czwartek, 30 czerwca 2016

3 produkty - demakijaż oczu - Sylveco, Nivea, Bielenda

 

Płyn micelarny to dla mnie produkt pierwszej potrzeby. Używam ich dużo, praktycznie codziennie, nie wyobrażam sobie demakijażu bez niego. Zawsze zaczynam od niego, zmywam do czysta wszystko co rano na nią nałożyłam. Co prawda na nim się nie kończy, bo potem co najmniej jeszcze na pewno użyję żelu, ale często też wciskam olejek pomiędzy. Niestety płyn micelarny, planowi nie równy. Miałam okres, że trafiałam na słabizny, które miały problem z mocniejszym tuszem L'oreal Feline, który wodoodporny nie jest. Więc mimo, że drażni mnie używanie micela do twarzy i dwufazówki do oczu i na te drugie się skusiłam, żeby mieć porównanie, czy warto jednak je w domu mieć. Już jedno porównanie robiłam: Dermedic, Tami, Marion, Garnier i Biolaven.

 

Bielenda - Regenerujący płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1. Wacik nim nasączony to jest ten wyżej. Trochę się pieni, czego nie lubię, przyjemny zapach, daje uczucie odświeżenia, ładnie ściąga to czego chcę się pozbyć. Całkiem poprawny, gdyby nie to, że moje oczy szczypią i pieką, a nie mam w zwyczaju wlewać sobie tam produktów. Zużyłam do zmywania twarzy, a do oczu zmuszona byłam używać innego. Nie wrócę i nie polecam dla wrażliwców. Denko.

Sylveco - Lipowy płyn micelarny. Zawiedziona Biolaven i do tego byłam od początku nastawiona sceptycznie. Niestety moja skóra nie cieszy się tak bardzo jak używam kosmetyków naturalnych, jak bym się spodziewała. Na obu zdjęciach wacik nasączony tym płynem znajduje się na dole zdjęć. Dobrze domywa, nie uczula, nie podrażnia. Zapach, kolor, konsystencja bez zarzutu. Dobry skład, produkt krajowy, cena przyzwoita, dostępność coraz większa. Nie ściąga i nie podrażnia mojej wrażliwej skóry, co niestety mogę zarzucić wielu produktom. Nie będę udawać samo pocieranie podrażnia skórę, a on daje mi komfort na godziny, jak nie mam czasu nie muszę już lecieć i myć twarzy żelem, bo nie wytrzymam dłużej. Powiem szczerze, nie mam się do czego przyczepić. Bardzo dobry płyn, chętnie kupię ponownie. Polecam. Zdenkowany

Nivea - Dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Podobno hit. Ja nie jestem fanką dwufazówek, przez tłustą powłokę i to, że do reszty twarzy powinnam użyć innego produktu. Ale są tusze, które do usunięcia potrzebują więcej. Ładnie domywa, choć efekt powalający w stosunku do zwykłych miceli nie jest. Zostawia tłustą powłokę, co niby jest ok dla wrażliwców, bo skóra nie będzie podrażniona, większość z tej powłoki się wchłania, ale jest. Na twarzy jeszcze efekt ok, ale co zaskakujące podrażnia mi skórę pod oczami, samo oko nie koniecznie, ale wrażliwa skóra tej okolicy reaguje na produkt, jakbym nim solidnie popierała, mimo że po chwili jest już dobrze i tłusta powłoka daje komfort. Powiem szczerze, że jest to dziwna reakcja, jak dla mnie. Nie kupię ponownie. Denko.

 

Żaden nie był bardzo zły. Moja okolica oka i ogólnie skóra jest wrażliwa, przez co sporo produktów nie spełnia oczekiwań, dobrze zmywać i nie robić krzywdy. Do Bielendy i Nivea nie wrócę. Ale za to Sylveco bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, co prawda czytałam o nim wiele dobrego, ale najwięcej pochlebnych opinii było z początkowego okresu wchodzenia firmy na rynek. Cieszę się, że jednak dałam mu szansę, Wam też go polecam, jeśli jakimś cudem jeszcze go nie próbowałyście. 

3 produkty:
serum do twarzy - Pat&Rub, It's skin, Alterra
pielęgnacja okolicy oka - Pat&Rub, La Roche Posay, Alterra

peeling do ciała - Organique, Perfecta, Bandi

tusze do rzęs - Avon, Benefit, Bourjois


Posty z czerwca 2015:

Dermedic - HYDRAIN2
Michael Bond Paddington. Kolejne historie
Ulubieńcy czerwca 2015
Denko czerwca 2015
BeGLOSSY czerwiec 2015
Z archiwum X - komiks

CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 27 czerwca 2016

Trochę blasku - moje rozświetlacze - część 3 - Melkior, Lovely, Wibo

 

Ja się nie nadaje do temperatur koło 30 stopni. Nic mi się nie chce. Siedzę jak zombie i czekam aż dzień się skończy licząc, że jutro będzie chłodniej. Czy Wy też macie wrażenie, że latem kierowcy gorzej jeżdżą? Dziś jest znośnie, więc czas coś zrobić. Praca odchudzona, pranie się suszy, obiad gotowy, mam czas na kawę z Wami. Kocham rozświetlacze, choć raczej nie zrobię sobie popularnego ostatnio makijażu tylko rozświetlaczami. Tego nikt by nie zniósł przy mojej mieszanej skórze. Mam ich zdecydowanie za dużo, jak na minimalne ich zużycie. A na denko mogę liczyć tylko jak się, któryś rozsypie w drobny mak. Po co produkują je takie duże? 

 

Melkior - puder mozaikowy - Light Touch. 11g i 6 miesięcy na zużycie od otwarcia. Która z Was byłaby wstanie go zużyć? Jestem ciekawa czy profesjonalista jest wstanie tego dokonać. Dobra, czas przejść do sedna. Piękny jest, mój ulubieniec od momentu kupna, wypchnął wszystkie inne, jedyny minus to opakowanie, które już w pierwszym tygodniu pękło. To naprawdę jest puder, dający bardzo ładny, jasny kolor, który dobrze zgrywa mi się z podkładami. Nie odcina się, a na twarzy mam różowe tony, które staram się niwelować bardziej żółtym podkładem. Zarówno na zimę, jak i na lato. Pudrować sprawia, że jest super na dzień, a nie będę udawać, tylko dzienne makijaże do pracy robię. Ładnie odbija światło. Po starciu chusteczką zostawia taflę z odrobiną malutkich drobinek. Od razu przyznaję się, ja widzę drobinki w każdym rozświetlaczu, mimo że słyszę, że ich tam nie ma.


 
Lovely - rozświetlacz do twarzy o ciepłym odcieniu - Gold Highlighter. 2g, o ile dobrą informację znalazłam, zużyć w 12 miesięcy, to już bardziej realne. Zwłaszcza jak spadnie, wtedy nie ma co ratować, bo zostaje tylko pyłek. Wiem, bo to mój drugi. Kolor jest śliczny złoty, choć dla mnie wygląda prawie, jak kultowy szampański Mary-Lou. W zależności od ilości, rozdarcia, kąta pod którym się patrzy, czyli na twarzy, przy normalnej ilości nakładanego rozświetlacza różnica praktycznie niezauważalna, Lovely jest bardziej żółto-złoty oraz daje większy blask, taflę. Wolę Lovely. Mary-Lou mam, ale jej praktycznie nie używam, zawsze znajdę inny rozświetlacz po który chętniej sięgam. Różnica w cenie regularnej prawie 7 krotna. Dostępność oraz możliwość kupna z dużym rabatem też przemawiają na korzyść Lovely

 

 

Wibo - rozświetlacz prasowany - Diamond Illuminator. Piękny jasno złoty kolor. Chłodniejszy od Mary-Lou i Lovely, daje piękną taflę, chyba jeszcze bardziej uniwersalny dla naszych jasnych karnacji.  6 miesięcy na zużycie, prawdopodobnie 2 gram, niestety nie znalazłam tej informacji, na stronie producenta nie ma co na nią liczyć. 

  

 

Od lewej: The Balm - Mary-Lou Manizer, Lovely - Gold Highlighter, Wibo - Diamond Illuminator, Melkior - Light Touch. 

Ze wszystkich jestem zadowolona, każdy mi się podoba, gdyby nie moja obsesja na tym punkcie, to każdy z tych 3: Lovely, Wibo, Melkior byłby dla mnie satysfakcjonującym zakupem. Różnice przy dziennym subtelnym makijażu są niewielkie. Polecam je wszystkie. Ale jestem przez większość roku bladziochem, nie lubię się opalać, więc Melkior wygrywa. Ale lato dopiero się zaczęło, jako młoda mama dużo czasu spędzam na dworze, filtry to jedno, ale zawsze jednak trochę słońca złapię, więc pewnie dojdzie do zmiany rozświetlacza w stronę bardziej Gold. 

Trochę blasku - część 1
Trochę blasku - część 2

3 produkty:
serum do twarzy - Pat&Rub, It's skin, Alterra
pielęgnacja okolicy oka - Pat&Rub, La Roche Posay, Alterra

peeling do ciała - Organique, Perfecta, Bandi

tusze do rzęs - Avon, Benefit, Bourjois

Posty z czerwca 2015:

Dermedic - HYDRAIN2
Michael Bond Paddington. Kolejne historie
Ulubieńcy czerwca 2015
Denko czerwca 2015
BeGLOSSY czerwiec 2015
Z archiwum X - komiks

CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 20 czerwca 2016

Ulubieńcy czerwca 2016


Jak to możliwe, że czas mi tak szybko leci? Dopiero co wybierałam majowych ulubieńców, a już na czerwcowych przyszedł czas. Już nawet nie wspominam jak bardzo nie ogarniam urodzin i imienin. Ciągle coś, dajcie spokój, ile można. Już nawet nie wspominam o rocznicach, latka lecą, zmęczona jestem, ale jeszcze staro się nie czuję. Jako dzieciak miałam wrażenie, że dni są strasznie długie. Teraz godziny mijają jak minuty, a doba jest zdecydowanie za krótka. Dobra koniec marudzenia i marnowania Waszego czasu. Przechodzę do konkretów. 

 

Mokosh Cosmetics - Hydrolat róża. Dopiero zaczynam odkrywać dobrodziejstwa tonizowania skóry. Na razie przechodzę przez kolejne produkty po omacku. Jednak od początku różnica między używaniem, a nie używaniem, była zauważalna. Z każdym  kolejnym produktem bardziej. Do tego stopnia, że moja ukochana woda Uriage stoi nie używana. Fajne szklane opakowanie, na reszcie przyzwoite etykiety, którym da się zrobić czytelne zdjęcie, swoją drogą bardzo przyjemne w dotyku. 

 

Same widzicie, że skład wygląda przyjemnie. Obietnice producenta jeszcze bardziej. Więc będę się czepiać, atomizer mógłby podawać bardziej rozproszony produkt. Zapach wcale nie jest subtelny, to bardzo intensywna róża, ja podczas spaceru alejką różaną podczas gorącego, letniego dnia. Wygładza, regeneruje i napina? Tak. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia? Tak, ale ... może być ich powodem, gdy rozpylę go za dużo. Dzięki czemu robi się dużo bardziej ekonomiczny. Pielęgnuje wrażliwe okolice oczu? Tak, skóra po użyciu czuje się bardzo komfortowo, ale znowu nie można przesadzić z ilością, bo samo oko ucierpi. 

 

Dostałam go w Naturalnie z pudełka, używam go na razie tylko jako tonik zazwyczaj na wieczór. Szybko pochłaniał moje zapędy stosowania, go w za dużej ilości, ale poza tym jestem mega zadowolona, skóra po tak krótkim czasie jest zauważalnie bardziej jędrna. 
Wylądował w porównaniu 3 produktów z Shamasa i Ziają.

 

 

Purles - Ryżowy eliksir. Uwielbiam serum, ale nie mam do nich szczęścia. Do tej pory trafiłam tylko na jedno, które moja skóra kocha, oczywiście mam na myśli koktajl z Bandi. Z marką Purles miałam wcześniej tylko raz do czynienia, ale byłam mega zadowolona, więc nadszedł czas na kolejne podejście. I tak po 2 latach poszukiwań znalazłam zamiennik dla swojego ulubionego serum. Ryżowy eliksir nawilża i wygładza, super nadaje się pod makijaż. Nie zgodzę się tylko z tym uczuciem lepkości, które ma nie występować, u mnie występuje, ale nie stosuję go samodzielnie, tylko pod krem lub podkład, więc zupełnie mi to nie przeszkadza. No dobra, pewnie już myślicie, co w nim takiego zachwycającego. Robi to czego poszukuje, a inne produkty mimo obietnic mi nigdy tego nie dały. Rozjaśnia i redukuje przebarwienia!!! Nie tam gdzie myślicie... pod oczami. Większość kobiet, które znam nie ma z tym większych problemów, nawet jeśli tak twierdzi. Ja mam ciemne szaro-brązowe obwódki. Jak panda. Z wiekiem, rozwojem Hashimoto i chronicznym niewyspaniem, sporo młodych mam wie o czym piszę, okolica ta staje się coraz większym moim problemem. W końcu ile korektora muszę nawalić, żeby je zakryć, produkt pierwszej makijażowej potrzeby, co doskonale widać po moich zakupach. Powiem Wam, że przeżyłam szok, jak się w końcu zorientowałam co widzę. Śmieszne to było, bo niesymetryczne. Skóra pod prawym okiem zareagowała szybciej, jakbym tylko jedno miała podbite. Efekt jest tak fajny, że ostatnio nie używam korektora, zadowalając się tylko podkładem. Nie powiem, że się pozbyłam problemu, ale znalazłam w końcu produkt, który rzeczywiście na mnie działa. Nie podrażnia, nie zapycha, dogaduje się z innymi produktami. Jego jedyną wadą jest wydajność, choć to może wynikać z mojej nadgorliwości i nakładania 3 pompek. Na chwilę obecną, mimo, że mam kolejne produkty w szufladzie, myślę tylko o tym, że muszę zamówić kolejne opakowania. 

 

 

Ecodenta - Ekologicza wybielająca pasta do zębów w czarnym kolorze, zawierająca węgiel drzewny i Teavigo. Kto by pomyślał, że zachwycę się pastą do zębów. O tych czarnych słyszałam od dawna, ale uznałam, że to tylko kolejny gadżet, moda, która zaraz przeminie. Aż trafiła do mnie jak prezent za 4 miesięczną subskrypcję Naturalnie z pudełka. Jakie robi wrażenie? Czarny kolor trochę odrzuca na początku, szara piana też, ja wiem, że to tylko kolory, ale zupełnie nie kojarzą się z czystymi, białymi zębami. Smak jak inne pasty wybielające, więc do łagodnych bym jej nie zaliczyła, ale ja to lubię. Efekt polerki, zwykła szczoteczka, mniej niż przepisowe 3 minuty, nie starałam się przesadnie, a zęby były super gładkie. Takie jak po szczoteczce elektrycznej. Ostatnio ciągle przesuwam językiem po zębach, tak przyjemnie gładkie są. Dodatkowo ten efekt się utrzymuje bardzo długo. Efekt wybielający i działanie antybakteryjne to długotrwały proces, przynajmniej w pierwszym aspekcie w cuda nie liczę. Ale na chwilę obecną jestem mega pozytywnie zaskoczona. I na co mi przyszło, nawet pastę do zębów będę musiała zamawiać :P

 

Znowu niewielu ulubieńców, ale takich do których już planuję wrócić. Zwłaszcza eliksir Purles powalił mnie na łopatki :D Nie chcę się jednak zamykać tylko na kosmetycznych ulubieńców. Więc podzielę się z Wami moją, a w sumie miłością mojej rodziny do Jamesa Cordena i jego Carpool Karaoke. Mam nadzieję, że i Wam czerwiec poza truskawkami przyniósł perełki kosmetyczne :)


Poprzedni ulubieńcy:
CZYTAJ DALEJ
piątek, 17 czerwca 2016

Moje nowości - czerwiec 2016

 

Nic nie potrzebuję, nic nie kupuję, więc czemu jak zbiorę tą drobnicę to wyglada jakbym pół sklepu wyniosła?

 

Curaprox - Szczoteczki do zębów. Zainteresowała mnie nimi Kosmetyczny Fronesis. Ale pod zdjęciem na Instagramie wiele dziewczyn też się nimi zachwycało. Co mnie zdziwiło, w końcu szczoteczka to szczoteczka. Zupełna nowość dla mnie, ale chyba dorosłam już do tematu na tyle, żeby w końcu zacząć go zgłębiać. Muszę przyznać, że producent bardzo fajne gratisy dorzuca, a przesyłka powyżej 100 zł jest darmowa.
Pasta Black is White - zdenkowana, bez szału.

 

Estemedis - Odmładzająca, kolagenową maska na tkaninie. Nigdy nie byłam fanką maseczek w tej formie, ale po przeczytaniu Sekretów urody Koreanek, zdecydowanie bardziej interesuje mnie ten temat. Mimo, że póki co ze słabym rezultatem. 

 

Body Club - Maski w płachcie. Ciąg dalszy tematu. Choć im dłużej o tym myślę tym bardziej nieekonomiczne mi się wydają. 

 

Bath Aromatherapy - Tabletki do stóp. Lato zmusza nawet największego lenia do zwrócenia uwagi na swoje stopy. Dobrze się rozpuszczają, fajnie pachną, przyjemnie natłuszczają stopy. Niezła opcja przy złuszczaniu mechanicznym. 

 

Farmona - Kremowy peeling myjący. Lubię ich peelingi, fajnie pachną, porządnie zdzierają. A takiego jeszcze nie miałam. Od razu wyładował pod prysznicem. Świetny jest, ale jeśli chcecie zobaczyć, jak wypada w porównaniu z Fresh&Natural oraz Perfectą to zestawiłam go we wpisie 3 produkty.

 

Body Club - Mydełka glicerynowe. Oj tam nie będę ściemniać wpadły mi w oko. Od lat nie używam mydła w kostce, zawsze w płynie. Po prostu bardziej higieniczne dla mnie jest. Zobaczymy...

 

Bell - Wosk do brwi w kredce. Podobno fajna, a ponieważ ciągle nie znalazłam idealnej opcji na swoje niesforne, ale jednak całkiem przyzwoite brwi, to co jakiś czas się skuszę na coś nowego. Szukam, choć tak naprawdę nie jest to niezbędny element mojego makijażu. 

 

Body Club - Balsam do ust. Ach te moje uzależnienia. Kocham balsamy do ust. Mam ich tony, a i tak zawsze przytaszczę kolejny. Co z tego, że to tylko wazelina w słodkim opakowaniu :P

 

Foam Makers. Jedna z Was na Instagramie pisała, że są bardzo fajne, dają dużo piany, nie barwią wanny. Pachną delikatnie, piany wiele nie dają, ale może to przez moja dużą wannę, na którą wrzuciłam jednego pianotwora. Gadżet, nic więcej.

 

Agata Jankowska i Michał Pozdał - Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta. Wydawnictwo Świat Książki. Na dzień ojca, mój mąż dostanie książki. Mało widzę takich o ciekawej tematyce, ale ta jakoś mi wpadła w oko.

 

Tomasz Bułhak - Tata w budowie. Felietony o tym, jak być ojcem i zwariować (ze szczęścia). Tytuł jest boski. Musiałam ją kupić, nie tylko dla męża, ale sama też chętnie do niej zajrzę :P Nie wiem jak Wy, ale my lubimy poszerzać naszą wiedzę, nie do wszystkiego się stosujemy, ale czasami uda się wyciągnąć coś ciekawego dla siebie. Zwłaszcza jeśli jest szansa, na dobre treści przekazane z jajem :P

 

Ziaja - pasty do zębów dla mojego malucha, bo do tej pory żadna dziecięca, nie przypadła mu do gustu, na wszystkie się krzywi, nie chce go zniechęcić póki ma mega zapał i frajdę ze szczotkowania. Ale nie byłabym sobą, gdyby i dla mnie coś nie wpadło. Krem/maska do skóry wokół oczu, chodziła za mną od dawna, bardzo dobre recenzje zbiera, ale obiecałam sobie, że będę firmy unikać, bo mi się nic z niej tak na prawdę nie sprawdza. 3 produkty.

 

Kropla Zdrowia - Mydło naturalne w płynie z nanosrebrem i białą glinką. Te z Was, które miały kiedykolwiek problemy ze skórą twarzy, zwłaszcza trądzikiem, pewnie od zawsze słyszały o zbawiennym działaniu srebra i wszelkich glinek. A połączenie ich w mydle, to może być strzał w 10. Wyrób medyczny, kupiony w aptece i to jeszcze za jakieś grosze. 
Zdenkowane.

 

Golden Rose - Mineral Terracota Powder 02 oraz Sheer Shine Stylo Lipstick 10. Nieee miałam się nie zbliżać do nich, ale zobaczyłam recenzje Hani i mnie poniosło ;P

Posty z czerwca 2015:

Dermedic - HYDRAIN2
Michael Bond Paddington. Kolejne historie
Ulubieńcy czerwca 2015
Denko czerwca 2015
BeGLOSSY czerwiec 2015
Z archiwum X - komiks

CZYTAJ DALEJ
wtorek, 14 czerwca 2016

Zużyte czy nie, pozbywam się #2

 

Ale mi się ten czerwiec zaczął, oddechu złapać nie mogę. A ten ostatni tydzień to już wogole masakra. Wysiadła mi żarówka w samochodzie. Pojechałam do mechanika, typowa baba! Niestety u mnie, żeby zmienić żarówkę trzeba wyjąć akumulator. W to z 2 latkiem bawić się nie będę. Umówiłam się, Pan wymienił w 30 minut, 15 zł. Żyć nie umierać. 

CZYTAJ DALEJ
piątek, 10 czerwca 2016

Real Techniques vs Beauty Blender

 

Ach te gąbeczki, tyle szumu o ... No właśnie o co? Zaczęłam od oryginału, zamówiłam Beauty Blender z ciekawości, nie wierzyłam w jego cudowne właściwości. W tym wypadku ciekawość okazała się pierwszym krokiem do lepszej tapety. Pokochałam tą gąbkę tak mocno, że pędzle do podkładu kurzą mi się od roku. Ale przecież nie spocznę na laurach, może znajdę lepszą tańszą? Początki poszukiwań nie były najlepsze. Fatalny KillyS, beznadziejny Melkior ... Już miałam sobie odpuścić, ale była jeszcze jedna taka mocno polecana. 

 

Real Techniques. Pokochałam ją od pierwszego zmacania, a przepadałam całkowicie od pierwszego użycia. Jest cudownie delikatna. Śmiem nawet powiedzieć, że bardziej delikatna i przyjemna w dotyku od BB, choć różnica jest praktycznie znikoma. Odrobinę bardziej zbita. Zdenkowana, nowa w użyciu.

 

Największą zaletą RT jest jej ścięta dupka. Niby nic, a tak bardzo ułatwia rozprowadzanie podkładu. Większa powierzchnia przyspiesza cały proces, ułatwia mi też rozprowadzenie korektora pod oczami, idealnie się tam wpasowuje. Powiem szczerze, że właśnie przez tą płaską powierzchnię, wcale nie czułam potrzeby wyciągania nowego BB, który czekał cierpliwie w szufladzie

 

Najwieksza wada gąbeczki z RT, to jej trwałość. Kupiłam ją w drugiej połowie marca, szybko, ale zadłużenie wyładowała w ulubieńcach. Jednak, jak łatwo można policzyć, nie używam jej jeszcze pełne 3 miesiące, a same widzicie, że pięknie nie wyglada. Fakt, nie traktuję jej z jakimś szczególnym pietyzmem, ale bez przesady. BB po 9 miesiącach wyglądał lepiej, wtedy to go uśmierciłam, nie dlatego, że już się nie nadawał, a ze zwykłej ciekawości, co też znajdę w środku. 

 

Czas na ceny, szybko wyszukałam BB 69 zł, RT 26 zł. Tak więc sporo, bo 2,5 raza z grubsza licząc, BB jest droższy, ale też prawie 3 krotnie trwalszy. Częstsza potrzeba wymiany gąbeczki może być dodatkowym atutem, jeśli nie jesteś przekonana co do ich czystości. Mimo, że pierze się je po każdym użyciu, 30 sekund i zapominasz, że musiałaś to zrobić. Może chociaż zużyciem podkładu, bądź efektem jaki daje się różnią? Różnica jest znowu minimalna. Obie zamówiłam po raz kolejny, może po ich zużyciu zauważę coś diametralnie je od siebie odróżniającego, poza kolorem oczywiście 😜 Kocham gąbeczki, znalazłam 2 ulubieńców, kolejne już do mnie idą. Szczerze polecam je obie 💕 Oczywiście nie odpuszczam dalszych poszukiwań, lepszych, tańszych wersji, ale z obecnego wyniku moich poszukiwań jestem zadowolona. 

 

Którą wolicie? Jakie jeszcze różnice miedzy nimi widzicie? A może znacie jeszcze lepszą?

Posty z czerwca 2015:

Dermedic - HYDRAIN2
Michael Bond Paddington. Kolejne historie
Ulubieńcy czerwca 2015
Denko czerwca 2015
BeGLOSSY czerwiec 2015
Z archiwum X - komiks

CZYTAJ DALEJ
środa, 8 czerwca 2016

Zakup specjalny - Bandi

 

Są takie firmy, na których produkty wydałabym całą wypłatę, wykupiłabym całą ofertę. Bandi do takich należy. Kupuję od lat, nawet jak chwilowo się znudzę to i tak wrócę. Największą ich zaletą jest to, że nie robią mi krzywdy, nie podrażniają, nie uczulają, nie zapychają. Działają na moją 30 letnią skórę mieszaną i 50 letnią suchą skórę mojej mamy. Wykończyłam cały swój zapas, a trafiła się promocja -20%, jak widać mocno się powstrzymywałam 😉

 

Eye Care - Kojący krem-żel pod oczy. Cena 48 zł. Super delikatny krem pod oczy, nie robi krzywdy, fajnie się wchłania, daje ulgę zmęczonej skórze, bardzo komfortowy. Zużyłam wiele opakowań, bardzo chętnie do niego wracam. Choć tym razem idzie, jako jedyny z tego zakupu do mojej mamy. 

Fem@le 35+ - Energetyzujący multiaktywny koktajl. Cena 75 zł. Uwielbiam go. Muszę mieć zapas, żeby czuć się komfortowo. Najlepsze serum jakie miałam, nie trafiłam na nic co by równie dobrze działało na moją skórę. Kupiłam 2 i chętnie odstąpię 1 dla pierwszej osoby chętnej do jego wypróbowania. Warunki są 2: musisz być moim subskrybentem i napisać w komentarzu jaki jest twój ulubiony kosmetyk pielęgnacyjny, dlaczego oraz jaką masz skórę. Poza tym byłoby mi miło, gdybyś po zużyciu go napisała mi komentarz pod którymkolwiek z moich wpisów o nim. Zależy mi tylko na szczerej opinii, niezależnie czy będzie negatywna czy pozytywna.

To by było na tyle jeśli chodzi o produkty, które znam. Reszta to nowości dla mnie. 

 

Tricho Esthetic. Tricho Maska - wzmacniająca do skóry głowy i włosów. Cena 49 zł. Tricho Peeling - oczyszczający skórę głowy. Cena 38 zł. Ostatnio moja głowa, a raczej skóra głowy protestuje, miałam pecha do kilku produktów, które mocno ją podrażniły. Powoli zaczynam już wychodzić na prostą, ale peelinguje twarz i cało, tylko skóra głowy jest poszkodowana. Fakt, przez wiele lat nie przeszło mi przez myśl, że jest taka potrzeba. Mogę sama robić prosty peeling, mieszając szampon z cukrem, ale potrzeba cukru przypomina mi się, jak już jestem pod prysznicem, gotowiec potencjalnie ułatwi mi życie. Natomiast jeśli chodzi o włosy to co najmniej raz w tygodniu nakładam maskę na nie, ale zawsze są one tylko do włosów. A skóra głowy to co? Oczekiwania jak zwykle są spore, zwłaszcza, że nigdy nie używałam tego typu produktów. 
Rozczarowanie w postaci maski zdenkowane.

 

Delicate Care - Tonik łagodzący, Krem/maska kuracja łagodząca, Subtelny peeling enzymatyczny. Cena 29 zł, 60 zł, 29 zł. Kiedyś unikałam tej serii, byłam przekonana, że skórę mam jak słoń i im intensywniej działające produkty tym lepiej. Teraz się zastanawiam, czy sama nie zapracowałam sobie na moją skórę wrażliwą, która kiedyś była tłusta i trądzikowa, teraz jest mieszana, trądzikowa, wrażliwa. Do toników musiałam dojrzeć, ostatnio odkrywam ich fenomenalne działanie na moją skórę, mimo, że jeszcze jestem w fazie poszukiwań, czegoś dobrego. Maska całonocna to coś czego zawsze unikałam, będąc przekonana, że mnie zapcha. Ale Sekrety urody Koreanek, natchnęły mnie do poszukiwań. Wykończyłam swój ulubiony peeling enzymatyczny dr Ireny Eris, który starczył mi na wieki, więc mimo, że jest super, znudził mi się. Już czuję, że zamiennik jest pilnie potrzebny. 
Subtelny peeling enzymatyczny pojawił się w 3 produktach oraz denku.
Tonik łagodzący pojawił się w 3 produktach, ulubieńcach oraz denku.

 

Krem ochronny z probiotykami SPF 30. Ach to lato, trochę słonka się pojawi, a już myślę o filtrach... Tylko co z tego, że myślę, skoro na coś sensownego trafić nie mogę? Większość życia myślałam, że krem z filtrem potrzebny jest mi tylko na plażę, unikałam smarowania twarzy, bo się świeciłam paskudnie, byłam wybielone, a do tego zapychało mnie, wolałam się spiec, chroniona tylko daszkiem. Już nawet nie chcę wspominać o tym ile razy słyszałam, że powinnam się opalać, bo słońce wysuszy moje syfy. Taaaa...z czasem dojrzałam do kremów pielęgnacyjnych  z niskim filtrem, te z wysokim, no cóż to ciągle dla mnie ziemia nieznana. Chyba najlepszy z tych, które używałam należy do Vichy

CZYTAJ DALEJ
sobota, 4 czerwca 2016

Naturalnie z pudełka #1 czerwiec 2016

 

Nareszcie!!! Ale się naczekałam, subskrypcję wykupiłam chyba z 1,5 miesiąca temu. Spóźniłam się, żeby dostać majowe pudełko. Widać ilość jest mocno ograniczona, nauczka za spóźnialstwo. Ale nie ma co marudzić, nosiłam się z zamiarem kupna chyba z rok, ale ciągle coś na przeszkodzie stawało. Więc mąż mi podarował w prezencie urodzinowym, prezent rozłożony w czasie 🎂

 

Cena za 4 pudełka to 299 zł. Co mam dostać w zamian? Co najmniej 4 pełnowymiarowe produkty naturalne w każdym pudełku. Więc fajnie, zwłaszcza, że to rejony dla mnie nie znane. Czytam składy, ale mistrzem świata w ich rozszyfrowywaniu nie jestem. Poza tym jak wchodzę na te wszystkie strony eco, bio... Nic mi te produkty nie mówią, nie wiem, które marki są godne uwagi. Zazwyczaj zakupy kończą się w zwykłej drogerii. A jak już na coś się zdecyduje to efekt raczej nie zachęca do powrotu. 

 

Ecodenta - wybielająca pasta do zębów z węglem drzewnym i teavigo. Prezent powitalny. Słyszałam o niej. Naprawdę jest czarna, ale pachnie zupełnie normalnie. Intensywnie miętowa. Bardzo fajnie ściera, nie trzeba się zbytnio namęczyć, żeby zęby były cudnie gładkie. Pierwsze wrażenie bardzo na plus, do tego stopnia, że wylądowała w ulubieńcach czerwca :)

 

 

Pixie Cosmetics - Reviving Under Eye Concealer - korektor pod oczy - 01 Vanilla Cream. Kocham korektory, najchętniej wykupionym wszystkie, może wtedy znalazłabym ideał. Ten poza przykryciem niedoskonałości i cieni pod oczami, ma rownież pomóc mi zakryć rozszerzone naczynka. A dodatkowo jeszcze pielęgnować. Powiem szczerze, że to chyba zbyt piękne, żeby mogło się u mnie sprawdzić. Ale systematycznie będę robić aktualizację moich wrażeń. Cena 48,00 zł. 

 

 

Margarita Eco - ekologiczny balsam do włosów z lnem i pszenicą. Na opakowaniu inaczej, na etykiecie inaczej, przez A czy przez E się pisze? Jak się sprawdzi to poszukam. Kolejna gama produktów, którą zawsze chętnie testuję, bo włosy mam liche, a do odżywek szczęścia nie mam. Cena 14,55 zł. 

 

 

Mokosh Cosmetics - Hydrolat róża. Już samo opakowanie robi dobre wrażenie. Nawilża, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, odświeża i spłyca zmarszczki. Powoli zaczynam się wciągać w toniki. Jak to możliwe, że dopiero odkrywam ich właściwości? Ale obietnica łagodzenia, jest dla mnie wystarczającą zachętą. Zapach jest bardzo intensywnie różany. Cena 45,00 zł. Pojawił się w ulubieńcach czerwca :)
Porównanie - 3 produkty z Shamasa i Ziaja.

 

 

 

 

Bania Agafii - zmiękczający peeling do stóp. Jedyny produkt do którego jestem negatywnie nastawiona. Peeling tylko do stóp? Miałam kilka produktów tej firmy i nie sprowadziły mi się. Cena 5,00 zł. 

 

 

Próbka. One Ingredient - intensywny krem odnawiający Snail Your Skin. Cena pełnowymiarowego produktu to 249,00 zł za 50 ml. Po dwóch aplikacjach, na tyle mi starczyła, skóra jest gładka i jędrna, nie podrażniona rano, komfortowa, nie zapchała mnie, ani nic szkodliwego nie zauważyłam. Cena pełnego opakowania jest bardzo wysoka, próbka zachęca, ale czy aż tak to nie wiem. 

Z tego pierwszego pudełka jestem bardzo zadowolona. Dostałam produkty, których nie znam, do których nie mam łatwego dostępu. 

Posty z czerwca 2015:

Dermedic - HYDRAIN2
Michael Bond Paddington. Kolejne historie
Ulubieńcy czerwca 2015
Denko czerwca 2015
BeGLOSSY czerwiec 2015
Z archiwum X - komiks

CZYTAJ DALEJ
TOP