piątek, 23 września 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #11

 

Kilka dni temu czytałam wpis o "Niskim poczuciu własnej wartości" u DRAQILKA D. Swoją drogą kobieta pisze tak, że jakiegokolwiek tematu nie ruszy, zapada mi w pamięć i potem go w sobie miele przez jakiś czas. Przeczytałam, poczułam się podbudowana, bo to mnie nie dotyczy, już ... chyba ... Przecież mam sporo, ale ... do siebie, a to gruba, choć zaczęłam dietę. A to za leniwa, choć mam swoje zrywy, no i kilka pozytywnych motywatorów dzięki, którym chce mi się więcej. Ogólnie czuję się ze sobą ok, mam swoje wady, których chyba w większości jestem świadoma i co jakiś czas zwalczam którąś z nich. Hmmm choć ta kuchnia ... to ciągle pole minowe dla mnie, nie umiem gotować, choć jak coś zrobię to zazwyczaj nawet zjadliwe bywa, ba nawet smaczne, ale tego nie lubię, nie sprawia mi to przyjemności, już całą chatę wolę wysprzątać. Więc czy to wada, która wpływa na moją samoocenę? 



Pewnie w jakimś stopniu tak, jak fajnie byłoby być perfekcyjną panią domu, ale ... no właśnie, ja się w tym obszarze nie spełniam, to mi nie daje szczęścia, odwalam co muszę, żeby móc skupić się na czymś innym. I tu przechodzę do sedna, moja dobra samoocena wynika chyba z tego, że mało skupiam się na komentarzach innych, jak to powinienen wyglądać każdy aspekt mego życia, słyszę co mówią, filtruje i staram się wdrożyć to co dla mnie i osób mi najbliższych może przynieść korzyść. Dodam tylko, że może czasami warto spojrzeć na osobę nas osadzającą i zmierzyć jego wartość naszą miarą, przyłożyć ją do naszego szablonu wartości, żeby ułatwić sobie rozpatrywanie słów tej osoby, może nie warto ich nawet słyszeć. Co o tym sądzicie? 

 

Lirene - Peeling enzymatyczny. Kluczowe słowa, delikatnie złuszczający, ja u siebie nie zauważyłam efektów, a to że zostawiałam go na dłużej powodowało, tylko delikatne podrażnienie. Niestety w 3 produktach po za nim opisałam szerzej jeszcze 2 równie mało udane gagatki: Bandi i Be Organic. Nie kupię ponownie.

 

L'occitane. Żel pod prysznic - Werbena - przyjemny zapach, nie przesuszał, wydajny i to chyba tyle co mogę o nim napisać, szału nie było, żel jak każdy inny.  Odżywka do włosów - intensywnie pachnąca, niewiele robiąca, taki codzienny przeciętniak, bez szału. Szampon do włosów - nie podrażnia skóry głowy, bardzo mocno przesusza włosy, dosłownie robi z nich siano, bez lepszej odżywki się nie obędzie, a do tego zapach jest tak intensywny, że miałam problem, żeby zużyć tak małą ilość. Ogólnie nie powaliły mnie i nie zachęciły do kupienia pełnowymiarowych produktów.

 

Curaprox - White is Black - czarna pasta do zębów. Jest ok, robi co ma robić, ale ... Ecodenta jest lepsza. Myje, zęby są czyste, choć, żeby były super gładkie to jednak trzeba się przyłożyć do szczotkowania. Chyba po prostu spodziewałam się więcej, a skoro w podobnym czasie trafiłam na bardzo podobny, ale lepszy produkt, to po co się rozdrabniać.


Biały Jeleń - mydło w płynie. To już chyba ostatnia sztuka z zapasu, który zrobiłam, zanim zapadłam na chorobę Yope. Bardzo fajne, tanie mydełka, nie mogę im nic szczególnego zarzucić, myje, nie przesusza skóry dłoni, dobra konsystencja. Jednak jego naturalna konkurencja mnie opętała :P Chętnie jeszcze do niego wrócę.


 

GlamBRUSH - O2, O10 i T7. Nie polubiłam się z nimi, od pierwszego wrażenia: drapaki. Stały w moim pojemniku na pędzle, użyłam parę razy, ale bardziej dlatego, że nie miałam nic innego lub na siłę chciałam im dać kolejną szansę. Przybyło mi trochę pędzli, więc poszły do innego, zapasowego pojemnika. Podczas mini porządków znowu je wyciągnęłam i znowu stwierdzam, że moje powieki ich nie lubią. Nie chce mi się z nimi męczyć. 



Beauty Bird - Fly High! Active foot gel - żel do stóp. Więcej o nim napisałam w 3 produktach. Wiele mu zarzucić nie mogę poza tym, że to nie jest produkt dla mnie. Wielkich właściwości odżywczych nie ma, za to odświeża i chłodzi fajnie. Ja jednak o stopach myślę na końcu, jeśli chodzi o moją pielęgnację, tak więc jego właściwości mi nie odpowiadają. Nie wróci już do mnie.


Shamasa - olej z kiełków pszenicy. Oj jakie on cudne właściwości podobno ma. Niestety to kolejny olej, który się u mnie nie sprawdza. Moja skóra nie lubi olei, ciągle szukam, może się łudzę i nigdy nie znajdę... Nie podrażnia oczu, mogłam go używać do 2 kroku demakijażu, tudzież na 30 min na twarz, jako maseczkę. Skóra jest po nim miękka, ale nie daje mi nic więcej. Nie ma opcji, żebym go zostawiła na noc i obudziła się z zachwycającą skórą, wręcz jest zaczerwieniona i podrażniona, bo nie dostała tej ochrony, której wymaga skóra wrażliwa w nocy.


 

Sylveco - Lipowy płyn micelarny. Jak on mnie miło zaskoczył, znowu się powtórzę, po porażce w kontakcie z ich odnogą, Biolaven, nie miałam wielkich oczekiwań, wręcz nie kupiłabym go, gdyby nie to, że już czekał na swoją kolej w szufladzie. Dobry skład, a robi to co powinien, czyli 1 faza demakijażu nie wodoodpornego zaliczona. W końcu mogę i ja dołączyć do ochów i achów nad jakimś produktem. Polecam. Kupię ponownie.


 

L'oreal - Volume Million Lashes. Uwielbiam te tuszę, wiem, wiem, nudna jestem. Ale co na to poradzę, testuję inne, a tylko do tych wracam. Nawet porównałam 3 z nich. Ale tak nudno nie będzie Feline nie lubię, wygięta szczoteczka jest do przeżycia, ale to, że nie jest wodoodporny, a mega ciężko się go pozbyć, już nie. Nie kupię ponownie. Za to Excess jest cudna, bałam się jej ze względu na wielką szczotę, jest wielkości mojego małego i głęboko osadzonego oka, mimo to świetnie rozczesuje i podkreśla rzęsy, formuła jest super, nie ma się do czego przyczepić, kupię ponownie.

 


TOP