środa, 14 września 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #10

 

Kolejne pustaki ... Nie tym razem, połowa jest mało używana, ale wymęczyły mnie tak, że nie mam siły na więcej. Więc jeszcze przed weekendem zrzucam z siebie ten zbędny balast. 


 

Kobo - Baza matującą. Totalne rozczarowanie, kupiona kilka miesięcy temu, ale większość czasu przeleżała, jakoś nie miałam do niej weny, w końcu znalazłam fajne połączenie korektora i pudru, ale mat mógłby utrzymywać się dłużej, więc bez zbytniego kombinowania dołożyłam bazę. Efekt: rozszerzone pory i świeciłam się jeszcze szybciej. To chyba nie o to chodziło. Wyrzucam praktycznie pełne opakowanie, ale watpię, żeby ta silikonowa formuła miała mi się zgrać z podkładami. 

 

Tołpa - Botanic - Odżywczy krem-miód regenerujący. Kupiony po filmach Fokusowanej, tyle pochwał zebrał, nie mogłam się powstrzymać. Oczywiście zakup był dużo większy. Ale ten krem był jednym z 2 pełnowymiarowych. Mało wydajny, bo zużyłam go w 3 tygodnie, jasne cienkiej warstwy nie nakładałam, ale nigdy tak z kremem na noc nie robię. Przez cały czas jak używałam, szczypał mnie zaraz po aplikacji przez kilka minut. Wrażenia po nocy: skóra nawilżona i jędrna, ale efekt był delikatny. W sumie jedynym plusem jaki zauważyłam był cudny zapach. Nie kupię ponownie. 

 

Alterra - Krem pod oczy. To efekt tak zwanego szału zakupowego jednej marki :P Pisałam o nim w 3 produktach. Fajny, tani krem nawilżający. Zazwyczaj sprawdza się pod makijaż. Trochę dłużej się wchłania niż przeciętny krem. Nie uczula, nie podrażnia, jest łatwo dostępny. Dla mnie całkiem niezły krem na dzień. Na noc wolę coś cięższego i bardziej odżywczego. Pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę. 

 

Pixie Cosmetics - Mega Matte Kapok Tree Powder. Jeden z lepszych pudrów jakie miałam. Drobno zmielony, daje ładne wykończenie na twarzy, nie takie totalnie płaskie. Mimo, że to mega mat to u mnie tak po 4h skóra już się świeci, choć nie jest to kula dyskotekowa, wystarczy odcisnąć trochę i znowu jest ok. Poza tym używałam go latem, więc jak na mnie ostatnio, wynik jest dobry. Sprawdzał mi się też pod oczy, odrobinę bielił. Mimo wszystko był to jeden z lepszych pudrów jakie miałam, dostałam go w Naturalnie z pudełka, na pewno kupię pełny produkt.  

 

Bandi - Delicate Care - Subtelny peeling enzymatyczny. Nie widzę, żeby działał, wrzuciłam go do 3 produktów. Efekty są tak słabe, że nie chce mi się go używać, tak więc leci do posiadaczki cery suchej, może u niej sprawdzi się lepiej. 

 

Ziaja - tonik zwężający pory. Przyzwoity, ale nie powala, robi swoje, wylądował w 3 produktach. Mega wydajny, jeszcze mi go sporo zostało, ale zaczął mi śmierdzieć, używam go już bardzo długo, więc mimo, że nie zużyłam do końca, pozbywam się bez żalu. Może jestem dziwna, ale przesadna wydajność mnie męczy. Pewnie już do niego nie wrócę, zwłaszcza, że ich Nagietkowy bardziej przypadł mi do gustu. 

  

Delia - Dairy Fun - kule do kąpieli. Ładne, delikatne zapachy, które niestety zupełnie uciekają zaraz po wrzuceniu. Jedna kula niewiele robi w wannie, nie pachnie, nie barwi, co w sumie jest zaletą, natłuszczenie jest bardzo symboliczne. Nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła 2, żeby spotęgować zapach i natłuszczenie, hmm w sumie to 3 też wpadła do tej samej kąpieli, zapach był już bardziej wyczuwalny, natłuszczenie przyzwoite ... Hmm całe opakowanie na jedną kąpiel, rozrzutnie. Albo mi coś się przytępiło, albo efekty są skromne, szkoda zachodu. Niestety lepszy efekt da połowa kuli z Organique, niż te 3. Szkoda. 

  

Gąbka do makijażu z AliExpress (niebieska). Porażka, jest tak twarda, że twarz od niej boli, jak chce się stęplować, a rozprowadzenie korektora, to już szczyt abstrakcji, jakbym chciała sobie oczodół zmiażdżyć. Potworność. Praktycznie nieużywana, nawet już jej nie czyściłam, po próbie nałożenia korektora. Ja na prawdę siebie lubię, więc odpuszczam te tortury. 

Gąbka do makijażu z AliExpress (różowa). Całkiem przyzwoita, zwarta i jędrna, ale mimo to dosyć przyjemna podczas aplikacji, ładnie rozprowadzała produkt, niestety sporo go wypijała i dosyć szybko zaczęła się niszczyć. Raczej nie kupię ponownie. 

 

The Color Workshop - Blush Stick. Coś mnie opętało w zeszłym roku przed świętami, że skusiłam się na tą paletkę, bo poza brązową kredką do oczu, nic mi się nie sprawdziło. Kolor zupełnie nie mój, konsystencja też nie, nawet raz zaczęłam się nią bawić, ale policzki przybrały kolor, który zazwyczaj maskuję, a podkład zaczął się wycierać, mimo, że delikatnie wklepywałam palcami. Nie, nie i jeszcze raz nie. Po co się zmuszać, lepiej zapomnieć. 

 

L'oreal - Dream Lumi Touch - korektor rozświetlający. Kupiłam go pod wpływem RLM, miał być super do konturowania na mokro dla początkujących. Mi to nie wyszło. Zupełnie nie gra z tym co nakładam na twarz, a mam go długo, więc trochę produktów się przewinęło. Kolor jest taki jakiś niewyraźny, za ciepły, za świetlisty, no i jeszcze szybko zanika. Sporo go zostało, ale męczy mnie sama myśl, że miałabym się zmuszać, żeby go wykończyć. Pozbywam się bezpowrotnie. 


Ulżyło mi, jeszcze tylko śmieci wyniosę i mogę zaczynać weekend z minimalnym prześwitem w łazience. 

Wam też zdarza się wyrzucać mało używane produkty? Pochwalcie się gagatkami, które Was zmęczyły na tyle, żeby się ich pozbyć szybciej. 
 Posty z września 2015:
moje nowości kosmetyczne - jeszcze nie wszystkie zużyłam :P

moje nowości książkowe - część nadal nie ruszona :/




TOP