nim polubiłam, że go zużyłam w 2 tygodnie nakładając na całą twarz. Ładne, średnie krycie, fajnie wyrównuje koloryt całej twarzy, nie przesusza skóry pod oczami, nie podkreśla moich rozszerzonych porów, tudzież je zmniejsza. Niestety po paru godzinach świece się i chusteczka trochę mi go zabiera, ale noski od okularów przeciwsłonecznych, nie odbijają mi się. Na chwilę obecną nic lepszego pod ręka nie miałam, a ponieważ wiem co mam, trzeba to zużyć, a jednocześnie czeka na testy w chłodniejszych porach roku, kupiłam tego gagatka ponownie, tym razem w 2 odcieniach. Ma jeden mankament, szybko i mocno ciemnieje, co możecie zobaczyć poniżej, ale ciemnieje na mój obecny jeszcze opalony kolor skóry, więc mi to nie przeszkadza. 

 

 

Matująco-kryjący fluid z odżywczym aloesem. 02. Dosyć ciemny, mam wrażenie, że mimo iż na ręku jest żółty, to gdzieś tam łapie różowe tony, co akurat mnie nie zachwyca. Nie jest to silny mat, choć godzinę po aplikacji, czułam delikatne ściągnięcie. Niestety moje rozszerzone pory były widoczne. Ale utrzymał się całkiem przyzwoicie przez większość dnia, był bardzo komfortowy. Po 12h, bo to długi dzień był, świeciłam się cała, ale takie eksperymenty u mnie zdarzają się rzadko i nie trafiłam jeszcze na podkład, który by temu podołał. Pierwsze wrażenia są mieszane.

 

 

Trwały fluid rozświetlająco-korygujący. 02 beige. Jaśniejszy od poprzednika, mimo, że oba mają numerek 2. Ładniejsze, zdrowsze, bardziej świetliste wykończenie, skóra wygląda korzystniej. Delikatnie zastyga, ale bez uczucia ściągnięcia. Po 4h wyglądał tak ładnie, że szkoda było mi go zmywać, co mi się rzadko zdarza, ale jestem z tych co w domu tapety nie noszą. Moje rozszerzone pory nie wybijały się na plan pierwszy, były widoczne, ale w delikatnym stopniu. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. 

 

 

Od lewej: Matująco-kryjący fluid z odżywczym aloesem. Od prawej: Trwały fluid rozświetlająco-korygujący.

TOP