piątek, 9 grudnia 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #20


Zapraszam na kolejne żużyte czy nie, pozbywam się ... Denko co tydzień, a kosmetyki mnie zasypują, znowu muszę zrobić mega porządki, na które nie mam czasu. Macie taki miesiąc w roku, że nie wiecie za co macie się chwycić? Dla mnie to jest grudzień, tyle się dzieje, że nie ogarniam, dosłownie w każdym aspekcie życia. A tymczasem mam wrażenie, że to miesiąc kiedy reszta świata ma wolne.



 

Purederm - Maseczka pod oczy. Kto wymyślił płatki pod oczy w woreczku, ciężko to sensownie wyciągnąć, bez wkładania tam paluchów, a skoro tak to wprowadzamy zarazki, czyli trzeba zużywać najszybciej jak to możliwe, a i tak nie wiadomo co się po chwili będzie działo. U mnie dzialo się od początki, delikatne mrowienie pod oczami, a po paru dniach zaczęła mnie swędzieć dolna linia rzęs, mimo, że tak blisko płatków nie nakładałam. Nie wykończyłam, bo zaczęłam się obawiać o oczy. Może za często używałam, może jakiś składnik źle na mnie działał. Wiem jedno, nie wrócę.


OlivAloe - Whitening Face Cream. Używałam go od lata, bo był z SPF 20. Może na wielkie upały to za mało, ale jak na pogodę w tym roku, taki filtr był dla mnie ok. Nie bielił, dobrze spisywał się, jako baza pod makijaż, lekki, wydajny. Rozjaśnienia nie zauważyłam, całkiem przyjemny produkt, ale nie wiem czy tak mnie zachwycił, żeby sięgną po niego ponownie. Zobaczymy na wiosnę. 

 

Isana - Kremowy żel pod prysznic. Tani, przyjemny, mało wydajny, łatwo dostępny. Do tej pory byłam z nich zadowolona, ale od kiedy przeczytałam jaką masakrę może zrobić ich olejek do ciała. To jakoś początkowy zapał mi przeszedł. Sama nie mogę nic złego powiedzieć, ale ... 

 

Be Organic - Peeling myjący do twarzy. Nie miałam wcześniej nic z tej firmy, ale miałam ochotę coś wypróbować, ten produkt wydawał się najciekawszy, no i dawał sporą szansę, że będę go używać. Śmieszny produkt, lejący, lekko żelowy z maleńkimi drobinkami. Byłam niezadowolona z tych drobinek, ale to, że nie widziałam info o nich, nie znaczy, że jest enzymatyczny, bo tego też nie było. Miał łagodnie złuszczać, a mnie przy pierwszym spotkaniu podrażnił, po prostu przesadziłam z tarciem, choć w sumie nie znecałam się nad twarzą. Dałam mu parę szans, ale nie powalał swoim działaniem, aż w końcu postawiłam go pod prysznicem z zamiarem dania ostatniej szansy rano pod prysznicem, jak nie wyjdzie zużyłabym do ciała. Ale moje zaspanie lub brak konieczności szczególnego przykładania się do oczyszczania po nocy, sprawiło że jednak go zużyłam zgodnie z przeznaczeniem bez szkody dla skóry twarzy. Jest wydajny, mył twarz, ale peelingu mi nie zastapił, co zabawne pod koniec miałam wrażenie, że drobinki się rozpuściły lub wylałam je wcześniej. Nie był taki zły, ale nie chciałabym powtórki. 

 

Eveline - Korektor kryjąco-rozświetlający. Kolor: Light. Całkiem niezły produkt, średnio kryjący, więc trochę rozjaśnia moje cienie, ale ich nie maskuje, ale to też mój wielki problem, więc przeciętna kobieta nie będzie przy nim na krycie narzekać. Przynajmniej na początku, bo po paru godzinach, znów mam szaro pod oczami, niestety gdzieś mi ucieka, a to nie przez okulary czy dotykanie twarzy, pod okiem tłusto też nie mam, tym bardziej mnie to dziwi, że dłużej siedzi mi na strefie T niż pod oczami. Przez 3-4 h efekt jest ok, ale nie dłużej. Niestety oksyduje i to dość mocno. Ładnie i łatwo się rozprowadza. Jako baza pod cienie nie spisuje się najlepiej na tłustej powiece. Lekko przypudrowany nie zbiera się w załamaniach. Nałożony na cała twarz ładnie wyglada tylko na początku, potem mocno się świeci i podkreśla niedoskonałości. Na strefie T wystarczy lekko dotknąć chusteczką, żeby zniknął.

 

Sensique - Kredka do makijażu. Kolejny produkt z serii: co to miało być? Ani to do oczu, ani do ust, leżał, leżał i leżał zapomniany w czeluściach szafy, tylko po to, żeby w końcu dać mu spokój i się rozstać. A tak serio co mam mu do zarzucenia, straszny drapak, oczy mam wrażliwe, ale podrapane usta też protestowały.


Farmona - Jantar - Odżywka z wyciągiem z bursztynu. Świetny produkt, moje pierwsze opakowanie, szybko stał się ulubieńcem, ale czy jest inna opcja, skoro po 2 miesiącach miałam nowe 5 cm włoski? Na mnie działa, kolejne opakowanie z użyciu, będzie ich więcej, tym razem i ja dołączam do ogólnych ochów i achów.


Schwarzkopf - Ultime - Intensywna maska. Całkiem niezła, delikatnie działała, a to już coś przy moim braku szczęścia do masek. Ale efekt nie jest powalający, włosy są wygładzone i miękkie w dotyku, lepiej się układają i wyglądają. Ale podobne efekty mam po przyzwoitej codziennej odżywce, a to trochę za mało jak na maskę, więc powędrowała dalej, może będzie miała więcej szczęścia.


 

Hmm w gadżetach też robię porządki, choć to mi przychodzi z trudem, mimo, że to zabytki, których nie używam lata, buble totalne, nawet nie wiem gdzie i kiedy kupione. Pęsetka, którą nic nie można wyrwać, nie mogę nią włoska złapać. Pędzel, który miał być poręczny, chowany, ale to włosie to totalny plastik, kiedyś myślałam, że takie po prostu są ... Spuśćmy na to kurtynę milczenia. 

No i szczoteczka, o której słyszałam wiele dobrego, jak wrzuciłam zdjęcie na Instagramie to byłam zaskoczona ile osób zna tą firmę i ją uwielbia. Takie poruszenie na szczoteczkę do zębów? Hmmm może ja nie umiem jej używać, ale nic szczególnego w jej działaniu nie widzę, a samo włosie po niecałych 2 miesiącach wygięło się dziwacznie. Chyba jednak zostanę przy zwykliźnie w cenie promocyjnej, zamiast zamawiać za 20 zł i doliczać przesyłkę. 

 

Tołpa - trochę podrażnia, ale nawet znośnie działa.
Perfect Me - nie robi nic.
OlivAloe - im dłużej był na skórze tym intensywniej go czułam. 
Vichy - parę chwil po nałożeniu zaczął się rolować, a to że siedzi mi na skórze sprawiło, że jedyne o czym myślałam to go zmyć.
Bandi - ta seria jakoś mnie nie powala nie robi dla mnie nic szczególnego. 
CosNature - bardzo jestem ciekawa tej firmy, spoko kremik pod oczy dla skóry młodej lub niewymagającej, czyli nie dla mnie.

 

TOP