piątek, 28 października 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #14

 

Robie czystkę, tyle gratów zawalało mi podręczny pojemnik z kolorówką. No dobra, choć 1 bublem nie jest i został klasycznie zużyty. Co do reszty natomiast szkoda słów, ale i tak kilka napiszę. Bedzie krótko.


 

Catrice - Camouflage Cream. Chyba jeden z bardziej zachwalanych korektorów. Mam też jaśniejszy, nie ruszany. Miałam, użyłam może ze 2 razy i leży od roku jakoś. Ciężki, na wypryski niby ok, choć mam lepszy z Isany, który jednocześnie zasusza niedoskonałości. Pod oczy się nie nadaje, a to mój główny problem. Data przydatności od otwarcia minęła. Pozbywam się, bez chęci ponownego kupienia. 

 

The Color Workshop - Lipgloss. To już chyba jeden z ostatnich elementów fatalnego zestawu, który kupiłam jakoś rok temu, nie wiem co mnie podkusiło. Użyłam 1 raz w domu i uznałam, że nosić tego nie będę, do niczego się nie nadaje, pozbywam się bez żalu i chęci kupienia.


Bell - Ms. Perfect - korektor. Ciemnieje, ale mimo tego, daje tak ładny efekt na mojej twarzy, jak mało który podkład czy korektor. Zużyłam go do makijażu twarzy w jakieś 2 tygodnie i zaraz poleciałam kupić nowy i to w 2 odcieniach. To przez niego przeszukuję teraz systematycznie szafę Bell w poszukiwaniu innych perełek. 

 

Rimmel - Oh My Gloss! Błyszczyk nie dosyć, że nude to jeszcze z brokatem. Leżał i leżał, parę razy dawałam mu szansę, ale zawsze w końcu zmywałam i nakładałam coś innego. Nie lubię się w tym tak osławionym kolorze nude, czuje się jak trup, rozmywa mnie. Mam nadzieję, że to w końcu do mnie dotarło i nie słyszę się więcej na coś podobnego. Nie spotkamy się więcej.

 

Gosh - Volume Lip Shine. Jasny róż, co ja sobie myślałam, ale spoko to lepsze niż nude. Rozpuścił mi korektor z Bourjois nałożony wokół ust, więc mocno rozlewa się poza kontur. Jest bardzo lepki, aż sama sobie się zdziwiłam, że mi to tak mocno przeszkadza, oczywiście zbiera włosy jak magnes. Nie spotkamy się więcej. 


Delia - Sensitive - tusz do rzęs. Podrażnił mi oczy, a poza tym byłby nawet ok, gdyby nie te grudki. Oj po prostu nie warto, lepiej dołożyć i kupić coś innego lub poczekać na promocję. Nie polecam, wręcz ostrzegam. 

 

Pupa - Ultraflex - tusz do rzęs. Widziałam, że ma sporo zwolenniczek. Ja do nich nie należę, włoski kłują mnie w nasadę rzęs. Czepiam się? Może, ale jeszcze na takiego gagatka nie trafiłam, który by mnie czymś takim aż tak mocno zirytował. Nawet zwracałam na to ostatnio baczniejszą uwagę, bo może na złe dni trafił, ale nie, jak tylko pozbyłam się go z pola widzenia, to o temacie zapomniałam. 


Bandi - Gold Philosophy - serum i odżywka do rzęs i brwi. Dostałam ją w pudełku BeGlossy, oj byłam zajarana, że tak to określę. Nie podrażnia oczu. Ale mój entuzjazm i systematyczność zgasły szybko, bo efektów nie zauważyłam. Leży teoretycznie na wierzchu już od roku i nic, nie używam, czasem w ramach mocnego postanowienia, do wyrzucenia go zabierałam się już kilka razy, ale jego regularna cena to 167,00 zł, więc szkoda nie wykorzystać potencjału, jakiś musi mieć, prawda? Otwarty jest tak długo, tyle szans dostał, że szkoda mi ryzykować dla zasady. 


Regenerum - Regeneracyjne serum do rzęs. Następny mający działać cuda na moich rzęsach produkt. Nie podrażnia oczu, czego zawsze najbardziej się obawiam. Niestety tak jak poprzednik nie zrobił dla mnie nic. Jak widać i przy nim straciłam zapał, choć muszę przyznać, że produkt jest zaskakująco wydajny. Nie kupię ponownie, ale znowu zaczyna za mną chodzić myśl, żeby jednak kupić preparat wspomagający moje liche rzęsy. Możecie mi coś polecić?


Bo kolejka w aptece była długa ... 😉

 
 
6-7 rano, świeczka może umilać nie tylko wieczór 😋



A skoro piątek, piąteczek, piatunio ... utwór, który swego czasu mną zawładnął, a ostatnio znowu mi się przypomniał za sprawą The Voice of Poland, zdaje się, że w sobotę usłyszę go w trochę innej odsłonie.

TOP