piątek, 30 września 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #12

 

Są takie dni, są takie tygodnie, jak dobrze, że to już piątek ... A z drugiej strony to pierwszy dzień zakupowego szaleństwa. Rossmann rusza ze swoją wielką promocją -49%, znowu będzie się działo. Planujecie większe zakupy? Czy może nie macie zamiaru nawet tam zajrzeć? Ja mam mocne postanowienie poprawy, kolorówki mam tony, ale też już w zeszłym tygodniu zgarnęłam tusze w Naturze -40% i podkłady w Super Pharm -50%. 



Więc, gdzie ta moja wstrzemięźliwość. Na początku roku skleciłam parę słów o moim szaleństwie zakupowym związanym z tym wydarzeniem:



 

Purles - 107 Eliksir bogini. Efekt jednych z ostatnich małych zakupów. Eliksir ryżowy uwielbiam, łagodzący eliksir też jest super, ale widać bycie boginią nie jest mi pisane. Te złote drobinki trą moją wrażliwą skórę, dla mnie to wrażenie bardziej do peelingu się nadaje. Formuła olejowa, więc już z założenia produkt nie dla mnie, bo siedzi na skórze i się nie wchłania, więc zdecydowanie nie pod makijaż z rana, a wieczorem syn podczas zasypiania wciera sobie to co siedzi mi na skórze we włosy, jego włosy, więc następnego dnia, wykapane wieczorem dziecko wygląda, jakby wanny tydzień nie widział. Reszta ląduje na podszewce poduszki. Co prawda rano skóra nie jest zaczerwieniona, czy podrażniona, nawet dosyć przyjemnie jędrna, ale to nie jest jakiś spektakularny efekt, więc czym prędzej przekazuję dalej, może skóra sucha, bardziej się z nim polubi.

 

Vichy - Ideal soleil - Matujący krem SPF 50. Jeszcze jest go sporo w tubce. W zeszłym roku był moim hitem lata, pierwszy wysoki filtr po użyciu, którego nie wyglądałam, jak młynareczka, a do tego nie świeciłam się, jak konkurencja słońca. Co prawda uczucie ściągnięcia było mocne, ale coś za coś. Jednak w tym roku, nie użyłam go wcale, takie lato, że słabsze filtry były wystarczające, a konsystencje bardziej komfortowe. Tak więc razem z końcem daty przydatności od otwarcia pozbywam się go, z całkiem pozytywnym wrażeniem. Może kiedyś wrócę do niego. 


Bioderma - Sensibio - Żel do mycia twarzy. Wydajny przeciętniak. Robił co do niego należało, nie mogę na niego narzekać. Nie ściągał przesadnie, a wręcz tylko delikatnie. Całkiem przyjemny produkt. Choć niczym szczególnym w dobrym lub złym znaczeniu się nie wyróżniał. Może kiedyś wrócę. 

 

Vianek - Nawilżająca odżywka do włosów. Mało wydajny przeciętniak. Formuła jest dosyć lejąca. Włosy tak jakby ją wchłaniały. Czuć, że coś się nałożyło, ale nie jest to efekt powalający, bardzo delikatny, na codzień pod prysznic ok, ale nic więcej. Nie zrobiła mi nic złego, skóra głowy nie protestowała, ale to chyba za mało, żeby kupić ponownie. 

 

Farmona - Tutti Frutti - Olejek do kąpieli. Uwielbiam te produkty, w sumie wszystkie wersje zapachowe podobają mi się, choć ten wiśniówką mi zalatywał. Bardzo przyjemny, nie przesusza, barwi wodę, a nie wannę, przyjemnie się pieni. Nie wywołuje żadnych niechcianych reakcji nawet u mojego 2 latka, który wyjątkowo je sobie upodobał podczas kąpieli. Fajne tanie produkty, kolejny już stoi na wannie, nie raz jeszcze do nich wrócę. 

 

Allverne - Woda micelarna. Wspominałam o niej w 3 produktach. Moje oczy cierpiały ilekroć zapomniałam jak bardzo jej nie lubią. Mały, tani i agresywny, zdecydowanie nie dla wrażliwych oczu, zużyłam do zmycia pierwszej warstwy pudru i podkładu, ale jako wsparcie używałam też innego, zaraz później, żeby nie zrobić krzywdy skórze twarzy. Nie kupię ponownie. Nie polecam. 

 

Farmona - Tutti Frutti - Kremowy peeling myjący. Pojawił się w 3 produktach. Pachnie fajnie, przyzwoicie myje, delikatnie peelinguje. Używałam go codziennie zamiast żelu pod prysznicem, był świetny, muszę przyznać, że mi go teraz brakuje, ale ćwiczę silną wolę, najpierw trzeba zużyć już otwarte peelingi. Napewno do niego wrócę. 

 

Mrs. Potter's - Maska do włosów. Tragedia, nie robiła nic, siedziała na moich włosach, a po jej zmyciu nie było efektu. Przemęczyłam się i nie wrócę więcej. 

 

Tołpa - Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu. Wspomniałam o nim w 3 produktach. Całkiem przyjemny produkt, robi co ma robić, choć po chwili od zmycia oczu czuć było delikatne mrowienie. Dziwne to było zwłaszcza, że zazwyczaj takie reakcje są zauważalne od razu po przyłożeniu wacika, a nie jakiś czas później. Nie zachwycił mnie na tyle, żeby chcieć do niego wrócić.

 


 Posty z września 2015:
TOP