poniedziałek, 17 października 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #13

 

Lubię czytać o zużyciach i lubię pozbywać się zużytych produktów, bo to oznacza, że nowe mogę otworzyć, a nowości mam sporo. Tym razem denko takie bardziej pozytywne pokazuję, bo to w większości dobre produkty były, nawet godne polecenia. 


 

Momme - Odżywcza śmietanka do kąpieli. Bardzo fajny, łagodny produkt do kąpieli, to już nasze kolejne opakowanie. Młody zużywa je w tempie ekspresowym, oczywiście ilekroć zobaczy, że mamy nowe opakowanie i zaraz się za nie zabiera. Dobre składy, przyjemne zapachy, nie robią krzywdy. Warto zerknąć na ich ofertę jeśli macie maluszka w domu. Jeszcze nie raz do niego wrócę. 

 

Farmona - Tutti Frutti - Olejek do kąpieli. Kolejne opakowanie, przyjemna wersja zapachowa, nie przesusza, nie uczula, a mój syn uwielbia się nim bawić w wannie, czyli lepszy niż niektóre produkty dla dzieci. Fajnie pachnie, dobrze się pieni, niedrogi, jeszcze do niego wrócę.

 

Mokosh Cosmetics - Balsam do ust - Żurawina. Efekt subskrypcji Naturalnie z pudełka. Nie powalił mnie, więc szybko przekazałam go dalej. Smak nie przypadł mi do gustu, choć raczej nie zjadam takich produktów. Nie lubię balsamów do ust w słoiczku, mazianie w nich palcem nie jest dla mnie, bo nie wyniosę ich z domu, a to oznacza, że praktycznie używać nie będę. 

 

Pat&Rub - Odświeżająca boheńska sól do kąpieli. Intensywny zapach, oczyszczający górne drogi oddechowe, super na obecną porę roku, choć ja jej używać już w sierpniu, nie brudzi wanny, a skóra jest miękka w dotyku. Nie uczula, nie podrażnia, dla mojego syna też jej dodaję, zwłaszcza jak mam wrażenie, że coś tam może się dziać. To już kolejne opakowanie ich soli, ponownie nie kupię, bo Pat&Rub nie istnieje, ale sprawdzę czy ta druga linia Naturativ ma jej odpowiednik. Cudna była, szczerze polecam.

 

Gąbeczka Konjac. Świetny produkt, moje pierwsze spotkanie z tego typu produktem, które uważam za bardzo udane. Już mam kolejnych 5, dosłownie. Miękka, delikatna, nawet dla skóry wrażliwej. Mój 2 latek nie protestował jak przemywałam mu nią twarz, a to wybredny mały człowiek. Nie przejmujcie się kolorem, to tylko odbarwienia po herbacie, tak jak pisałam, mój syn też ją polubił. Szczerze polecam.

 

Makeup Revolution - Paletka cieni. Zmasakrowana. Mój syn wielokrotnie do niej zaglądał. Ale wcale mi to nie przeszkadzało i to chyba mocno pokazuje mój stosunek do niej. Mam ją już długo, a praktycznie po nią nie sięgałam, za każdym razem byłam niezadowolona. Kolory mi nie pasowały, wykończenie, pigmentacja. Dawałam jej kilka razy szansę, ale poza pierwszym razem, zmuszałam się do tego. 


Real Techniques - Gąbeczka do makijażu. Nie zwracajcie uwagi na jej kolor, wylądowała w pojemniku z paletą cieni, stąd te mało estetyczne plamy, gdybym ją wyprała kolor byłby idealnie jednolity. Genialny produkt, uwielbiam ją, oczywiście trafiła do ulubieńców. Moja pierwsza sztuka, zdecydowanie za długo używana, niszczy się szybciej niż Beauty Blender, z którym ją porównywałam, ale jaka ona jest miękka. Jedna z najlepszych jakie miałam. Już kolejne zamówiłam, bo to produkt do którego muszę wrócić. 

 

Bandi - Delicate Care -Tonik łagodzący. Bardzo fajny produkt. Pisałam o nim w 3 produktach. Łagodzi, tonizuje, nie robi nic złego. Przekazuję dalej nie dlatego, że mam zastrzeżenia, wręcz przeciwnie, jest dobry, a mama go chciała, przecież nie mogę jej tylko swoich bubli wciskać. Fajna opcja dla wrażliwców i nie tylko. Pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę.

 

Make Me Bio - Kremowa maska do twarzy. Genialny produkt, świetnie oczyszcza, bez wypalania twarzy wrażliwca. Efekt wow od pierwszego użycia. Pisałam o niej w 3 produktach i w ulubieńcach. Kupię ponownie. Szczerze polecam.


Yunifang - Maski w płacie do twarzy. Uwielbiam je, zużywam w strasznych ilościach. Mimo, że to 3 rożne rodzaje, nie widzę miedzy nimi wielkiej różnicy. Skóra po nich jest jędrna, nawilżona, ukojona, najlepsze jakie miałam, a miałam ich kilka. Kolejne znowu do mnie dotarły. Pisałam o czerwonej w 3 produktach oraz ulubieńcach lipca, nie wspominając o wielu denkach.

 

Byłam w Lidlu, choć do ostatniej chwili nie byłam przekonana czy chce tam iść. Ale wstaliśmy o 6, trochę spożywki jednak trzeba dotachać do domu w sobotę. Przeżyliśmy z młodym, o dziwo chcwycilam co chciałam. Widok takiej torebki koło ziemniaków na taśmie BEZCENNY.  

 

Nars czy Wibo? Orgasm czy Ecstasy?

TOP