poniedziałek, 30 stycznia 2017

Ulubieńcy stycznia 2017

Ulubieńcy stycznia 2017.


Ostatni wpis stycznia, czyli już czas najwyższy na ulubieńców. Kocham Jane, a rok 2017 został ogłoszony rokiem Jane Austen, więc jak mogło zabraknąć w ulubieńcach tak pięknego wydania z Barnes&Noble. Ostrzegam, będzie dużo ochów i achów, słowo ulubieniec z kuzynami, ściele się gęsto, więc to może być trudny post do zniesienia przy poniedziałku. 


Ulubieńcy stycznia 2017.

EcoSPA - Hydrolat z kadzidłowca. Po ostatnich niepowodzeniach z tonikami, uznałam, że warto wrócić do hydrolatów, po co płacić za masę dodatków, które robią mi krzywdę w tonikach, skoro pH mogę wyrównywać czymś bardziej naturalnym. Jak to ja, nie kupiłam jednego ... ale tym pochwalę się za jakiś czas. Parę zdań ze strony producenta: "Od wieków stosowany w medycynie ajurwedyjskiej. Posiada działanie ściągające i przeciwzmarszczkowe. Znakomity do pielęgnacji dekoltu i biustu. Hydrolat kadzidłowca, otrzymywany z rośliny Boswelia Carterii, poprzez destylację parą wodną. Polecany do pielęgnacji wszystkich rodzajów skóry, ze szczególnym uwzględnieniem cery dojrzałej i naczynkowej. Właściwości: Wykazuje intensywne właściwości ujędrniające i przeciwzapalne. Minimalizuje pory i delikatnie domyka rozszerzone naczynia krwionośne. Zmniejsza negatywne działanie drażniących środków powierzchniowo czynnych. Zastosowanie: Ze względu na duże spectrum działania, hydrolat kadzidłowca znajduje bardzo szerokie zastosowanie w pielęgnacji skóry. Właściwości ujędrniające czynią z niego znakomity środek do pielęgnacji twarzy, szyi, dekoltu oraz biustu (sera ujędrniające, kremy, lotiony etc.). Bardzo chętnie wykorzystywany w rytuałach ajurwedyjskich (również za sprawą orientalnego aromatu, który roztacza)." Zapach ma specyficzny, czytałam różne opisy, ale mi się kojarzy apteczne, choć może bardziej z apteką z czasu dzieciństwa. Na początku intensywny, ale z czasem traci na mocy, dla mnie nie jest to zapach nie do przejścia, baaa nawet nie uciążliwy. Nie jest to najbardziej łagodzący produkt jaki miałam, łagodzi, ale delikatnie. Ściąga delikatnie, widać to zwłaszcza na rozszerzonych porach, ale nie jest to odczuwalne. Po jego użyciu często zostawiałam już skórę w spokoju na długie godziny nie nakładając nic więcej, a moja skóra była jędrna i gładka, o dziwo też nie wyrzucała standardowych ilości sebum. Nie uczula, nie podrażnia, moich wrażliwych oczu także, a nie oszczędzałam go. Spryskiwałam twarz często i obficie, zwłaszcza, że stojąc w lodówce chłodny hydrolat dawał dodatkowe ukojenie mojej skórze. Na początku myślałam, że trzymanie go w lodówce sprawi, że nie będę po niego sięgała, ale działanie tak przypadło mi do gustu, że zupełnie mi to nie przeszkadzało i nigdy o nim nie zapominałam. Co prawda to też oznacza, że zużyłam go w straszliwym tempie, już żałuję, że zdecydowałam się na tak małą pojemność. Mam zapas innych, ale już wiem, że kupię go ponownie. Jest cudowny. Szczerze polecam.

Ulubieńcy stycznia 2017.

Ulubieńcy stycznia 2017.

Rituals - Fortune Oil - Caring Shower Oil. Największe zaskoczenie, nie jestem olejkowa, więc wszystko co ma w nazwie olejek, już ma u mnie minus na starcie. Pierwsze podejście pod prysznicem, troszeczkę, choć słabo się pieni, pozostawia tłustą warstwę i przyjemny zapach, ale to tyle. Za drugim razem kilka pompek do kąpieli i to był strzał w dziesiątkę. Delikatne mycie i dobre natłuszczenie tylko podczas siedzenia w wannie, to mój ideał. Dla mojego syna i męża zresztą też. Nie uczula, nie podrażnia. Co ciekawe skóra nie jest lepka, ale czuć że używało się olejku i to uczucie utrzymuje się do prysznica następnego dnia, a przecież nadmiar wytarłam ręcznikiem, ubranie też nie jest upaprane olejkiem. Nie brudzi wanny. Skóra po takiej kąpieli jest jędrna i gładka. Niestety jest niewydajny, używam go od początku miesiąca i już zużyłam 2/3. Niestety warto, jak nadarzy się okazja to będę chciała ten olejek też w innych wersjach zapachowych wypróbować. Tak pisałam o nim jeszcze 2 tygodnie temu, nic się nie zmieniło, poza tym, że zaczęłam go oszczędzać, jak nie ja, ale już nie ma co kombinować, jeszcze na raz go zostało. Bardzo chcę powtórzyć ten zakup, nawet jakbym musiała go sobie wydzielać do 1 kąpieli tygodniowo. Póki co, najlepszy produkt Rituals jaki miałam. Polecam.

Ulubieńcy stycznia 2017.

Ulubieńcy stycznia 2017.

Shamasa - Olejek z Avocado. Uwielbiam ich wodę różaną, którą wykończyłam już dawno temu, zwłaszcza, że zamówiłam więcej produktów w maju. Znowu posłużę się fragmentem opisu ze strony producenta: "Olej z awo­ka­do jest ole­jem nie­zwy­kle od­żyw­czym i re­ge­ne­ra­cyj­nym a co waż­ne, de­li­kat­nym i szyb­ko wch­ła­nia­ja­cym się. Świet­nie spraw­dza się w pie­le­gna­cji skó­ry doj­rza­łej, su­chej, wy­ma­gją­cej „od­świe­że­nia”. Je­go zba­wien­ne dzia­ła­nie do­ce­ni skó­ra zmę­czo­na, po­sza­rza­ła i prze­su­szo­na." Ja mam skórę mieszaną, trądzikową i wrażliwą, skończone 32 lata, młoda mama, choć zawsze się wzdrygam na to określenie, raczej mama małego dziecka, dla nie wtajemniczonych, oznacza to zmęczona. Od lat słyszę o zbawiennym działaniu olei, tylko na mnie one tak jakoś nie działają, wtedy słyszę musisz znaleść swój, te popularniejsze już przerobiłam i nic, aż w końcu olej, który tylko w pewnym małym zakresie mógłby być skierowany do mnie, trafia do ulubieńców. Czemu? Bo jest taki jak w tych paru cytowanych zdaniach, jest delikatny, nie uczula, nie podrażnia, nawet moich wrażliwych oczu. Szybko się wchłania, po nałożeniu obfitej warstwy na całą twarz i szyję, byłam w szoku, po paru minutach wyglądałam, jakbym nic nie nakładała, pod palcami czułam delikatny film, ale co ciekawe moja strefa T nie świrowała, nawet po całym dniu. Jedynie pod oczami skóra długo się świeciła. Po nocy natomiast, moja skóra zachowywała się jak po dobrym kremie odżywczym, była ukojona i nie potrzebowała szczególnej pielęgnacji, a przy tym nie była standardowo tłusta. Zmywając też nie czułam pod palcami nic szczególnego. A zaczęło się od tego, że po chorobie skóra mojego syna była przesuszona, skończył mi się olejek arganowy, więc sięgnęłam po kolejną buteleczkę z zapasu, odżywianie i nawilżanie skóry suchej, to mi wystarczyło, wlałam odrobinę do wody. Różnica w jakości skór przed i po kąpieli była kolosalna, co więcej została taka do kolejnej kąpieli. Od tego czasu towarzyszy nam regularnie, zwłaszcza, że olejek przyczepia się do skóry zamiast zostać na wannie. Ja jestem w szoku, bo obietnice i opisy tego jak powinno być, nie koniecznie sprawdzają się u mnie, a tu przy każdym zastosowaniu, spisuje się świetnie. A skoro tak, to na włosach też go sprawdziłam, długo wysychał/wsiąkał, łatwo się zmywał następnego dnia rano, a włosy były cudownie miękkie, a przy tym sprężyste, takie jakich nie mogę uzyskać cud maskami. Jestem nim zachwycona, do tego stopnia, że rozważam możliwość położenia go pod podkład, ale to za chwilę, bo na razie testuję w końcu bazy. Szczerze polecam. Jaki jest Wasz ulubiony olejek i jak go stosujecie?

Ulubieńcy stycznia 2017.

Ulubieńcy stycznia 2017.

Ulubieńcy stycznia 2017.

Ulubieńcy stycznia 2017.

Lush Botanicals - Stardust Eye Serum. Mam słabość do tej firmy, mimo, że cenowo trudno ją nazwać przyjazną, ale to nasza Polska firma z dobrymi składami. Miałam ich fantastyczne serum do twarzy i kilka próbek, które doczekają się kontynuacji w pełnym wymiarze. Regularnie marudzę Wam, jak to nie mogę trafić na dobry krem na moją wymagającą skórę pod oczami. Co mówi producent o swoim produkcie za 195 zł? "Serum dla skóry wokół oczu wymagającej intensywnego naprężenia, odżywienia i nawilżenia. Zawiera dużą dawkę antyoksydantów, witamin, minerałów i kwasu hialuronowego. Wysokie stężenie kofeiny zapewnia odpowiednie mikrokrążenie krwi, działa stymulująco i energetyzująco. Pozostałe cenne składniki ciężko pracują, aby skóra pozostała elastyczna, dotleniona i zabezpieczona przed oznakami starzenia się. Świeży zapach różowego lotosu, uważanego za najpiękniejszy zapach na świecie i słodkiej mandarynki." Zacznę od końca, zapach jest przyjemny, nie drażniący i nie szczególnie intensywny. Nie rozprowadza się idealnie, ale wklepywanie bardzo pomaga, choć jak przesadzę z ilością i nie doklepię to potrafi się nie wchłonąć w całości, czyli typowy naturalny krem. Nie robi efektu wow, więc czemu trafił do ulubieńców? Bo napręża, odżywia i nawilża. Tak po prostu robi swoje, skóra jest po nim komfortowa, od grudnia okres grzewczy mi nie straszny, nie mam przesuszeń czy szczególnego dyskomfortu, nie stosuję dodatkowo płatków pod oczy, a maskę pod oczy nakładam w celu redukcji cieni. Moja skóra po oczami nic więcej nie potrzebuje. Nie jest to nic spektakularnego, zauważalnego po pierwszej aplikacji, ale po 2 miesiącach nie da się nie zauważyć efektu, a stosuję go tylko na noc. Kolejny ich produkt z którego jestem zadowolona, choć nie wiem czy poradzę sobie ze zużyciem przed końcem terminu ważności. Wrócę ponownie, niestety jest wart swojej ceny, choć zawsze warto pilnować promocji. 

Ulubieńcy stycznia 2017.

Ulubieńcy stycznia 2017.

Mój ulubiony napój w styczniu, ograniczam moją miłość - kawę, w końcu 4-6 kubków to chyba lekka przesada. Herbatę lubię, ale to niewystarczająca konkurencja. Woda zimą mi nie wchodzi. Za to inka po śniadaniu, czy po obiedzie to sama przyjemność, zwłaszcza ta karmelowa, cudowna.

Gelacet Plus z Almirall.

Ograniczam zakupy, ale po poleceniu Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, mojej ulubionej blogerki, po prostu nie mogłam się powstrzymać. Rezultat powinien być widoczny w ciągu 3 miesięcy. Jak zadziała to pochwalę się przy kolejnym opakowaniu, za to Aga ma zamiar zrobić porządną recenzję. 

https://www.facebook.com/mamazrozowatorebka/

No i na koniec, nie wiem czy to dobrze, czy nie ... w końcu założyłam konto na Facebooku dla mojego bloga. Dopiero stawiam pierwsze kroczki, ale zapraszam :) https://www.facebook.com/mamazrozowatorebka/

Jak Wam się podobają moi ulubieńcy? Jakie perełki kosmetyczne i nie, zasłużyły na miano Waszych ulubieńców?

TOP