piątek, 14 października 2016

3 produkty - korektor - Bourjois, Eveline, Rimmel

 

Kocham korektory, a może nie akceptuje swoich cieni pod oczami, chyba jednak to drugie... choć czy to nie za mocne słowo, nie akceptuje, przecież wyjdę bez tapety z domu i nie jest to nic niezwykłego. Mam problem z cieniami, sińcami, opuchlizną i co tam jeszcze można sobie złego wyobrazić dla okolicy pod oczami. Zmarszczki też nie pomagają. Dbam o tą okolicę bardziej i dłużej niż o cokolwiek innego. Niestety z wiekiem i rozwojem choroby, problem narasta, już nie mówiąc, że i mój 2 latek wystający max. o 6:30 też dokłada cegiełkę. Korektory pomagają mi choć trochę zamaskować problem, przed sobą mniej, przed innymi bardziej. 

 

Eveline - Korektor kryjąco-rozświetlający. Kolor: Light. Całkiem niezły produkt, średnio kryjący, więc trochę rozjaśnia moje cienie, ale ich nie maskuje, ale to też mój wielki problem, więc przeciętna kobieta nie będzie przy nim na krycie narzekać. Przynajmniej na początku, bo po paru godzinach, znów mam szaro pod oczami, niestety gdzieś mi ucieka, a to nie przez okulary czy dotykanie twarzy, pod okiem tłusto też nie mam, tym bardziej mnie to dziwi, że dłużej siedzi mi na strefie T niż pod oczami. Przez 3-4 h efekt jest ok, ale nie dłużej. Niestety oksyduje i to dość mocno. Ładnie i łatwo się rozprowadza. Jako baza pod cienie nie spisuje się najlepiej na tłustej powiece. Lekko przypudrowany nie zbiera się w załamaniach. Nałożony na cała twarz ładnie wyglada tylko na początku, potem mocno się świeci i podkreśla niedoskonałości. Na strefie T wystarczy lekko dotknąć chusteczką, żeby zniknął. 

 

 

Rimmel - Wake Me Up. Chorowałam na niego od dłuższego czasu, ale stacjonarnie go nie znalazłam, zamówiłam i nie mogłam się powstrzymać, w końcu mam tyle otwartych korektorów, że warto by było coś zużyć przed otwarciem nowego, nie wyszło.  W sumie to dobrze, bo nie należy do najjaśniejszych, więc nie będzie na niego lepszego momentu niż lato i początek jesieni. Ładny żółty kolor. Nie utlenia się, chyba że minimalnie, bo nie zauważyłam tego. Bardzo przyjemna konsystencja, fajnie się rozprowadza, można lekko budować krycie. Tuż po aplikacji skóra wyglada cudownie, pory prawie nie widoczne cienie przykryte, nie zbiera się w załamaniach, lekko zastyga, więc nie zostaną na nim ślady po okularach, choć co do tych noszonych przez cały dzień gwarancji nie daje. Niestety to wszystko gdzieś ucieka po paru godzinach, po 8h rozszerzone pory są podkreślone, tak samo jak ogólna struktura skóry. A pod oczami jest znowu szaro, nie znika do zera, ale jednak kolor i krycie gdzieś ucieka, mimo, że raczej nie dotykam twarzy w ciągu dnia. Gdzie on ucieka pod oczami skoro mam tam pustynie? Zreszta nawet strefa T nie świeci się z pod niego przesadnie. Przy tym wszystkim nawet po wielu godzinach od nałożenia nie czuję dyskomfortu, ciężkości i lepkości, jak się świecę to przykładam chusteczkę i mogę ruszać dalej. Co ciekawe nawet przy przeziębieniu zostaje relatywnie długo i w dobrym stanie na twarzy, a nos ma daleko do Rudolfowej czerwieni. 

 

Bourjois - Radiance Reveal - korektor rozświetlający. Kolor: 01 Ivory. Chyba najgorszy korektor, jaki kiedykolwiek miałam. Nie zakrywa cieni, tylko je rozjaśnia, ciemnieje co najmniej o ton i to w stronę pomarańczowo-różową. Podkreśla wszelkie niedoskonałości skóry, jeśli nie jest to skóra idealnie gładka, moja taka nie jest, to podbije dosłownie wszystko. Nie zastyga, więc o poprawkach nie ma mowy, bo schodzi, do tego stopnia, że błyszczyk go rozpuścił. Zbiera się w załamaniach, nie utrzyma cieni, zbiera się w zewnętrznym kąciku oka takim suchym pudrem. Siedzi na skórze, nie stapia się z nią, jak nałożę więcej robi efekt maski. Robi pandę, mimo, że nakładam go dużym trójkątem lub po prostu na większość twarzy, mocno odcina wypukłości pod oczami. Wszelkie zaczerwienienia są widoczne, choć pierwotne wrażenie robi całkiem przyzwoicie kryjącego. 
Zdenkowałam.

 

 

Od lewej: Eveline. W środku: Rimmel. Od prawej: Bourjois. 

Podsumowując: Jeśli chodzi o kolor to mimo, że wyjściowo mocno się od siebie różnią, to po paru chwilach jak się utlenią 2 z nich, Bourjois i Eveline, to okazują się być bardzo podobne, żółto-pomarańczowe wręcz. Natomiast jeśli chodzi o najlepsze utrzymywanie się, najładniejszy wygląd skóry po paru godzinach to wygrywa Rimmel, potem Eveline i na końcu Bourjois.  Cała 3 mnie zawiodła, ale Bourjois to jakiś bubel potworny, choć widzę, że wiele osób go poleca w związku z promocją Rossmannową, ja jednak poleciałbym Rimmel Match Perfection. A do tych gagatków raczej nie wrócę.

 

3 etap miał się skończyć tak.

 

A skończył się tak ...



A teraz jeden z powodów dla których kocham jesień. Nowy sezon na Accantusie 🙌🏻

3 produkty:

Posty z października 2015:
denko

TOP