piątek, 7 października 2016

Ulubieńcy września 2016

 

Pogoda nie sprzyja, zdjecia robione przy sztucznym świetle to już nie to samo, ale długie jesienne wieczory spędzane w domu też mają swój urok. A najlepsze jest to, że tym razem okres między chłodem i wilgocią, a włączeniem ogrzewania praktycznie nie istniał. Szkoda tylko, że moja odporność nie raczyła tego uznać za plus. Pierwsze przeziębienie w pełni.

 

L'occitane - Silnie odżywczy kojący krem do twarzy Masło shea. Pojawił się w małych zakupach. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Mogę go stosować bez serum i skóra rano będzie jędrna, nawilżona i nie podrażniona od poduszki. Konsystencja jest gęsta, ale rozprowadza się jak marzenie, nie wchłania się całkowicie, zostawia film, więc powiedziałabym, że nie nadaje się na dzień pod makijaż, ale ... zaspana, po ciężkiej nocy, mimo, że mam 2 latka to te nieszczęsne zęby jeszcze dają o sobie znać, nałożyłam nie ten krem, a zorientowałam się dopiero 15 minut później, przed nakładaniem tapety, brawo ja! Nie było czasu na zmianę, nałożyłam tapetę i wyszłam. Nie było źle, bo nic się nie rolowalo, nie świeciłam się dużo bardziej, a skóra czuła się naprawdę komfortowo. Muszę go kiedyś wypróbować z podkładem matującym, których mało używam, przez rosnące z każdą godziną ściągnięcie. Bardzo wydajny. Spodziewałam się, że będzie dla mnie za ciężki, w końcu mam cerę mieszaną w kierunku tłustej, lubię tak się mylić. Cena 159,00 zł za 50 ml. W sumie to jego jedyny mankament. No dobra nie jedyny, bo nie można go stosować pod oczy, dla mnie to zawsze mankament.
Zdenkowałam.


Evree - Różany tonik do twarzy. Już zdążyłam go opisać w 3 produktach. Normalnie oszalałam, mam masę toników, wiele otwartych, rożne przedziały cenowe, a sięgam ciągle po ten. Czemu? Sama nie wiem, ostatnio taka byłam zadowolona, że mam 3 równie dobre, to czemu po ten ręka wędruje mi chętniej? Może to kwestia zapachu, bo lubię róże, w rożnych odsłonach. Zupełnie nie umiem tego wytłumaczyć. Jest tani, jest wydajny, jest łatwo dostępny, ale to napewno nie powód. Tonizuje, nie robi nic złego, ale mam też takie. Jak dojdę czemu, to w denku kiedyś o tym napiszę. Póki co nie umiem rozwiązać tej zagadki. Cena 14,99 zł za 200 ml, ale widywałam go za połowę tej ceny. Zdenkowny.

 

Bell - Matowy puder brązujący. Pojawił się w małych zakupach. Nie lubię brązerów, nie umiem ich używać, zawsze mam wrażenie, że robię sobie pomarańczowo-czerwone plamy, w moim wykonaniu to raczej poparzenia słoneczne, niż ładna opalenizna. Ale ten tak mi przypadł do gustu, że używam go do każdego makijażu. Ostatnio: korektor, puder, brązer i tusz do rzęs wystarczają, żebym uznała, że mi to wystarczy. Odstawiłam puder do konturowania. Strasznie mi się jego efekt podoba, delikatny, ciepły, ale nie za ciepły, fajnie podkreśla resztki opalenizny i wyrównuje różnice, jeśli użyję zbyt jasnego podkładu. Moja twarz, przynajmniej w moim mniemaniu, nabiera zdrowszych kolorów. Jesień w pełni, a ja go nadal używam. Cena 12,99 zł za 8 gram.


Max Factor - 2000 Calorie - tusz do rzęs. Pojawił się w 3 produktach. Tusz, jak tusz, bardzo dobry tusz, przez tak wiele chwalony. I ja go doceniam, a nawet bardziej niż myślałam, bo w sumie, używam go już wiele miesięcy, mam otwartych następców i kolejnych, których już koniecznie chce wyprowbować, a on ciągle daje radę. Konsystencja jest idealna, więc mało usmaruje się na około, grudek brak, rzęsy podkreślone i rozczesane, nic się nie osypuje. Ostatnio robiłam porządki, wystawiłam sobie 3, żeby je szybko zużyć i w końcu się ich pozbyć i nie mogę. Świetnie  się spisuje i coraz mocniej zaczynam myśleć, żeby jednak ją jeszcze dokupić, skoro promocja Rossmannowa w pełni, mimo, że zapas tuszy spokojnie starczy mi na rok. Hmmm ... muszę ćwiczyć silną wolę ...
Zdenkowany.

 
Poprzedni ulubieńcy:
- sierpień 2016
- lipiec 2016
- czerwiec 2016
- maj 2016
- kwiecień 2016
- marzec 2016
- luty 2016
- styczeń 2016
- roku 2015
- grudzień 2015
- listopad 2015
- wrzesień 2015
- lipiec 2015
- czerwiec 2015


denko
TOP