piątek, 6 stycznia 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #1 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Kto obstawiał, że w piątek znowu będzie denko, a raczej zużyte czy nie, pozbywam się. No cóż miało być inaczej, ale te moje porządki coś się przeciągają, choć parę dziewczyn mnie wspomogło i przygarnęło kilku porzuconych przeze mnie gagatków. Mam nadzieje, że w innych rękach spiszą się lepiej. Ale spokojnie jeszcze mam o czym pisać. Co więcej w styczniu piątkowe denka będą pojawiały się regularnie, mocne postanowienie ogarnięcia łazienki jeszcze we mnie siedzi. 


Zużyte czy nie, pozbywam się. 

White Agafia - szampon rokitnikowy - objętość i blask. Cena 12,55 zł za 280 ml. Produkty od Babuszki Agafii nie przypadły mi do gustu, więc i do tego byłam sceptycznie nastawiona, jak go zobaczyłam w Naturalnie z pudełka. Po pierwszym użyciu, wow, ładnie pachnie, fajnie delikatnie się pieni, nie wysusza włosów, nie plącze ich. Podczas suszenia byłam pod wrażeniem jak super miękkie były moje włosy, już dawno tak nie miałam, a zmieniłam tylko szampon, bo standardowo nałożyłam tą samą odżywkę, której używam od dłuższego czasu. I dokładnie to samo mogę napisać po miesiącu używania i w końcu w denku, nie zauważyłam nic negatywnego w jego działaniu, a w połączeniu z odżywką z Elfa Pharm O'Herbal to już miazga totalna, od wieków ... szczerze mówiąc to sama nie pamiętam, kiedy ostatnio moje włosy były tak miękkie, poza tym są bardziej błyszczące i mniej klapnięte, a sam szampon jest mega wydajny, starczył mi na jakieś 2 miesiące. W tym czasie nie sięgałam po inne, a nawet jak już to następnego dnia wracałam. Chyba mogę go określić jako najlepszy szampon tego roku. Polecam mojego ulubieńca.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Garnier - Płyn micelarny z olejkiem. Paskudny produkt, to jaką krzywdę mi zarobił, jak zapchał moja skórę to jakoś koszmar. Już nie pamiętam kiedy ostatnio moja skóra była tak bardzo wysypana, bolesna. Bardzo mocno nie polecam, jeśli macie skłonności do zapychania skóry odradzam. Ja po genialnej kuracji kwasami, która super poradziła sobie ze świeżymi przebarwieniami, oczyszczaniem, nawet stare blizny spłaciła, jeszcze w trudniejszych miejscach do nałożenia produktu, głownie na szyi i pod żuchwą mam jeszcze wspomnienie wysypu. Co ciekawe ostatnio coraz więcej takich opinii widzę. Pisałam o nim też w 3 produktach.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Luksja - Żel pod prysznic. Kremowa, lekka formuła. Niby wszystko ok, ładny zapach, subtelny, ale jakoś nie mogłam się zmotywować, żeby po niego sięgać. Stał w łazience wieki. Nie robił nic złego, ale zawsze miałam coś ciekawszego. Nawet mój syn nie czuł potrzeby, żeby się nim bawić i pomoc mi się go pozbyć.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Bambino - Żel do mycia ciała i włosów. Zużywamy i kupujemy ponownie. Często do niego wracam. Nie robi nic złego, a jest tani, łatwo dostępny. Dość rzadki i mało wydajny. Nawet wylany cały do wanny nie wywołuje wysypki i zawału ile to kasy zaraz spłynie do kanału razem z wodą. Kolejne opakowanie już na wannie.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Pat&Rub - Śól do kąpieli z morza martwego. Świetny produkt, intensywny zapach, genialny podczas przeziębienia, od razu łatwiej się oddycha, a jednocześnie nie tworzy bariery nie do wytrzymania dla zdrowego. Bardzo przyjemna kompozycja. Cud, miód i orzeszki. Jak nie dostajecie palpitacji przy zakupie droższej soli do kąpieli to ta jest godna uwagi. Co prawda już jej pewnie nie dostaniemy. Ale lepsza odnoga firmy Kingi Rusin, czyli Naturativ zaprasza, żeby poznać ich produkty. Ja na bank sięgnę po ich sole. Trochę ich przerobiłam w zeszłym roku i wszystkie były warte wydanej kasy. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Orientana - Krem do twarzy Ashwagandha. Fantastyczny, treściwy, ale dobrze się wchłania, nie zapycha, wręcz mam wrażenie, że niedoskonałości szybciej mi się goją. Uwielbiam go na noc, serum nie jest potrzebne, żeby skóra była cudownie przyjemna w dotyku i jędrna. A moja wrażliwa i zawsze podrażniona po nocy skóra, cudownie ukojona. Nie podrażnia mi oczu, a to chyba najlepszy wyznacznik tego, że mi nie szkodzi. Dostałam w Naturalnie z pudełka. Naturalnie, nie drogo, nie szkodzi, a do tego fajnie działa. Trafił też do ulubieńców. Kupię ponownie, pewnie ze sporą częścią rodzinki. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

CD - Dezodorant. Bardzo przyjemny produkt, trochę zdrowsza opcja wsparcia mojej higieny osobistej. Bardzo dobrze się rozprowadza, jest lekko lepki, ale to szybko mija. Utrzymuje uczucie świeżości, ładnie pachnie. To nie jest antyperspirant, więc normalnie się pocę, ale nie czuję zapachu swojego przechodzonego potu. W okresie zimowym jest to dla mnie wystarczające, zwłaszcza, że nie uprawiam intensywnie sportu, a i po ćwiczeniach jednak większość ludzi idzie pod prysznic. Kupię ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Palmolive - Pianka do mycia rąk. Kolejne opakowanie, ostatnio wyjątkowo przypadły mi do gustu, dla mojego syna rownież, potrafi co pół godziny lecieć ręcę myć. Zapach jest przyjemny, ale ani to świeża, ani intensywna malina. Od taki sobie zwykły produkt, ale przyjemnie się go używa, ze względu na konsystencję i bez konsekwencji szczególnych, bo nic złego nie robi. Kolejny już stoi na umywalce. A i nocnik łatwo i szybko można nim umyć. 

Zużyte czy nie, pozbywam się.

OlivAloe - Masło do ciała. Moje 2 opakowanie, pierwsze było prezentem od Elia.pl, ale tak przypadło mi do gustu, że szybko kupiłam kolejne 2, jedno dla mnie, drugie dla mamy. Bardzo fajny produkt, super się rozprowadza, daje duży komfort dla skóry. Od niego mój syn polubił się smarować, sam mi przynosił opakowanie, jak go gdzieś sucha skóra zaswędziała, a to prawdziwy facet, nie lubi mazideł. Skóra po nim była głaska, jędrna i ukojona przez wiele godzin, bez przesadnej lepkości. Dlatego też tak wielu chętnych na nie było, a u nas balsamy zazwyczaj są przekazywane dalej, bo ich nie używamy.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

YUNIFANG - Aloe vera gel Cream - Perfect remove acne,Moisturizing Cream  Sun-protection Sunscreen Aloe cream. Kupiony na AliExpress za 7,56 USD, choć jego cena na dzień dzisiejszy to 35,99 USD. Uwielbiam ich maseczki do twarzy w płacie, ten krem też nie jest zły, to wodnisty żel, bardzo przyjemny latem, podczas upałów, ale efekty na mojej skórze nie są spektakularne. Nie robił nic złego, ale za mało dobrego, żebym go szybko zużyła, więc stał rzadko używany. Aż ostatnio w wielu miejscach rzuciła mi się w oczy informacja, że aloes fajnie łagodzi skórę głowy. A to problem z którym zmagam się od lat i nigdy nie znalazłam na to dobrego sposobu. Uznałam, że nic nie ryzykuję, bo skórze twarzy nie szkodzi, więc co najwyżej nie zadziała. Nałożyłam, wtarłam w skórę głowy wieczorem i tak zostawiłam. Chłodzenie i łagodzenie natychmiastowe, nie zrozumie tego ten kto nie próbował sobie rozdrapać skóry na głowie, bo nie dało się ze swędzeniem funkcjonować. Obawiałam się, że efekt będzie chwilowy i jak krem wyschnie, uczucie swędzenia wróci ze zdwojoną siłą. Nic takiego nie miało miejsca. A rano spokojnie klasycznie umyłam włosy, co wcale nie bylo trudne. Włosy przy skórze głowy były bardziej delikatne, a skóra głowy nie podrażniona. Za każdym razem używałam doraźnie, jak znowu po jakimś eksperymencie zaczynało mnie swędzieć. Efekt jest natychmiastowy i długotrwały. Czemu tak mało o tym czytam i słyszę? To już wiedza wszystkim znana, a ja to przeoczyłam? A potem trafiłam na info, że nie każdy dobrze toleruje aloes. Na szczęście to nie ja. Jestem zachwycona jego działaniem, jak zużyję to opakowanie to postaram się kupić bardziej naturalną wersję. Już wiem, że muszę mieć produkt z aloesem do skóry głowy.

 

Jak bardzo zaboli moją kieszeń, to odkrycie mojego męża? Aż się boję :P

 

Szalona kobieta Aneta W bez blogowa póki co, przesłała mi takie cuda. Dziękuję, już się zabieram za testy :P

Poprzednie:
Zużyte czy nie, pozbywam się #23
TOP