sobota, 17 grudnia 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #21


Spóźnione denko, ale obsuwa była nieunikniona. Nie ogarniam, choroba mnie pokonała, obowiązki przytłaczają, nie mogę sobie pozwolić na porządny odpoczynek pod kocykiem, choć przez jeden dzień. Nigdy nie śpię w ciągu dnia, a ostatnio odpadam wczesnym wieczorem na godzinę, ledwie usiądę. Ale widać organizm już nie daje rady, bo złapałam przeziębienie pod koniec 2 antybiotyku. Tego jeszcze nie grali. Starość nie radość. Jak tak dalej pójdzie to 3 antybiotyk i już chyba zwolnienie lekarskie będzie nieuniknione. Choć ciągle się łudzę, że jednak tak źle nie będzie, a jak przeżyję święta to już będzie łatwiej.



 

Oilatum - Emulsja do kąpieli. Już wykańczanym ostatnie opakowania z zapasu, coraz mniej chętnie, bo przy noworodku to fajna opcja, ale dla większego dziecka zasuwającego po wannie nie koniecznie. Skóra też ma obecnie inne wymagania, już całkowicie nie odpowiadające dla takiego starucha jak ja.

 

Innisfree - No-Sebum Mineral Powder. Świetny produkt, tak obłędnie drobny i sypki. To pierwszy mój sypki puder, który nie miał problemu, żeby wylecieć przez sitko, nic się na nim nie zbierało, nic nie zapychało, puder z czasem nie zmieniał swojego wyglądu. Biały proszek, transparentny kolor, minimalnie bielił, ale to tylko parę minut póki się nie calił ze skórą, a efekt był matowo-satynowy. Ale ... miał być mega matujący, a moja strefa T nie koniecznie się z tym zgadzała, choć w sumie latem był moim ulubieńcem, bo najlepiej dawał radę przynajmniej przez pierwsze 4h, potem zawsze moja tapeta wymaga kontroli. Więc ochy i achy, ale ... muszę do niego wrócić i dać mu szansę jeszcze raz, kupiłam go na AliExpress i jestem ciekawa czy to cokolwiek zmieni, jeśli źródło będzie inne.

 

SOON PURE - Black Gold Aquagel Collagen Eye Mask. Ageless Anti Wrinkle Eye Bags Dark Circles Puffy Eyes Whitening Skin Care Face. Jak się nasłucham jakim złem jest AliExpress to mam potem watpliwości czy coś tam zamówionego można chwalić. Póki co produkty, które u nich zamawiam sprawdzają mi się lepiej, niż to po co sięgam w naszych sklepach. I tu było podobnie. Ogromne opakowanie żelowych płatków pod oczy, których używałam okolo 4 miesięcy, głównie latem, a starczyłyby mi na dużo dłużej. Ale bałam się, że coś mogłoby się zacząć z nimi dziać. Zapach był dziwny, ale nie zmieniał się w czasie. Nic złego mi nie zrobiły, fajnie chłodzili, więc niwelowały opuchliznę, dobrze się trzymały, więc nie musiały czekać na święto, aż będę mogła z nimi poleżeć. Dobrze współgrały z pielęgnacja i kolorówką. Ułatwiały utrzymanie skóry w dobrej kondycji i po prostu były przykemne, kojąco-relaksujące po całym dniu. Innych cudownych właściwości nie zauważyłam. Za nie całe 14 USD całkiem fajny produkt, ale nie pobił mojego ulubieńca z Yunifang. 

 

Elfa Pharm - Szampon do włosów tłustych i nasady i suchych na końcach. Niestety mimo, że opisuje idealnie moje włosy, to nie koniecznie im sprzyja, bo mam wrażliwą skórę głowy, a to bardzo mocno myjący szampon. Co oznacza swędzenie skóry i mocno poplątane włosy, niestety nic na suche końcówki dobrego nie robił. Siano murowane na moich cieniutkich włoskach, a mimo, że biorę wszystko obiecujące objętość, tej objętości fanką nie jestem. 


Elfa Pharm - Odżywka zwiększająca objętość cienkich włosów. Za to ta odżywka była cudowna. Ogromna pojemność, dobre opakowanie, 1 pompka rano pod prysznicem wystarczała, nawet przy mocniej myjących szamponach. Włosy były gładkie, podatne na układanie, wyglądały zdrowo. Bardzo dobra odżywka na codzień, utrzymująca je w takiej kondycji, że w sumie nie musiałabym robić masek co tydzień. Używałabym jej dłużej, ale mama wpadła użyła i powiedziała, że jest super i zabiera. Mam też inne z linii O'Herbal, ale chciała tą konkretną. Na bank kupię ponownie.


Isana - Żel pod prysznic. Schodzą u nas tego tony, więc taki tani zwyklak jest fajny. Mało wydajny, przyjemnie pachnie, łatwo dostępny, myje, ale krzywdy nie robi. Od tego typu produktu nie oczekuję więcej. 

 

Lirene - City Matt - Puder. To jest produkt, który się kocha bądź nienawidzi, zależy co lubisz i na jaką warstwę trafisz. Przebiłam się przez wszystkie, zaczęło się od wielkiej miłości, kolor jasny, wykończenie matowe, ale nie płaskie, takie miękkie, welurowe. Ale jest perfumowany, czego zupełnie nie rozumiem i ma nierówno rozłożone pokłady brokatu. Kochałam go, jak brokatu było mało i nie byłam wstanie zrozumieć czemu dziewczyny tak na to narzekają. Aż pod koniec swojego opakowania trafiłam na to co one musiały mieć wyżej, czyli zdecydowanie zbyt dużo brokatu. Ale wykończenie jest ciągle najładniejsze jakie miałam, więc zużyłam go do pudrowania okolicy oka. Mam ogromny zapas pudrów, ale ciągle mnie korci, żeby dać mu jeszcze jedną szansę. 

 

Bourjois - CC cream. Pisałam o nim w ulubieńcach i 3 produktach, więc nie będę już się przesadnie rozpisywać. Na mojej mieszanej skórze, zachowuje się różnie, w zależności od potrzeb może być ulubieńcem lub bublem. Pod koniec opakowania stwierdzam, że to nie jest produkt dla mnie, co więcej cieszę się, że to już koniec.


Evree - Różany tonik do twarzy. Kolejny gagatek, którego kochałam do połowy, a potem w ciągu paru dni znienawidziłem. Był świetnym w działaniu, wydajnym, z fajnym atomizerem, łatwo dostępnym i relatywnie tanim tonikiem. Aż zaczął mi podrażniać oczy, nie umiem stwierdzić co się stało, bo nic się u mnie nie zmieniło pod względem pielęgnacji. Zawsze używałam go na całą twarz, zawsze zamykam oczy, nie zwiększyłam ilości. Dostałam komentarz, że toniku w okolicy oczu się nie używa i zamiast narzekać na lubiany tonik, powinnam zacząć omijać okolicę oczu. Co Wy robicie w takiej sytuacji? Ja go przekazałam dalej, nie będę używać produktu, który robi mi krzywdę, zwłaszcza, że większość toników mi takiej krzywdy nie robi. 


BioLine - Żel pod prysznic do twarzy i ciała. Bardzo fajny, delikatny produkt, zadowoli również wrażliwe nosy i wrażliwą skórę twarzy. Robił to co do niego należało, nie robił krzywdy, przyjemnie się pienił. Niestety dla mojego syna też się spodobał, więc szybko go zużyliśmy. Chętnie sięgnę po inne produkty tej firmy.

 

Go Cranberry - Żurawinowa pianka do higieny intymnej. Pięknie pachnie, daje przyjemną piankę, co było dla mnie nowością. Ale ... coś było nie tak z dozownikiem, zapychał się? Po 2-3 pompkach przestawał działać, przepłakałam wodą i znowu było ok na 2-3 razy, ale schemat powtarzał się cały czas. Czy muszę pisać, że rano pod prysznicem było to irytująco upierdliwe? Większość zużyłam w wannie podczas kąpieli, bawiąc się dozownikiem, który w połączeniu z wodą działał super, z płynem już nie. Nie uczulał, nie podrażniał, fajny produkt, gdyby nie ta nieszczęsna pompka. 


Posty z grudnia 2015:
- ulubieńcy
- denko
- zakup specjalny - Fitomed
- mój sposób na ciężki dzień
- Vichy - Idealia - Life Serum
- jestem uzależniona
- książki przeczytane w listopadzie

Poprzednie:
TOP