piątek, 10 lutego 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #6 2017

 

Nareszcie piątek, od razu lepiej się wstaje, choć ostatnie pobudki o 5 mojego syna, trochę mi dały w kość, już zapomniałam jak to się przy niemowlaku i w sumie roczniaku, prawie 2 lata temu wstawało. Może to przez te ilości śniegu za oknem. Nie wiem, jak u Was, ale u mnie w środę był armagedon. Która z Was jeździ autem? Jak często zdarza Wam się jechać głównymi ulicami 30 km/h? Ale co lepsze wszystkie auta jadą tak samo i to nie w korku, a ostrożnie powoli z ogromnymi odstępami, zamiast siedzieć na dupie. Plus te cudowne małe uliczki, które pługa nie widziały, a samochód kręci na nich piruety. Taaak było ciekawie, na szczęście w czwartek już lepiej, choć to szczęście w nieszczęściu. Idzie weekend i roztopy, znowu sanek nie wykorzystamy. 



Isana - Med - Żel pod prysznic. Kupuję hurtowo, tak jak zużywam. Fajnie, tanie, nie robią mi nic złego, a spełniają swoje zadanie. Kupię ponownie.  

 

Beaute Marrakech - Savon Noir - Czarne mydło. Trochę czasu zajęło mi oswojenie się z tym produktem. Jak dla mnie to zielony glut, który nie pachnie cudnie, ale z tego co czytałam o innych czarnych mydłach, to albo moje nie pachnie tak źle albo przyzwyczaiłam się, choć jest też opcja, że nie jestem tak wrażliwa jak inne dziewczyny. Trudno je rozprowadzić, myjąc nim twarz wieczorem mocno się irytowałam, bo babrałam się z nim strasznie, słabo się pieni. Ale od kiedy postawiłam je pod prysznicem zużycie wzrosło i to tylko przy myciu twarzy. Dobrze myje, ale też mocno ściąga, jako maseczka mi się nie sprawdziło. Do ciała tego go nie używałam, to produkt, który może sprawić, że skóra aż piszczy, choć dla mnie to mega przesuszenie, na ciele nie akceptowalne, bo musiałabym się po nim balsamować, czego nie trawię. Za to na twarz i tak potem leci tonik i krem nawilżający, więc to ściągnięcie nie było w tym wypadku tak upierdliwe. Produkt jest mega wydajny, niedrogi, naturalny, można się z nim polubić, ja jak już się ucieszyłam, że w końcu je skończyłam to w ciągu paru dni uznałam, że chce je ponownie. Zobaczymy, może teraz sprawdzę, jaki zapach ma w innych firmach.

 

Bell - HypoAllergenic - Hypoalergiczny intensywnie kryjący podkład w sztyfcie. Jeden z gorszych podkładów jaki miałam. Po wyżywałam się nad nim kilka tygodni temu w 3 produktach z Berdis i L'oreal. Pokazuje wszystko co jest złe na waszej twarzy, nawet to o czym nie miałyście pojęcia. Słabo kryje, kiepsko się trzyma, a do tego lekko mnie mrowi w najbardziej wrażliwej części twarzy, czyli koło nosa. Poszedł dalej, w dobrej wierze, że to tylko kolejny podkład, który u mnie się nie sprawdził, a u innych jest hitem.


Bandi - Delicate Care - Kuracja łagodząca. Chyba najgorszy produkt od nich jaki miałam. Maska, która nie łagodziła, wręcz jakby irytowała moją skórę. Dawałam jej zbyt wiele szans. Doczekała się nawet swojego miejsca w 3 produktach z Avą i Tony Moly. Nie kupię ponownie.  

 

Lavera - Regeneracyjny krem do rąk. Bardzo fajny krem do rąk, jak na typ produktu, którego prawie nie używam. Po ten sięgałam chętnie, fajnie pachniał, przyzwoicie się wchłaniał, jak na produkt o bardziej naturalnym składzie. Nie był tłusty, nie przeszkadzał mi tak bardzo w wewnętrznej stronie dłoni. Niestety kilka spacerów przy sporym mrozie i dużym wietrze, bez rękawiczek, sprawiło, że moje dłonie wyglądały paskudnie. Nie dał rady stosowany 2 razy dziennie, musiałam używać go częściej i wspomagać się innymi. Więc na codzienny krem przy lekkim przesuszeniu ok. Na trudniejsze sytuacje już niekoniecznie. Czyli raczej już do niego nie wrócę.

 

Your Natural Side - Olejek z czarnuszki. Na twarz się dla mnie nie nadaje, bo oczy cierpią, jak gdzieś się odrobina dostanie. Ale jako dodatek do wcierki ma skórę głowy super się sprawdza, do łagodzenia podrażnień, niestety na samą kondycję włosów nie wpływa, jakoś zauważalnie. 


Wytwórnia Mydła - Relaksujący mus do ciała. Mi pachniał słodkimi cytrynami. Zabawna konsystencja, niby twardy, a aksamitny, z drobinkami, świetnie się wchłaniał, a skóra nie była po nim lepka, za to fajnie natłuszczona, nawilżona i ukojona. Nie lubię mazideł do ciała, ale ten mus przypadł mi do gustu. Co więcej nawet mój syn, typowy chłopak, który nie lubi się kremować, przynosił go jak go coś zaswędziało.

 

Shamasa - Olejek arganowy. Co było na etykiecie można zobaczyć we wpisie zakupowym, niestety padł ofiarą zabawy w wannie i sprawdzania co jest pod etykietą. Nie jestem jego fanką, nie sprawdził mi się do twarzy, ani do włosów, nic dla mnie nie robił. Więc został wykorzystany do kilku kąpieli. Takie natłuszczenie wszyscy domownicy są wstanie zaakceptować, więc wykończenie go poszło łatwo. Nie kupię ponownie. 

Shamasa - Olejek Avocado. Nie mam zdjęcia, bo mama sobie go przywłaszczyła, ale wylądował w ulubieńcach, chyba jako pierwszy olejek. Podobno może zapychać, ale u mnie tego nie robił. Za to jak cudnie, jędrna, gładka i nawilżona była moja skóra po nim. Mogłam go nałożyć samodzielnie na noc i rano nie czułam przesuszenia tak jak po innych, skóra była ukojona. Nawet moje oczy i skóra pod nimi z nim się polubiły, nie podrażniał i dawał komfort skórze po całym dniu. Jeszcze tylko wspomnę, że wlany do wanny działał fantastycznie. Mój syn po antybiotyku miał mega sucha skórę, a tu po 1 użyciu wróciła do normy. Kupię ponownie i to nie tylko 1 buteleczkę.

 

Peeling do skóry głowy zrobiony przez Marikę z bloga Porcelanowe Włosy. Wymieszany z jogurtem naturalnym, był pierwszą pomocą dla mojej skóry głowy, po masakrze, którą zrobiła mi maska do włosów z Kallos. Swędziała was kiedyś skóra tak, że racjonalnie myślenie nie było wstanie się przebić ponad myśl: drapać? Myślałam, że oszaleje, w akcie desperacji otworzyłam szufladę, a tam był ten cudak. Co prawda nie załatwił mi mojego problemu całkowicie, ale jogurt ukoił, peeling oczyścił, a ja byłam wstanie zacząć kombinować co zrobić z moją biedną skórą głowy dalej. A ten problem ciągnie mi się już od miesiąca. Co prawda jest nieźle, ale nadal nie idealnie. 

 

Isana - Sól do kąpieli. Swietnie pachną, ogromne porcje, które sypię na raz, pachną w całym domu, ale nie jest to zapach przytłaczający czy wywołujący migrenę. Nie robi nic złego, a kąpiel relaksuje. Niestety nie natłuszcza, ale też problemu z wanną potem nie mam. Mam zapas, który chętnie uszczuplam. Kupię ponownie, choć to nie jest poziom Pat&Rub.

Poprzednie:
2016
TOP