wtorek, 31 maja 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #1

 

Dopiero początek lata i upałów, a ja już narzekam, że mi za gorąco, mimo, że kocham lato. Nic mi się nie chce, a tyle muszę. Dzień dłuższy, noc krótsza, większość czasu po pracy na dworzu spędzamy, prace domowe czekają na lepsze czasy lub po prostu deszcz. Jednak na pielęgnację zawsze znajdę czas, co oznacza, że i denka pojawiać się muszą. Oto kolejne z nich. 

CZYTAJ DALEJ
piątek, 27 maja 2016

3 produkty - tusze do rzęs - Avon, Benefit, Bourjois

 

Różne firmy, rożne szczoteczki, rożne konsystencje, spory rozrzut cenowy, a ja się będę czepiać. Mam małe oczy, głęboko osadzone. Na rzęsy przesadnie nie narzekam, są dosyć ciemne i długie. Ale przy mojej budowie oka, są szczoteczki, które ułatwiają mi życie lub je utrudniają. Moje ulubione są zazwyczaj małe i silikonowe. Nie lubię zbyt mokrej konsystencj, która zawsze odbija się na mojej opadającej powiece, więc zazwyczaj mam 3 otwarte tusze, żeby miały czas dojrzeć, zanim się za nie zabiorę. Po co mam się dodatkowo irytować z rana, wolę kawę wypić, żeby sobie ciśnienie podnieść. 

 

Avon - Mega Effects. Chyba najdziwniejsza szczoteczka z jaką miałam doczynienia. Mimo, że uważam siebie za osobę lubiąca nowości, to do niej nie mogłam się przekonać. Mam ją kawał czasu, z jakiegoś pudełka BeGlossy. Otworzyłam, użyłam, odłożyłam, zapomniałam. Podczas porządków przełożyłam do pudełka z kolorówką i znowu zapomniałam. W końcu przełożyłam do podręcznego pojemnika z kolorówką, użyłam raz i znowu odłożyłam. Ostatnio znowu jej użyłam, byłam zaskoczona, jaki ładny efekt daje, podkreślone, podkręcone i rozdzielone rzęsy, czyli wszystko czego chcę. Mimo upływu czasu formuła nadal była dobra, nie osypujące się, nie odbija się. Jedynym mankamentem jest sama szczoteczka, działa, ale nie mogę się do niej przekonać, boję się, że dziabnę się nią w oko, więc malowanie się nią zajmowało mi wieki. A ja nigdy rano nie mam czasu. Zawsze jak zerkam na zegarek pod koniec tapety okazuje się, że rzęsy powinnam była wytuszować 10 minut temu :P Mam ją już tyle czasu, że dla bezpieczeństwa swoich oczu muszę się jej pozbyć. Do szczoteczki chyba nigdy się nie przekonam. Ale formuła jest na tyle zachęcająca, że przy okazji kupię sobie jakiś inny tusz z Avonu.

 

Benefit - They're Real! Dostałam w ramach rozdania, mini zestaw. Z czego bardzo się ucieszyłam, bo było to w momencie, gdy poszukiwałam czegoś nowego i właśnie to była jedna z tych na które miałam ochotę. Uwielbiam silikonowe szczoteczki, a ta wypustka na końcu robiła dobre wrażenie i wpadła mi w oko przez pozytywne opinie. Byłam tak pewna, że się sprawdzi, zrobiłam zdjęcia do osobnej recenzji, jak tylko paczka dotarła. Taaa, właśnie je skasowałam, po co mają mi miejsce zajmować. Nie polubiłam się ze szczoteczką, z takim zapałem zabrałam się do testowania, w połączeniu z brązowa bazą, nie zagrał, grudki i sklejone rzęsy. Samodzielnie efekt ten sam. Rzuciłam w kąt, ale tak raz w tygodniu wracałam do tematu, z czasem było tylko gorzej. Tak szybko się starzeje? Jednak najgorzej było z tą włochatą końcówka, która zawsze miała na sobie najwięcej produktu. Teoretycznie przy odrobinie chęci, można to jakoś rozpracować. Ale tak jak już pisałam, nie mam czasu rano, a już na pewno nie będę go próbowała znaleźć, żeby lepiej rzęsy wytuszować, jeśli wystarczy, że zmienię tusz. Duże rozczarowanie. Pełnowymiarowy produkt, też się tak zachowuje?

 

Bourjois - Mascara Twist Up The Volume. Zakup z poprzedniej wyprzedaży w Rossmannie. Byłam jej najbardziej ciekawa. Szczoteczka, którą można zmniejszyć lub powiększyć to może być rozwiązanie na niedoskonałości mojego oka. I rzeczywiście szczoteczka w małej wersji, rozmiar idealny, pięknie rozdziela. Dobrze się utrzymuje, ale też łatwo zmywa. Więc co poszło nie tak? Tu dla odmiany formuła nie wysycha? Pół roku używania, co jakiś czas i zostaje taka sama? No dobra, można powiedzieć, że to zaleta, ale konsystencja mi nie do końca pasuje, bo muszę dać jej więcej czasu, żeby spokojnie wyjść bez konieczności sprawdzenia, czy może jednak warto zetrzeć to co się odbiło. Na początku byłam bardzo zadowolona, czekałam, aż zgęstnieje...

 

Od lewej Avon, w środku Bourjois, od prawej Benefit. 

Szału nie ma, żadna z nich nie skradła mi serca, nie spotkamy się więcej. 

3 produkty:
serum do twarzy - Pat&Rub, It's skin, Alterra
pielęgnacja okolicy oka - Pat&Rub, La Roche Posay, Alterra

- peeling do ciała - Organique, Perfecta, Bandi
CZYTAJ DALEJ
wtorek, 24 maja 2016

Ulubieńcy maja 2016

 

I znowu to samo wrażenie, kupuję, denkuję, a ulubieńców zbyt wielu wskazać nie mogę. Co miesiąc myślę, przeglądam łazienkę oraz wpisy i ... uczciwie podchodząc do tematu, a nie tylko na zasadzie, co mam nowego i używałam często, a jeszcze recenzji się nie doczekało ... Powiedzmy jednak sobie szczerze, to, że używam co dziennie, nie znaczy, że jest dobre ... :P

 

Bandi - Fem@le 35+ - Energetyzujący multiaktywny koktajl. Mój KWC. Uwielbiam, zużyłam już wiele opakowań, kupiłam wiele potencjalnych zamienników, ale moja skóra na nich nie reaguje, tak jak na ten koktajl. Nie zapycha, nie podrażnia, nie robi mi nic złego, mimo, że stosuję na całą twarz, czyli na moją mega wrażliwą okolicę oczu też. Pisałam o nim wielokrotnie, więc po co znowu ląduje w ulubieńcach? Bo znowu uratował mi skórę, ostatnich parę miesięcy zrzędzę Wam, że mam strasznie przesuszoną skórę oczu, moje obecne kremy sobie nie radzą i szukam nowych, lepszych. No to trochę czasu mi to zajęło i ciągle nie znalazłam :/ W akcie desperacji, sięgnęłam po ostatnie serum, jakie miałam w zapasie. Bingo, nie wiem, czemu wcześniej o nim nie pomyślałam, tak się zafiksowałam na kremach pod oczy, że nie mogłam wyjść poza tą kategorię. Od pierwszego użycia to samo wow co zawsze, skóra czuje się komfortowo, jest miękka i jędrna, z każdą kolejną aplikacją efekt jest lepszy. Co prawda tym razem użyłam wspomagacza, ale o tym niżej.


 

DermoFuture - Profesjonalne urządzenie masujące do usuwania zmarszczek pod oczami i w okolicy ust. Ledwie go kupiłam, a już ulubieniec? Kupiłam go trochę wcześniej, niż załapał się na wpis. Ale ciągle to zakup majowy. Od razu się przyznam, jestem gadżeciarą. Na fali mojego problemu, chwytałam się wszystkiego. Co prawda na jego recenzję nie trafiłam, ale jego braciszek do twarzy podobno fajnie się spisuje. Zamówiłam, użyłam i od razu był efekt, mimo, że używałam z produktami, które wcześniej na mnie wrażenia nie robiły, znalazłam coś co podbija działanie słabizny. Ale prawdziwych efektów doczekałam się dopiero w połączeniu z produktem, który rzeczywiście na mnie działa. W ciągu 3 dni, używałam 1 raz dziennie tego zestawu, moja skóra wróciła do normy. Czy jest to niezbędna zabawka? Na pewno nie, bez niej też bym sobie poradziła. Czy usuwa zmarszczki? Nie wiem, ale raczej w takie bajki nie wierzę, choć dzięki ciepłu, które daje substancje zawarte w kosmetykach są lepiej. Nie ma co się łudzić i oczekiwać nie wiadomo jakich efektów, to urządzenie tylko rozgrzewa miejscowo skórę ... za 100 zł. Nie namawiam, ale mi pomogło. Już nie używam codziennie, profilaktycznie, jak mam trochę spokoju i ochoty. Nie żałuję zakupu.

 

 

Charlotte Cho - Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji. To chyba pierwsza książka, która wylądowała w ulubieńcach. Internet na jej punkcie oszalał, chyba wszyscy już ją czytali. Po recenzjach uznałam, że nie warto, ale jak mi się rzuci gdzieś w oczy to zajrzę. Trafiła się promocja, więc jak to ja, kupiłam, ale nie rzuciłam się  na nią, uznałam, że może poczekać, bo mam ciekawsze książki do przeczytania. Czemu trafiła do ulubieńców? Nic nowego się z niej nie dowiedziałam, obrazki są dosyć infantylne, ale ... jest bardzo przyjemnie napisana, potwierdza większość tego, do czego sama doszłam metodą prób i błędów, a zajęło mi to prawie 30 lat. Przypomniała mi to o czym już wiedziałam, ale nie stosowałam, np. maseczka całonocna czy też w płachcie. W zabawny sposób opisuje swoje zmagania z pielęgnacją, spowodowane choćby przez lenistwo (cała ja), które stały się z czasem tak naturalne, że już nie widzi się tej pierwotnej, urojonej uciążliwości. Lubię wielostopniowy demakijaż i pielęgnację, u mnie to się sprawdza, moja skóra to lubi. Jeśli już doszłaś do tego co lubi Twoja skóra, pewnie będzie to strata pieniędzy, ale jeśli jeszcze się z nią zmagasz, może warto poczytać o ich 10 krokach i nie tylko, przykład wrzucam poniżej. Ja już do tego doszłam, teraz kolejny etap, odnaleźć idealne kosmetyki, moje zmagania w tym zakresie widzicie na bieżąco :P


 
CZYTAJ DALEJ
piątek, 20 maja 2016

Moje nowości - maj 2016

 

Nowości, nowości, ach te nowości. Kocham zakupy, co prawda nie te wielogodzinne, jak już się wyrwę z domu na dłużej, ale takie codzienne, przy okazji, cudo. Szkoda tylko, że tak mało sklepów jest otwartych przed moją pracą, choć może to zbawienie dla mojego portfela.
 

Alterra - emulsja oczyszczająca. Mój ulubieniec, a skoro tak, to przy okazji promocji zrobiłam sobie mały zapas, zwłaszcza, że pierwsze opakowanie już zdenkowałam.
Alterra - olejek do twarzy. Chyba, jedyny produkt z pielęgnacji twarzy, który pominęłam przy ataku na tą markę, zaraz po zakupie przeczytałam komentarze, że jest super, więc jednak się skusiłam.
 

Nivea - dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Czy to on jest ulubieńcem Katosu? Jakoś tak mi się kojarzy, a ponieważ od jakiegoś czasu poszukuję dobrej dwufazówki, choć i dobry płyn micelarny jeszcze chętniej znajdę, to i na ten specyfik się skusiłam. Macie swojego ulubieńca, który szczególnie dobrze usuwa oporny tusz? 

Denko.

 

Efektima - hydrożelowe płatki pod oczy. White-Compress, Hialu-Lift, Wine-Therapy. Ostatnio zachwyciły mnie płatki pod oczy z L'biotica, zwłaszcza hialuronowe. Niestety nie mogę na nie trafić. Żelowe Hialu-Lift kiedyś miałam, ale nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia, nie mniej jednak ciągle zbierają dobre recenzje, uznałam, że warto dać im szansę ponownie.
 

Be Beauty - Sunny Smile - myjący peeling do ciała. Wygląda jak peeling Farmony do ciała, który uwielbiam, musiałam się skusić, zwłaszcza, że to takie maleństwo.
 

DermoFuture - Profesjonalne urządzenie masujące do usuwania zmarszczek pod oczami i w okolicy ust. Marudzę Wam już od dłuższego czasu, że moja skóra pod oczami to pustynia, jeszcze nigdy nie była w tak złej formie, moje standardowe, dobre kremy, nie mogą podołać. Ostatnio widziałam sporo pozytywnych recenzji innego urządzenia tej firmy, do twarzy. Raz kozie śmierć, 100 zł na gadżet wydałam, liczę na cud :P
 

Dr. Scheller - Bio-Lavendel - krem dla skóry wrażliwej. TK Maxx mnie zawsze przyciąga, choć nie mogę powiedzieć, żebym wiele perełek tam kupiła. Jednak kosmetyki zawsze mnie przyciągają. Wokół tego kremu chodzę już dłuższy czas, a że tym razem poszłam tam mając więcej czasu i bez mojego 2 latka, tak nawet mama czasami ma wychodne, a raczej dzień wolny rozpisany, bo więcej trzeba było ogarnąć, niż tylko zakupy. Ale i zakupy w napiętym grafiku zostały ujęte, więc nowy krem ze mną przywędrował do domu. 

 

Bed Head - szampon Style Shots i odżywka Urban Anti-Dotes Recovery. To chyba najbardziej planowany/nieplanowany zakup tego miesiąca. Wykończyłam po pół roku swoją ulubioną czerwoną odżywkę z tej firmy o wiele wyjaśniającej nazwie Resurection, a ponieważ nie była jedyną, której używałam, a zdecydowanie jedyną, która działała, więc poszłam z zamiarem kupienia dwupaku. Na miejscu jednak zobaczyłam coś innego i moja miłość do nowości wygrała połowicznie, bo skusiłam się teoretycznie na tą samą odżywkę, tylko stopień słabszą, a dorzuciłam do tego szampon. Weekend się rozpoczyna, sprawdzę, jakby jednak się okazało, że nie trafiłam, to na początku tygodnia szybko nadrobię tą wpadkę. 

Pozostałe majowe zakupy:
- Purles
- Shamasa
- Khiel's
- GlamSHOP
- Promocja w Rossmannie - Dłonie/Usta
- Promocja w Rossmannie - Oczy
CZYTAJ DALEJ
środa, 18 maja 2016

Zakup specjalny - Purles

 

Parę dni temu otworzyłam ostatnie serum, zapasu brak, z jednej strony super, bo pozbyłam się tego co mi już długo zalegało. Z drugiej strony panika, bo nie miałam pomysłu, jakie kolejne kupić. Niby wybór jest duży, aż za duży, ale nic mi jednak aż tak nie wpadło w oko, żebym musiała to już mieć. W takich momentach jesteście nieocenione. Jedna z Was, Aneta W, ma podobną skórę do mojej, odkrywa właściwości marki Purles. Miałam ich krem łagodzący i byłam nim zachwycona, jedyny, który tak kompleksowo i zaskakująco działał na moją skórę. Czy jest lepszy moment, żeby sprawdzić, czy reszta produktów dorównuje temu pierwszemu? Podczas zamówienia musiałam się powstrzymywać, zachęcająco wyglądało wiele produktów. Zamowienie złożone podczas weekendu, we wtorek było już u mnie. 

 

102 - Ryżowy Eliksir. Kompleks rozjaśniający, redukujący przebarwienia. Wzrost poziomu nawilżenia skóry, wygładza i niweluje płytkie zmarszczki. Tyle obiecuje producent, ja liczę tylko na rozjaśnienie przebarwień z utrzymaniem poziomu nawilżenia. Uwielbiam go do tego stopnia, że wylądował w ulubieńcach czerwca i zamawiam kolejne opakowanie :)

 

 

104 - Ryżowy Krem. Preparat rozświetla, rewitalizuje, zmniejsza pory i delikatnie matuje. Czyli wszystko czego potrzebuje od kremu na dzień. Ulubieńcy. Denko.


 
110 - Łagodzący Eliksir. Koi, redukuje zaczerwienienia, ujędrnia skórę i wygładza zmarszczki. Jeśli działa równie dobrze, jak krem z tej serii to będę zachwycona. Denko.

 

 

120 - Eksfoliujący Krem Wzmacniający. Redukuje rumień, wzmacnia odporność skóry. Obkurczeniu naczyń krwionośnych, poprawa poziomu nawilżenia i złagodzenie stanów zapalnych skóry. Powiem szczerze, że ten produkt ciekawi mnie najbardziej. Ale będzie musiał sobie poczekać do jesieni ze względu na kwasy w składzie. Co prawda wystarczy używać na dzień kremów z filtrem, ale po co ryzykować. 

 

 

Próbki:
- 119 - Odnawiający Krem Eksfoliujący 
- 121 - Odżywczy Krem z Komórkami Macierzystymi
- 122 - Rozświetlająca Baza SPF 50+
- 132 - Smart - Krem Balansujący

Pozostałe majowe zakupy:
Moje nowości
Shamasa
Khiel's
GlamSHOP
Promocja w Rossmannie - Dłonie/Usta
Promocja w Rossmannie - Oczy
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 16 maja 2016

Denko maja 2016 - część 3


Ach te zużycia, ciągle coś mi się kończy. Uwielbiam ten moment, kiedy kończy mi się coś, nawet ulubieniec. Koniec jednego oznacza, nowe najczęściej nieznane i tą niewielką szansę na super kosmetyk. Mam wrażenie, że to jak gra w lotka 😜

 

Alterra - oczyszczająca emulsja do twarzy. Fajny produkt w niskiej cenie. Wyładował w ulubieńcach, a dla podkreślenia tego jak bardzo przypadł mi do gustu, napiszę tylko, że ostatnio kupiłam 3 kolejne opakowania. 

 

Garnier - Fructis - odżywka wzmacniająca. Coś tam robi, przynajmniej na początku widać było różnicę, która z czasem przestała być zauważalna. Ale to też tylko efekt na chwilę, codziennie pod prysznic znośna, ale nie widzę powodu, żeby do niej wrócić. 

 


Organique - peeling cukrowy. Pisałam o niej w mini porównaniu 3 produktów. Delikatny, przyjemny, do codziennego użytku. Chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę. 

 

Veet - krem do depilacji. Fajny, skuteczny, nie podrażnia, ale jednak wolę maszynkę, szkoda mi czasu na taką zabawę, choć efekt na pewno utrzymuje się dłużej. Co jakiś czas do nich wracam, więc pewnie jeszcze się skuszę. 


Alterra - intensywnie nawilżające serum do twarzy. Tanie, dobrze się wchłania. Na moje potrzeby jednak za słabe, pod koniec zaczęło mi się rolować na twarzy. Nie uczula, nie podrażnia. W porównaniu z dużo droższymi produktami wypadło całkiem fajnie. Ale szukam dalej swojego ideału. 

 

L'biotica - kolagenowe płatki pod oczy. Muszę przyznać, że robią to co producent obiecuje. Mankamentem jest tylko ich ilość, 3 zestawy to jednak niewiele. Ale chętnie sięgnę po nie znowu, jak tylko na nie trafię. 

 


Marion - delikatny płyn do demakijażu oczu. Porażka, oczy mi płyną ledwie przyłożę wacik. Zużyłam do demakijażu twarzy, oczy zmywałam Biolaven. Wyładował w mini porównaniu produktów do demakijażu. Na pewno do niego nie wrócę. 

 
Pat&Rub - łagodząco-nawilżająca maska do twarzy z biopudrem ryżowym. Leżała i czekała na lepsze czasy, jak już zaopatrzyłam się w pędzelek do nakładania maski nie było kolejnej wymówki. Porcja ogromna, następna podzielę na 2 porcje. Trzeba z nią działać szybko, zastyga ekspresowo. Chłodzenie i łagodzenie natychmiastowe, natychmiastowa ulga. Wszędzie gdzie nałożyłam mega grubą warstwę schodzi bez najmniejszego problemu, gorzej tam gdzie było jej mało. Skóra po zdjęciu jest mega gładka, efekt utrzymuje się jakieś pół godziny po nałożeniu, potem powoli wszystko zaczyna wracać do normy. Więc na długotrwałe efekty nie ma co liczyć. Ale doraźnie na podrażnioną, palącą skórę, cudo. Cena...wysoka, jak na produkt jednorazowy. Ale to przy takiej wrażliwej, skłonnej do podrażnień skórze jak moja, chyba warto mieć ją w szufladzie na wszelki wypadek. 

 

Eveline - 8w1 - skoncentrowana odżywka do paznokci ze złotymi drobinkami. Uwielbiam tą odżywkę, póki co krzywdy mi nie robi, choć jestem na to wyczulona. Jednak przekazuję ją dalej, bo te drobinki nie przypadły mi do gustu, mimo, że nie są nachalne, nie wyczuwam ich pod palcem, ale ... nie powala mnie teb efekt na mojej płytce, pewnie jakby to był top, to inaczej bym to odbierała, ale jednak klasyczna bardziej mi odpowiada. Nic złego o niej powiedzieć nie mogę, kwestia gustu

Poprzednie denka:
czerwiec 2015
CZYTAJ DALEJ
sobota, 14 maja 2016

3 produkty - peeling do ciała - Organique, Perfecta & Bandi

 

Były produkty pod oczy, serum do twarzy, teraz czas na peelingi od których zaczynam być uzależniona. Moja skóra ramion nie jest piękna. Mam pełno krostek, czasami białych, czasami czerwonych. Nic strasznego, mało estetyczne, ale mam od wieków, łatwe do ukrycia pod ubraniem, więc jakoś nigdy nie zajmowało mnie to szczególnie. Zapalenie mieszków włosowych na tle hormonalnym najprawdopodobniej. Regularne złuszczanie i nawilżanie powinno mocno ograniczyć problem. Jestem leniem i zawsze mi się wydawało, że peeling to tyle czasu i roboty, więc to olewałam aż do lata. Zestarzałam się, dorosłam...jak zwał tak zwał, peeling zagościł na mojej wannie. Tylko, że stosuję go inaczej. Nie całe ciało za jednym zamachem, szkoda mi czasu na to nadal. Ale za to codziennie pod prysznicem, a nie 1 raz w tygodniu. Codziennie trochę inna partia ciała, a ramiona 3-4 razy w tygodniu. Nie znęcam się nad sobą przesadnie. Prysznic wydłużył mi się max o 2 minuty, jeśli wcale, bo robię to w czasie kiedy odżywka na włosach działa. Wysiłek praktycznie żaden, efekt porządany osiągnięty.  

 

Organique - Sugar Whip Peeling - cukrowa pianka peelingująca do ciała.  Dostałam kiedyś w BeGlossy. Leżał i leżał i gdyby nie porządki w kosmetykach, pewnie jeszcze gdzieś by leżał w zakamarkach moich szuflad. Ale trafił też na dobry okres, że lubię peelingi i mam mocne postanowienie wykańczania produktów zanim skończą datę ważności, a nawet zgodnie z zasadą pierwsze przyszło, pierwsze wyszło. Długo nie mogłam się do niego przekonać. Żalach nie powala, choć nie jest nieprzyjemny. Konsystencja na początku mocno zbita, jak na coś co ma być pianką. Ale jak już wykopie się dołek to łatwiej się dobrać do produktu. Dosyć dobrze rozprowadza się na mokrej skórze i dopiero w kontakcie z wodą tworzy się pianka z drobinkami peelingujacymi, które szybko się rozpuszczają. Peeling jest łagodny, spokojnie można używać codziennie. Bardzo komfortowy, słabo działający. Skóra po nim nie jest prawie wcale podrażniona, nie ma uczucia ściągnięcia czy pieczenia.  Chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę, choć fanką tego typu opakowań nie jestem. 

 

 

Perfecta - Miss Marine - perfumowany peeling do ciała. Był dodatkiem do jakiejś gazety na której mi zależało. Był bo był, leżał aż tak jak poprzednik doczekał się porządków. To już mocniejszy zdzierak, dosyć płynny, drobinki peelingujące przypominają piasek, łatwo można z nim przesadzić, ale też szybciej i łatwiej osiągnąć mocne oczyszczenie. Zapach ma rzeczywiście perfumowany, choć w życiu bym nie wpadła, że to połączenie morskiej pianki i tropikalnej plaży, nie w moim guście. Jak mocniej potrę to potem odczuwam dyskomfort, skóra jest gładka, ale też lekko piecze i jest ściągnięta, mimo, że nigdy z peelingami nie przesadzam to jednak jestem wrażliwcem. No i skład nie powala SLS już na 2 miejscu, PEGi... Wykończę i raczej, nie wrócę, choć efekt zły nie jest. 

 

 

Bandi - Body Care - peeling ryżowy do ciała. Wygrany przy okazji jakiegoś rozdania, właśnie do mnie dotarło, że żaden z tu pokazanych produktów nie jest moim świadomym wyborem. Mam słabość do tej firmy. Ale ten peeling mnie nie zachwyca. Daje mu szansę już jakiś czas, ale mocno na siłę, bo chętniej sięgam po poprzedników. Zapach średni, choć delikatny. Gruboziarnisty, zawieszony w tłustym żelu. Żeby dobrze pozbyć się naskórka trzeba włożyć w to trochę wysiłku. Można nim podrażnić skórę, ale ma potem uczucia ściągnięcia. Tylko skóra, zwłaszcza dłoni, po jego użyciu jest jakaś taka tępa. 

 

Od lewej Organique, w środku Perfecta, od prawej Bandi. 

Najchętniej wrócę do Organique, choć nie jest ideałem. Dwa pozostałe wykończę i daruję sobie spotkanie z nimi w przyszłości. 

3 produkty:
- serum do twarzy - Pat&Rub, It's skin, Alterra
- pielęgnacja okolicy oka - Pat&Rub, La Roche Posay, Alterra
CZYTAJ DALEJ
TOP