sobota, 30 stycznia 2016

Ulubieńcy stycznia 2016


Stoję w łazience i patrzę, i patrzę... Czego ja w tym miesiącu chętnie używałam? Zawsze jest coś takiego. Bywało, że większość kosmetyków do ulubieńców bym zaliczyła. I patrzę... Dodam tylko, że styczeń nie jest dla mnie dobrym miesiącem. Zaskoczyłam, jednak było coś dobrego i w styczniu. 


Kobo - matowy, brązujący puder w kamieniu. 308 Sahara Sand. Nadaje skórze odcień naturalnej, zdrowej opalenizny. Idealny do kreowania "cienia" na twarzy. Polecany do konturowania, modelowania twarzy i ciała. Mam wrażenie, że mieli go już wszyscy. A ja w temacie konturowania jestem daleko za najmniej wtajemniczonymi. Miał być chłodny i nie robić krzywdy. Mimo, że mam inne, jakoś nie mogłam się zmotywować do używania. Specjalnie wzięłam ten jaśniejszy, żeby nie było, że plam sobie narobię. A ja zazwyczaj jak już robię tapetę to na 5 minut przed wyjściem, nie ma czasu na poprawki. Nie ma opcji, żeby zrobić sobie nim krzywdę, można się mazać na szybko. Rzeczywiście powstaje cień, idealne na podbródek i czoło. Używam codziennie i coraz bardziej mi się ten etap makijażu podoba. Przy najbliższej okazji dokupię jeszcze ciemniejszy. 



Kerastase - Initialiste. Serum wzmacniające włosy. Nie jestem przekonana do tego typu produktów. Obiecują wiele, ale na efekty nie można się doczekać. Nie mniej po 4 miesiącach, 2 cm nowe włoski to chyba wystarczająca rekomendacja. Trzeba jednak uważać, bo można z nim przedobrzyć i nabawić się łupieżu. W moim wypadku aplikacja 1 miarki co 2-3 dni w zupełności wystarcza. Efekt jest zadowalający, mimo mało zachęcającej ceny. No i w końcu jakiś produkt Kerastase, który ma na mnie jakikolwiek wpływ. 



Fitomed - Mój krem nr 11 - do cery mieszanej i tłustej z rozszerzonymi porami, ze świeżego naparu ziołowego. Pisałam o nim w swojej <liście chciejstwa>, <zakupie specjalnym> i znowu o nim wspominam. Bardzo dobry krem dzienny, super pod makijaż, nagle jego trwałość podskoczyła bardzo zauważalne. Ale to co w nim najważniejsze to bardzo szybko zauważalne zwężenie moich nieszczęsnych porów. Widoczne odrazu po aplikacji, ale co bardziej zaskakujące codzienne używanie sprawia, że nawet bez niego stają się coraz mniej widoczne. Skóra jest miękka i delikatna, ale mam wrażenie, że po całym dniu trochę brakuje mi nawilżenia, więc wieczorem muszę nadrabiać. Ale nie jest to problemem i korzyści ciągle przewyższają  taki drobny mankament.  




Yope - Mydło kuchenne do rąk. Miód & Bergamotka. Mydło kuchenne w ulubieńcach? Dopiero co pisałam o nim w <nowościach>.No cóż, bywa i tak. Dobry skład, fajnie pachnie, nie uczula, nie podrażnia, nie wysusza, ładnie myje Beauty Blender. 


Mało, skromnie, ale bardzo się z nimi polubiłam :)
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 28 stycznia 2016

Zakup specjalny - Skin79 - zestaw próbek


Kremy BB od <Skin79>, chodzą za mną od jakiegoś czasu, niestety nigdy nie trafiłam na nie stacjonarnie. W sieci chyba nie trafiłam na złą opinię, co najwyżej kolor był problemem. Oglądałam zdjęcia, porównywałam opisy, ale zawsze jednak odkładałam na później. Nadszedł czas tego później, od kiedy dowiedziałam się, że można zamówić próbki. Genialna opcja dla mnie. Czemu wszystkie firmy tego nie mają? <Zamówiłam> cały zestaw, a firma ze swojej strony dorzuciła jeszcze kilka. Paczka była u mnie w 24h od złożenia zamówienia, oczywiście wykorzystałam opcję darmowej dostawy powyżej 50 zł. Jasne można powiedzieć, że zapłaciłabym drugie tyle i mam pełny produkt, ale ostatnio dobijają mnie produkty nie trafione, których nie użyję, a opakowanie mam praktycznie całe. A tak mam porządny przegląd produktów tej firmy, jak nic nie znajdę to już nie będzie mnie korciło kolejne podejście. I to bardzo niewielkim kosztem. 


Hot Pink Super + Beblesh Balm Triple Functions. Przeznaczony dla cery poszarzałej, tłustej, przebarwionej. Daje naturalne, pudrowe wykończenie makijażu. Podwyższony filtr SPF30 chroni skórę przez promieniowaniem. Działa wybielająco i przeciwzmarszczkowo. To jest jeden z 3 nad, którymi najbardziej się zastanawiałam, a jednocześnie ten, który wydawał się najlepiej dopasowany, mimo, że skórę mam bardziej mieszaną w kierunku tłustej, niż tłustą. Pierwsze wrażenie jest straszne. Rozprowadza się trudniej niż zwykły krem, ale tragedii nie ma. Kolor już w opakowaniu lekko ziemisty, liczyłam, że się dostosuje, wyrówna. Jednak nie, kryje przyzwoicie, ale taki ziemisty, trupi kolor zostaje. A myślałam, że mój naturalny kolor jest taki. Jest dla poszarzałej skóry, ale zamiast to zwalczyć, to podbija ten efekt. To pudrowe wykończenie jest raczej świetliste niż matowe. A najgorsze jest to, że wchodzi absolutnie we wszystkie możliwe pory, załamania i zmarszczki, o których istnieniu nie wiedziałam. Nawet najgorsze podkłady na jakie trafiłam, nie robiły na mojej skórze tak paskudnego efektu. Patrząc na siebie w lustrze widzę mocno przechodzone zombi ze strefy popromiennej. Jak dobrze, że nie kupiłam pełnowymiarowego opakowania!!!

VIP Gold Super Plus BB Cream. 3-funkcyjny krem BB o przyjemnej, gładkiej teksturze i odżywczej formule. Przeznaczony dla cery poszarzałej, suchej i zniszczonej. Dostarcza skórze nawilżenia i zatrzymuje wysoki poziom wilgotności. Adenozyna oraz koenzym Q10 poprawiają elastyczność skóry. Podwyższony filtr SPF30 chroni skórę przed promieniowaniem. 2 z 3 na które stawiałam najbardziej. Mimo, że jest do cery suchej i zniszczonej, u mnie jeszcze tak źle nie jest, kolorem i nawilżaniem mógłby być tym dobrym wyborem. Po wczorajszym szoku, już raczej negatywnie nastawiłam się do dalszych testów. Ale zapach przyjemniejszy, konsystencja bardziej kremowa, bardziej nawilżająca, co moja wrażliwa cera od razu zauważyła, dobrze się rozprowadza.  Niestety kolor znowu szaro-ziemisty, ale jednak mniej od różowego, ładnie kryje. 


Super+ Triple Functions BB Cream (Orange). Witaminowy krem BB o wysokim filtrze SPF50. Przeznaczony dla cery tłustej, poszarzałej, zmęczonej, z przebarwieniami. Nowoczesna formuła zapewnia kontrolę sebum oraz świeże, matowe wykończenie. Multiwitaminowy kompleks pielęgnuje oraz dba o zdrowie i witalność skóry. 3 z 3, mimo, że opis najbliżej jest tego czego potrzebuję, to jednak zdjęcia koloru, jakoś mnie zniechęcały. Rozprowadza się przyjemnie, łatwiej od różowego, ale trochę mniej kremowo i bardziej pudrowo, niż złoty. Kolor w końcu nie jest szaro-zielony. Ale za to bardzo jasny, za jasny dla mnie, mimo, że bladziochem jestem. Tym razem w stronę ducha idę, jakbym użyła kremu z filtrem mineralnym. Niestety widoczne są moje zaczerwienienia, wyblakłe, ale jednak różowe tony się przebijają. Skóra jest bardzo przyjemna w dotyku. Wykończenie jest matowe, ale tylko delikatnie na szczęście. Nie jest aż tak nawilżający, jak złoty. Pory i zmarszczki są dużo mniej widoczne, niż przy różowym, w stopniu przeze mnie akceptowalnym. Na razie z pierwszej 3 zdecydowanie najlepszy, choć to jeszcze nie to. 


Super+ Beblesh Balm Purple SPF40+. Nawilżająco-rozświetlający krem BB z wysokim filtrem SPF40. Przeznaczony dla cery suchej, odwodnionej, potrzebującej nawodnienia. Moistere Capturing System (ceramidy i kwas hialuronowy) intensywnie nawilża. Optycznie maskuje niedoskonałości i rozświetla cerę. I to ostatnie zdanie jest szansą dla mnie, bo tego właśnie szukam. W końcu żółte tony. Ładnie się rozprowadza. Niestety podkreśla pory, rozświetlenie jest bardzo mocno wilgotne i lepkie, nie dla cery mieszanej, chyba, że użyje się porządnie matującego pudru. Niestety kolejny krem odpada. 


Super+ Beblesh Balm Triple Function Green SPF30+. Krem BB przeznaczony dla cery mieszanej i tłustej. Pomaga ukryć drobne zmarszczki oraz rozszerzone pory. Po aplikacji nadaje skórze jedwabistą fakturę, matuje. Kompleks zasiłku Fitting Formuła działa rozjaśniająco. Bieli, efekt podobny do wersji pomarańczowej, mocniej matowy, trudniej się nakłada, bardziej tępy. Biel podbija moje różowe tony. Moje rozszerzone pory nie są podbite, bardzo dobrze to wygląda. Skóra rzeczywiście jest bardziej wygładzona. Bez problemu utrzymuje mat przez wiele godzin, bez pudrowania. Do trwałości naprawdę nie można się przyczepić. 


Super+ Beblesh Balm Bronze SPF50+. Krem BB o potrójnym działaniu - rozjaśniającym, przeciwzmarszczkowym i ochronnym. Stworzony dla osób o karnacji średniej do ciemnej. Niesamowicie lekka formuła sprawia, że krem aplikuje się bezproblemowo. Ma piękny zapach i jest przyjemny w noszeniu. Zawarty w nim kompleks wodny łagodzi i nawilża skórę. Zgadzam się z opisem. Niestety kolor jest mega ciemny, na mnie wpada mocno w ciemno pomarańczowo-brązowy, jakbym nałożyła na siebie bronzer. Po chwili już jest lepiej, kolor jaśnieje, tak mniej więcej do 3 tonów za ciemnego dla mnie, pozostaje lekko pomarańczowy, ale dla opalonej skóry latem, może dałoby się go ograć. Rozświetlony mała ilością drobinek. Wykończenie aksamitne. 


Snail Nutrition BB Cream SPF45. Odżywczy krem BB zawierający 45% wyciągu ze śluzu koreańskiego ślimaka. Peptydy, adenozyna i ekstrakt z kory brzozy wygładza, ujędrnia i dodaje skórze blasku. Działa rozjaśniająco, kojąco i przeciwzmarszkowo. Zatrzymuje wilgoć w głębszych warstwach skóry. Przeznaczony dla cery wrażliwej, suchej, z problemami. Pierwsze wrażenie paskudne, rozwarstwiony krem, krem BB sobie, śluz ślimaka sobie. Ale podczas aplikacji problemu nie było, ładnie się rozprowadził, komfortowo się nosił. Kolor na początku mniej szaro-zielony niż różowy, lekko białawy, ale na szczęście po chwili dostosował się do skóry i stracił swoją trupiość na korzyść beżu. Trwały, przespałam się w nim po południu i nic się z nim nie stało. Stręfę T warto lekko przypudrować, odrobinę zbiera mi się w załamaniu powieki. To jest to, nie brałam go pod uwagę, a okazał się najlepszy pod względem, koloru, wykończenia, trwałości i naturalnego efektu jaki daje na mojej skórze. Po zmyciu skóra nie jest przesuszona, po to co jakiś czas wracam do kremów BB, żeby znaleźć w końcu coś co wyrówna koloryt mojej skóry i będzie ją pielęgnować. Nie jestem fanką produktów 2w1, ale potrzeba skrócenia czasu w łazience rano, jest ogromna :P



BB Cleanser O2. Oczyszczająca pianka do twarzy z mikrocząsteczkami tlenu, które rozjaśniają skórę. Dostosowana do zmywania kremów BB. Pozwala na głębokie oczyszczenie skóry usuwając wszystkie martwe komórki naskórka i pozostałości makijażu. Jest delikatna i przyjemna w dotyku. Ooo mamo, to naprawdę tak działa!!! Konsystencja śmieszna, z żelu zmienia się w piankę taką jak męska do golenia. Domył mi wszystko, bez znęcania się nad moją skórą. Po jest miękka i delikatna, jakby nawilżona. Nie jest podrażniona, ani ściągnięta. A ja po wszystkich żelach jestem ściągnięta. Mój hit tego zamówienia, wpisuję na listę do kupienia.


Pearl Luminate Brilliant Deep Cleanser. Żel oczyszczający z wyciągiem z pereł AKOYA. Nie podrażnia, wskazany dla cer wrażliwych. Zawiera kwas glikolowy, który przenika w głębsze warstwy skóry, zapobiega ucieczce wody, spowalnia proces starzenia się skóry. Bardzo przyjemna żelowa konsystencja, mocno perfumowany. Skóra jest po nim jedwabiście gładka, widać i czuć, że jest oczyszczona.

Podsumowanie według tego co dla mnie jest ważne:
Hot Pink Super + Beblesh Balm Triple Functions - kolor na mojej twarzy szaro-zielony, formuła matująca, mocno podkreśla rozszerzone pory
VIP Gold Super Plus BB Cream - kolor na mojej twarzy szaro-zielony, formuła nawilżająca
Super+ Triple Functions BB Cream (Orange) - kolor na mojej twarzy wybielony, formuła matująca
Super+ Beblesh Balm Purple SPF40+ - kolor na mojej twarzy beżowy, formuła nawilżająca
Super+ Beblesh Balm Triple Function Green SPF30+ - kolor na mojej twarzy wybielony, podbija zaczerwienienia, formuła matująca
Snail Nutrition BB Cream SPF45 - kolor na mojej twarzy szaro-zielony-biały, ale dostosowuje się do mojej skóry, wykończenie aksamitne
- Super+ Beblesh Balm Bronze SPF50+ - kolor na mojej twarzy ciemny wpadający w pomarańcz, wykończenie aksamitne

Ogólnie: nie zapychają, nie podrażniają, średnie krycie, trwałe. Nie podrażniają oczu, każdy z nich testowałam na całej skórze twarzy, więc zasinienia pod oczami i tłuste powieki też dostały swoją porcję. Specjalnie nie robię swatchy, bo na ich podstawie kupiłabym krem, który jest totalnie dla mnie nie dostosowany. Polecam próbki. Za to BB Cleanser O2 polecam :D

Jeśli jednak chciałybyście zobaczyć swatche, polecam wpis 

Miałyście te kremy? Jak Wam się spisują? W jaki sposób wybieracie kremy BB i podkłady, jeśli nie macie do nich dostępu stacjonarnie?
CZYTAJ DALEJ
wtorek, 26 stycznia 2016

Moje nowości - styczeń 2016


W tym miesiącu skromne zakupy, zgodnie z moim postanowieniem noworocznym, ale co do tych kilku drobiazgów nie mogłam się powstrzymać :P Zapraszam :)



Wibo - Star Glow. Korygująco-rozświetlający puder w kulkach. Żeby go dostać, musiałam prosić o wyjęcie z szuflady. Dzięki dziewczynom z Instagrama, wiedziałam o nim szybciej, niż Pani, która mi go podawała. Nie miałam nigdy oryginalnych meteorytów, więc nie mam porównania. Świeżo otwarte są śliczne, kolorowe. To co widzicie na zdjęciu poniżej to już efekt potrząsania nimi trochę. Za pierwszym razem użyłam go jako rozświetlacza. Trochę przesadziłam, zbyt brokatowo jak dla mnie się zrobiło, jak na dzień. Czyli już wiedziałam, że drobinki ma, małe, ale jednak. Drugiego dnia, aplikacja na całą twarz zamiast pudru, ale delikatnie tylko omiotłam, żeby nie przesadzić. A przede wszystkim, żeby zobaczyć te właściwości korygujące. Nie było źle. Choć przy delikatnym zastosowaniu, nie ma co liczyć na korygowanie zaczerwienień czy nadanie naturalnego koloru. Oczywiście w ciągu 2h, efekt glow już był przesadny przy mojej mieszanej skórze. Słyszałam, że skóra sucha dzięki niemu zyskuje. Jeszcze, go nie wyrzucam. Ale na dzień, na całą twarz jak dla mnie nie. Nawet dla mnie za dużo tego rozjaśnienia, zwłaszcza, że drobinek jest sporo i nie da się ich nie zauważyć. 




Skin79 - zestaw próbek. Oj chodziła firma za mną, chodziła, aż dowiedziałam się, że nie muszę kupować w ciemno. Zamówiłam próbki i rozpoczynam testy. Oczekiwania ogromne. 
Moje spostrzeżenia na ich temat w kolejnym <wpisie>.


Bolsius Aromatic - Creations - Balance Mix. Musiałam sięgnąć po tą nowość, zima jednak sprzyja takim klimatom. I jakie rozczarowanie. Zapach jest bardzo łagodny, powiedziałabym nawet niewyczuwalny. Za to wosk szybko i ładnie się roztapia, starcza na wieki, tylko tealighty pod spodem wymieniam. Zostaję więc przy olejkach. 




Yope - Miód & Bergamotka. Mydło kuchenne do rąk. Pięknie pachnie, nie przesusza skóry, nie uczula, domywa mi Beauty Blender, dobry skład,  cena 15 zł za  500 ml, wydajny. Więcej nie wymagam, jeszcze dostępne jest w sklepie osiedlowym. Zostaje tylko myć ręce i sprawdzać pozostałe zapachy. 



Sylveco - odżywcza pomadka z peelingiem. Tyle się o niej naczytałam, że jako osoba uzależniona od balsamów do ust, musiałam w końcu ją mieć. Rozumiem co sprzedawczyni w sklepie miała na myśli mówiąc, że uzależnia. Jest słodka, cukier pomaga nie tylko zetrzeć trochę naskórka. Szybko się rozpływa, peeling jest bardzo delikatny i nie można sobie nim zrobić krzywdy, często aplikując. Ja raczej nie mam problemu z ustami, nie potrzebuje sposobów na ich lepszy wygląd, w większości wypadków zwykły balsam mi wystarcza. Więc muszę przyznać, że jest bardzo przyjemna, ale aż takiego szumu niej nie rozumiem. 




Jakub Małecki - Dygot. Wydawnictwo SQN Sine Qua Non. Po recenzji <Olgi z Wielkiego Buka>, wiedziałam, że będzie moja. A jak już zobaczyłam ją w Matrasie, to nie było opcji, żebym wyszła bez niej :P 



Martin Calder - Lato w Gaskonii. Wydawnictwo MUZA. Wygrana w rozdaniu na Instagramie. Takie rzeczy cieszą najbardziej, zwłaszcza jak ciepło i zimno za oknem, a książka samym tytułem obiecuje ciepłe, długie dni. 



Steven Johnson - Małe Wielkie Odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat. Wydawnictwo SQN Sine Qua Non. Jak tylko zobaczyłam okładkę, wiedziałam, że mąż będzie zainteresowany. Nie myliłam się, zabrał się za lekturę tego samego wieczora, ale i w moje ręce napewno wpadnie. 



Łukasz Wasilewski - Oddawaj różdżkę Phong! A to jeszcze niespodzianka z końcówki roku, udało mi się wygrać rozdanie na Instagramie u <autora> książki. Ale nie chwaliłam się nią wcześniej. Styczeń 2016 to nie jest mój miesiąc, wszystko idzie nie tak. Czekam na luty. Jedną z pierwszych porażek roku było to, że padł mi czytnik, więc nie mam jak zabrać się za tą książkę, póki nie dorobię się nowego. A szkoda, bo chodziła za mną od dłuższego czasu, a skoro już sama wpadła mi w ręce, to musi być przeznaczenie i będę zachwycona :)


Skromnie w styczniu z zakupami. Ograniczam się :) A jak z Waszymi postanowieniami? Też się ograniczacie? Czy wręcz przeciwnie, szalejące na wyprzedażach?
CZYTAJ DALEJ
sobota, 23 stycznia 2016

Denko stycznia 2016


Kolejne ogromne zużycie. I jak co miesiąc  jestem zaskoczona wielkością. Zawsze mam wrażenie, że ciągle kupuję, a praktycznie nic nie zużywam. Moim postanowieniem noworocznym było, powstrzymanie się trochę z zakupami, porządki w szufladach i zużycie w pierwszej kolejności tego co mi długo zalega. Ale ciągle jest tyle produktów, których chciałabym spróbować :P 


1. Balea - Frozen Breeze - mydełko do rąk. Od ponad roku w moim domu króluje Biały Jeleń, nie uczciła, nie wysusza, dobrze myje, dobra cena. Ale Balea jest tak mocno promowana w sieci, że musiałam ją wypróbować, co prawda zajęło mi to trochę czasu, bo sklepiki z niemieckimi produktami to zazwyczaj tylko chemia. Ale udało się przez przypadek i to w Gdyni. Więc jak mogłam się nie skusić? Wstawiłam do łazienki i od razu inne poszły w odstawkę, ładny zapach, gesty, wydajny, dobrze domywa Beauty Blender i nie robi mi pózniej krzywdy, cena dobra. Bardzo chętnie do niego znowu wrócę. 



2. Balea - Tropical Sunshine - żel pod prysznic. Nie mogło skończyć się na 1 produkcie jak już dorwałam źródło. Mimo,  że to nie jest zapach zimowy, królował u mnie w grudniu i styczniu. Mimo, że na wannie mam sporo innych. Przyjemny zapach, fajna konsystencja, nie przesusza skóry, bardzo wydajny, wcale się nie dziwie, że ma tak wielu zwolenników, przy korzystnej cenie. Mam jeszcze jeden w zapasie, ale przy okazji jeszcze wypróbuję inne nuty zapachowe.  



3. Farmona - Tutti Frutti - olejek do kąpieli i pod prysznic. Bardzo lubię ich peeling do ciała. Zapachy są super, więc miało być dobrze. Niestety nie podczas długiej kąpieli, w przeciwieństwie do soli z Pat&Rub, ten olejek strasznie wysusza skórę. Zapach i to, że się ładnie pieni już nie mają znaczenia. Niestety mam jeszcze inne zapachy, więc trzeba będzie coś wykombinować. 



4. Avon - Mrs. Frosty - płyn do kąpieli. Kupiłam ze względu na opakowanie, aby poczuć klimat świąt. Opakowanie strasznie twarde, to jakaś porażka, żeby wydobyć płyn. Zapach nie powala, przesusza skórę, mało wydajny. Nie spotkamy się więcej. 



5. Be Beauty - Maroko - olejek arganowy. Nie powala, nie zrobił mi nic złego, ale dużo bardziej wolę te wersje z drobinkami. Więc już się raczej nie spotkamy. 



6. Biały Jeleń - Szałwia i ogórek - emulsja do higieny intymnej. Mój ulubieniec od lat, wymieniam tylko <wersje>, ale najchętniej wracam do tej konkretnej. W tym temacie raczej nic się nie zmieni. Nie robi mi krzywdy i chroni od złego. Czego chcieć więcej?



7. Uriage - woda termalna. Mój kolejny <ulubieniec>. Już dawno straciłam rachubę co do ilości zużytych opakowań. Muszę mieć zapas. Używam codziennie, niezależnie od pory roku, na podrażnioną skórę zwłaszcza, ale też żeby zdjąć nadmierną pudrowość z twarzy, czy nawilżyć powietrze w nocy zanim nawilżacz zadziała. Nie znalazłam lepszej, ale też nie mogę powiedzieć, żebym się szczególnie starała. 



8. Bioderma - Sensibio H2O - płyn micelarny. Rewelacyjny płyn micelarny, wcale się nie dziwię, że jest takim hitem. Cena jest straszna, trzeba szukać na promocji, bo naprawdę warto. Bardzo dobrze domywa mi wszystko, bez konieczności tarcia, czy używania innych produktów. Nie uczula, nie podrażnia. Przyjemny zapach. Od pierwszego użycia  widać było kolosalną różnicę w jakości, porównując do wszystkich, które miałam wcześniej. Różowy Garnier, który ma być jej tańszym odpowiednikiem, nawet się Biodermy nie umywa. Jak trafię na promocję, napewno kupię kolejne opakowanie, jak nie cały zapas od razu. 



9. Physiogel - żel do mycia twarzy. Szybciej powiedziałabym, że to mleczko, bo taką konsystencję ma. Słabo się pieni. Nie skradł mojego serca, długo go męczyłam. Mimo, że krzywy mi nie robił, nie wrócę do niego. Miałam wrażenie, że skóra nie jest idealnie domytą. Niestety nie było też tak, żeby skóra po nim podrażniona nie była. Nie zachwycił i cieszę się, że to już koniec tej przygody. 



10. Pat&Rub - szampon i płyn do mycia dla niemowląt i dzieci. Dla mojego syna fajny delikatny kosmetyk. Nic mu zarzucić nie można. Dla mnie jednak jako szampon się nie nadaje. Tak jak inne dziecięce. Włosy są po nim nieprzyjemnie tępe. Ładnie się pieni. To już kolejne opakowanie, pewnie nie jedno jeszcze zużyjemy. 



11. Naobay - szampon i żel pod prysznic.  Pochodzi z pudełka BeGLOSSY. Bardzo długo stał u mnie na wannie i jakoś nie mogłam go zmęczyć. Jako szampon nie podszedł mi, włosy są nieprzyjemnie tępe w dotyku. Jako żel, nie spodobała mi się galaretkowata konsystencja, zwłaszcza, że zawsze miałam jakiś lepszy. Wykończyłam go jako płyn do kąpieli, fajny zapach ładnie się pienił, dobrze rozpuszczał w wodzie, co wcale nie jest takie oczywiste przy żelu pod prysznic. I w takim wydaniu bardzo mi się spodobał. 



12. Bambino - żel do mycia ciała i włosów 2w1. Znowu kolejny produkt dziecięcy do moich włosów się nie nadaje. Ale dla mojego syna sprawdza się świetnie. Fajna opcja do kąpieli, ładnie pachnie, dobrze się pieni, nie podrażnia, nie przesusza, dobra cena. Kolejne opakowanie, na pewno będzie więcej. 



13. Gosh - Damage Control - odżywka do włosów suchych i zniszczonych. Kolejna odżywka, która nic dla moich włosów nie robi, no może poza tym, że się mniej elektryzują. Stosowałam jako maskę pół godziny przed myciem, nic. Wykończyłam jako odżywka po codziennym myciu włosów, nic. A ponieważ szampon też nie zrobił nic dobrego, kolejnej szansy nie dam. 



14. Kallos - Go Go - odżywka do włosów suchych i zniszczonych. Miałam odżywkę <Blueberry> i byłam z niej zadowolona, no może nie byłam fanką opakowania. Ale i tu spodziewałam się aż i tylko działania. Niestety zawiodłam się. Nic nie robiła. Zmęczyłam ją, ale ucieszyłam się, że mogę się jej pozbyć. 



15. Babuszka Agafii - maseczka do twarzy, tonizująca, dla skóry zmęczonej i wrażliwej. Wiele pochwał zbiera ta firma, kupiłam kilka <produktów> i wrażenie kiepskie robią, a używam ich długo. Po nałożeniu czuje podrażnienie, które na szczęście mija, skóra jest lekko wygładzona, ale domaga się toniku lub wody termalnej, natychmiast po zmyciu. Więc dla wrażliwej skóry nie jest, ale dla zmęczonej także nic nie robi. Totalny niewypał w moim wypadku. Niestety mam jeszcze jedną, ale totalnie nie mam ochoty jej otwierać. 



16. Dax Cosmetics - Be Beauty - maseczka nawilżająca. Krótkotrwałe nawilżenie i wygładzenie daje. Ale to tyle na co można liczyć. Szkoda czasu. 



17. Purles - 111 - krem łagodząco- nawilżający. Jeden z nielicznych produktów, który zrobił na mnie takie wrażenie. Podobno skład nie zachwyca. Ale działanie już tak. Nie miałam nigdy <kremu>, który chroniłby mnie przed "burakiem" na twarzy przy zmianie temperatury. Mogłam to tylko maskować tapetą, ale i to nie zawsze dawało porządny efekt. Jedyny mój zarzut to opakowanie z którego nie można było wydostać całego kremu, którego jednak sporo zostało. 



18. Golden Rose - City Style Mascara - tusz wydłużająco-pogrubiający. Nie mam szczęścia do tej firmy, początki zachęcające, a wychodzi <bubel>. Internet zachwala, tylko ja chyba na trefne egzemplarze trafiam. Bardzo podoba mi się ich podejście, tusze są mocno zafoliowane, nie ma opcji, żeby ktoś się do nich dobrał. Pierwszy, nie wysychał wcale, nie ważne jak długo leżał. Ten był za gęsty już od pierwszego otwarcia. Niewiele go używałam, bo od początku się nie nadawał. Nadal korci mnie, żeby po coś sięgnąć, za dużo YouTuba, Instagrama i blogów, ale co się skuszę to niewypał. Chyba czas odpuścić. 


19. KillyS - magiczna gąbka 3D. <Gąbeczka> jest paskudna. Twarda, jak gumka do ścierania, nieważne jak mocno ją nasączę. Nawet wrzuciłam ją do wanny, może więcej wilgoci potrzebuje. Gdzie tam, tak samo twarda. Powiem szczerze, że gdybym od niej zaczęła przygodę z gąbeczkami, to nigdy więcej bym się na nie nie skusiła. Beauty Blenderem nakładam wszystko, jest genialny, moja tapeta skoczyła o 10 poziomów w górę. Ale ta konkretna krzywdzi moją twarz, normalnie jakbym obijała sobie czymś twardym twarz, o nałożeniu korektora pod oczy nie ma mowy, bo oko stracę. Stęplowanie nie jest dla niej, szybciej nadaje się do roztarcia podkładu, co przecież jest bez sensu. Bubel potworny, który leżał u mnie wieki, nie wiem na co liczyłam, że nie pozbyłam się jej od razu. 


Tak oto wyglądało moje mega denko  zanim się nim zajęłam. Od razu w łazience zrobiło się luźniej. Worek z plastikami też momentalnie się wypełnił. Zaliczam to do swoich noworocznych porządków :P

Poprzednie denka:
CZYTAJ DALEJ
TOP