poniedziałek, 31 października 2016

Ulubieńcy października 2016

 

Najlepsi z najlepszych, a w tym miesiącu sporo fajnych nowości wpadło w moje ręce. Polecam każdemu, bo tym razem chyba wyjątkowo uniwersalne produkty mi się trafiły. A przedział cenowy też jest olbrzymi od 10,99 zł do 195 zł. 

 

Lush Botanicals - Youth Code - Anti-Ageing Serum. Nasz rodzimy produkt, choć nazwa może być myląca. Świetny produkt, od pierwszej aplikacji wiedziałam, że jest wart swojej ceny, która niestety do niskich nie należy. Skład jest super, konsystencja kremowa, więc moja skóra dogaduje się z nim bez problemu. Wchłania się dłużej, ale tak już mają te naturalne kosmetyki, przy czym nie mowię tu o minutach, lecz raczej kilkudziesięciu sekundach. Producent zaleca wklepywanie i to rzeczywiście ułatwia aplikację serum. Bez obaw można stosować na całą twarz, czyli okolicę oka również. Nie zauważyłam nic nieporzadanego lub niechcianego ze strony mojej skóry po jego użyciu. Za to skóra była natychmiast ukojona, nawilżona, jędrna. Zapach jest cudowny, co wcale nie jest takie oczywiste przy produktach naturalnych. A poza tym mam mniej niedoskonałości, skóra jest odrobinę bardziej jednolita i mniej skłonna do podrażnień, nawet moje nieszczęsne pory stały się mniej widoczne, a skóra pod oczami nie krzyczała o dodatkową porcję nawilżenia. Ma też swoje wady: cena 195 zł - boli, ale warto; szybko się kończy - u mnie to był tylko miesiąc używania wieczorem, ale też nie żałowałam sobie; dosyć trudno wydostać resztkę, która jeszcze tam siedzi - to jest tego typu produkt, że żal mi nie wykorzystać do ostatniej kropli. Polecam serdecznie, sama kupię ponownie, choć w pierwszej kolejności zamówię ich krem na noc, które próbka mnie zachwyciła.


 

 

Lovely - Curling Pump Up Mascara. To jeden z tych produktów o których słyszę i czytam od lat. Ale jakoś nie mogłam się na nią zdecydować, aż w końcu na kolejnej edycji promocji w Rossmannie uznałam, że już nie ma co odwlekać tego zakupu. Zamiast odłożyć ją grzecznie do pudełka z pozostałymi tuszami oczekującymi, od razu musiałam sprawdzić o co tyle szumu. Choć z tyłu głowy mam też przestrogę, że rzęsy po niej mogą wypadać. Tusz od początku idealny do użycia, nie musi leżeć, oddychać, szczoteczka nabiera idealna ilość produktu, więc nie ma konieczności wycierania nadmiaru z końcówki. Pięknie rozczesuje, podkreśla i podkręca rzęsy, czyli wszystko czego ja oczekuję. Od momentu kupienia sięgam po nią najchętniej, pobiła 2000 Calorie z Max Factor i Audiance z Nars, a co bardziej zaskakujące jest bardzo blisko tego, żeby zdetronizować mojego króla czyli Volume Million Lashes So Couture z L'oreal, ale o tym przekonam się po kolejnych opakowaniach, tak na pewno do niej wrócę. Polecam. Cena 10,99 zł.
3 produkty.
Taaa no i w końcu wyszło, co mi oczy podrażnia, zdenkowany.

 

 

Nars - róż - Orgasm. To chyba jeden z tych produktów, o którym każda kobieta słyszała. Przy nim słowo kultowy, chyba nie jest na wyrost. Nie lubię róży, przy moich zaczerwienieniach nie wyglądają dobrze, więc od zawsze ich unikałam. Ten też trafił do mnie w sumie tylko dlatego, że był częścią zestawu próbek dodawanego do zamówienia. Nie miałam o nim dobrego zdania, mimo, że nigdy go nie dotykałam, od razu byłam pewna, że to bubel będzie. Ale jak tu krytykować, bez spróbowania ... nałożyłam i przepadałam, baaa nawet posunęłam się do tego, żeby na podkład i puder nałożyć tylko ten róż, efekt był świetny. Jest jasny, delikatny, nie osypuje się, nie można sobie nim zrobić krzywdy, a daje się budować, rozświetlający, różowy ze złotym połyskiem, więc w sumie też brzoskwiniowy, bardzo trudny do opisania jest ten kolor. I to właśnie ten kolor, poza ceną 145 zł oczywiście, jest jego wielką wadą, bo on za każdym razem wyglada inaczej, naprawdę jest wielowymiarowy, na żywo wyglada inaczej, w zależności od światła czy podstawy wyglada inaczej, jasne tak samo można powiedzieć o innych, trzeba iść go pomacać, nałożyć na policzek i dopiero decydować. Na żywo ta wada jest wielką zaletą, wydaje mi się, że nie bez powodu jest on tak popularny, moim zdaniem będzie pasował każdemu. Od razu zaznaczę, że strasznie nie lubię, jak ktoś tak mówi, bo to zazwyczaj ściema, nie ma produktów idealnych dla każdego, ale ... no właśnie ten w moim odczuciu do tego miana pretenduje. Polecam ... ale też, radzę wybrać się do Sephory i zobaczyć go na żywo, pomalować się, wyjść na zewnątrz, tak jak to powinno się z podkładem zrobić przed zakupem. Zakładam, że próbka starczy mi na bardzo długo, więc w najbliższym czasie kupować go nie planuje, ale za to zakup pudru brązującego Laguna zaczynam coraz mocniej rozpatrywać. 


 



 

White Agafia - szampon rokitnikowy - objętość i blask. Cena 12,55 zł za 280 ml. Produkty od Babuszki Agafii nie przypadły mi do gustu, więc i do tego byłam sceptycznie nastawiona, jak go zobaczyłam w Naturalnie z pudełka. Po pierwszym użyciu, wow, ładnie pachnie, fajnie delikatnie się pieni, nie wysusza włosów, nie plącze ich. Podczas suszenia byłam pod wrażeniem jak super miękkie były moje włosy, już dawno tak nie miałam, a zmieniłam tylko szampon, bo standardowo nałożyłam tą samą odżywkę, której używam od dłuższego czasu. I dokładnie to samo mogę napisać po miesiącu używania, nie zauważyłam nic negatywnego w jego działaniu, a w połączeniu z odżywką z Elfa Pharm O'Herbal to już miazga totalna, od wieków ... szczerze mówiąc to sama nie pamietam, kiedy ostatnio moje włosy były tak miękkie, poza tym są bardziej błyszczące i mniej klapnięte, a sam szampon jest mega wydajny, jeszcze do połowy nie doszłam. Polecam.

 

Ostatni wpis w tym miesiącu, a jaki pozytywny. A Wam co w tym miesiącu skradli serce, nie koniecznie kosmetycznie? Od jutra czas zadumy i nostalgii, uważajcie na siebie, zwłaszcza na drogach. W środę zapraszam na parę słów o tym jak się konserwuję 😉


Haloweenowo ... 



Moja miłość ...

 

 

TOP