piątek, 11 listopada 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #16


Robię te nieszczęsne porządki i robię, to że w domu nie widać, da się zrozumieć, skoro krok w krok chodzi za mną mały huragan ... ale przecież ostatnio kolorówkę przeglądałam ... ahhh będzie tych denek sporo w najbliższym czasie ... może do końca roku, przed nową partią postanowień się wyrobię 😜


 

L'occitane - Silnie odżywczy kojący krem do twarzy Masło shea. Bardzo fajny bogaty krem, równocześnie też drogi, był w ulubieńcach. Nie zapycha, nie podrażnia, daje mega uczucie komfortu podrażnionej skórze, moje oczy średnio się z nim lubią, więc pod oczy szło co innego. I tak się zastanawiam, czy go kupię ponownie, nie wiem, rynek jest duży, krem był fajny, ale czy aż tak. Planowałam kupić ich kalendarz adwentowy, ale jak zobaczyłam zawartość, to z grubsza już te produkty miałam. 200 zł zaoszczędzone 😉

 

Kiehl's - Creamy Eye Treatment with Avocado. Nie lubimy się z tym Panem, w sumie to moja skóra się nie lubi z tą firmą, zresztą mój portfel też. W poniedziałek wrzucam porównanie tego gagatka z 2 innymi, tańszymi i łatwiej dostępnymi kremami pod oczy. A mi jako komentarz przychodzi na myśl jeden z ostatnich filmików Nikkie Tutorials - Hits and Oh God NO's. Tak bardzo chciałam, żeby mi się podobał ... 


 

OlivAloe - Maska do włosów. I kolejny z produktów, chciałam, żeby działała, ale nie robiła nic, ani złego, ani dobrego, mogłam jej równie dobrze nie nakładać, bo po jej zmyciu nie dało się odczuć, ani zobaczyć różnicy. 

 

Isilandon - Bamboo Charcoal Mask. Potworność, czarna, lepka maź, która nie zastyga, więc kapie. Jak kapie to brudzi, a to napawdę uciążliwa maź do usunięcia z twardych powierzchni, bo tam zastyga, natomiast 3 krotne pranie, nie wywaliło plam po niej. Zmycie z twarzy do łatwych też nie należało. Za pierwszym razem użyłam jej w kąpieli, na całej wannie został szary osad, do którego usunięcia musiałam się przyłożyć. Za drugim razem zmywałam ją gąbeczką Konjac, pod bieżącą wodą, 15 minut i zlew do mycia. Czy muszę pisać, że 3 razu nie przewiduje? 😭

 

Astor - EyeArtist. Byłam z niej zadowolona, słabo napigmentowana, co wbrew pozorom potrafi być zaletą, jak się człowiek z rana spieszy. Neutralne maty, całkiem przyjemne, baza nic nie robiła, złotko mega brokatowe nie dało się nałożyć pędzlem, ale palcem już całkiem przyzwoicie. Zużycie nie jest ogromne, ale mam lepsze, więc już chyba czas przeskoczyć poziom wyżej, choć nie wiem czy przez to nie cofnę się tylko do przypudrowania powieki i nie zrobienia nic na oku poza wytuszowaniem. 

 

Rimmel - paletka do konturowania - 001 Golden Sands. Mój ulubieniec jeszcze kilka miesięcy temu. Pigmentacja słaba, średnia, co znowu jest zaletą, nią sobie krzywdy zrobić nie można. Rozświetlacz delikatny, a ja jestem fanką błysku mocniej zauważalnego, jak choćby ulubieniec z Melkior. Brązer jest ciepły, delikatny, fajny do ocieplania, ale mam lepszy z Bell. Róż przyjemny delikatny, odświeżający, ale wolę Orgasm z Nars. Czyli za dużo tych lepszych. To chyba wystarczający powód, żeby zwiększyć ilość wolnego miejsca na toaletce. 



Rimmel - Color Rush - 130 I want candy. Wychodzi poza kontur, choć delikatnie, kolor wżera się w kontur ust. A skoro wylewa się poza kontur i wżera w krawędzie to jest też ciężka w usunięciu tego co trafi poza kontur. Po prostu upierdliwy produkt, choć na początku myślałam, że będę zachwycona, bo dłużej sie utrzymywała, łatwa do nałożenia i komfortowa w noszeniu. 

Revlon - Color Burst - masełko do ust - 095 Creme Brulee. Kocham te masełka, ale to dla mnie mega nie trafiony kolor, użyłam go parę razy, formuła jest cudna, nawilżająca, nabłyszczająca. Ale taki kolor sprawia, że wyglądam na chorą, rozmywa mi usta. Kolory nude w rożnych tonacjach niestety nie pasują do mnie. 

 

 

Isana - sól do kąpieli. Świetne są, jestem pozytywnie zaskoczona, przy kolejnej promocji zaopatrzę się w większą ilość, choć i w cenie regularnej zachwycają. Nie robi nic złego, nawet dla 2 latka. 

Shefoot - domowe SPA dla stóp. Peeling zbyt delikatny dla skóry stóp, trochę drapał, ale to chyba efekt dla kogoś o idealnych stopach, którym nic nie potrzeba. Ja zazwyczaj na stopy nie narzekam, trochę złuszczania i rzadko kiedy krem, więcej mi nie potrzeba, a ten peeling to za mało. 

La Roche-Posay - Rosaliac CC krem. Pomarańczowy, jakoś te apteczne kremy nigdy nie mają dobrych kolorów, poza tym za ciężki dla mnie i podkreśla pory, jakbym miała największe kratery świata. 

Sephora - róż. Pierwsza moja próbka w takiej formie, bardzo fajny pomysł, tylko kolor nie trafiony, a pigmentacja ogromna, za pierwszym razem zrobiłam sobie plamę, ale dało się to rozetrzeć. 

Indeed Labs hydraluron™ moisture boosting facial serum. Próbkę dostałam od Kosmetyczny Fronesis, dziękuję kochana 😘 Czytałam u niej cudną recenzję i rzeczywiście nawilżenie jest natychmiast odczuwalne po nałożeniu, ale potem nie zauważyłam szczególnych korzyści. Przy moim zużyciu próbka na długo mi nie starczyła, ale i tak produkt na tyle mnie intryguje, że chętnie przetestuję pełnowymiarowe opakowanie. 
 

Moja kocia mafia ...



Jak ja lubię takie czwartki/piątki 🙌🏻
TOP