poniedziałek, 27 marca 2017

Ulubieńcy marca 2017

Ulubieńcy marca 2017. 

Dziś u mnie wyjątkowo dużo ulubieńców, a ci jeszcze bardziej zaskakujące, sama kolorówka. Tak to chyba jeszcze nie było, w końcu głownie jednak stawiam na pielęgnację, a nie tapetę ... 


Ulubieńcy marca 2017.

Revlon - Dramatic Definition - Tusz do rzęs. Mała silikonowa szczoteczka, idealnie rozdziela i podkreśla rzęsy. Od otwarcia praktycznie tylko po nią sięgam, jest pierwszym wyborem. Gdyby nie to, że zawsze mam wiecej niż 1 tusz otwarty, to pewnie po inne bym nie sięgała. Daje się budować, ale dramatycznie podkreślonych rzęs nie ma się co po niej spodziewać, chyba że posiadacie naturalnie piękne rzęsy, które potrzebują tylko podkreślenia. Ja genialnych nie posiadam, ale też zależy mi bardziej na naturalnym wyglądzie niż spektakularnej objętości. Nie osypuje się i nie podrażnia mi oczu, a zaczęłam jej używać jeszcze w grudniu, już czas na wymianę, ale szkoda mi się z nią rozstać, zwłaszcza, że formuła jest nadal dobra. Szczoteczka jest na tyle mała, że nie mam przy niej problemu z usmarowaną opadającą powieką. Pisałam już o niej w 3 produktach w zestawieniu z L'oreal i Primarkiem.

Revlon, Dramatic Definition, tusz do rzęs. 
Ulubieńcy marca 2017. 

Felicea - Błyszczyk do ust - 33. Dostałam ją w ramach subskrypcji Naturalnie z pudełka. Pierwotnie marudziłam, bo kolor jest prawie niewidoczny, aplikator nabiera mało produktu, więc tak ze 3 razy trzeba nakładać i lepi się, ale ... Ja lubię błysk na ustach, mimo mody na maty, moje małe usta lepiej prezentują się z błyskiem. Koloru praktycznie nie ma, czyli nie ma opcji, że z nim nie trafię. Ma brokat, ale niewyczuwalny na ustach, nie widzę go stojąc na wyciągnięcie ręki od lustra, a złudzenie optyczne powiększenia jest. Lepi się, ale delikatnie, jakby to był gesty, żelowany olejek, mi się kojarzy, niestety nie wiem czy lepią się do niego włosy bo mam teraz krótkie. Konsystencja ma jeszcze jedną zaletę, genialnie utrzymuje się na ustach jak na błyszczyk, 4h co prawda bez jedzenia i picia, ale to jednak dla mnie wyczyn, co prawda z czasem traci na mocy, ale nadal jest wyczuwalny, nawet po kawie. Smak i zapach zupełnie mi nie przeszkadzają, a świadomość, że to produkt naturalny, wyjątkowo dobrze wpływa na moje jego postrzeganie, nie muszę się zastanawiać, jakie świństwo zjadam ze znikaniem tego produktu z moich ust. Od początku miesiąca używam codziennie i z wielką przyjemnością.

Felicea, błyszczyk do ust o numerze 33. 

Ulubieńcy marca 2017. 

Bell - HypoAllergenic - Hypoalergiczny puder utrwalający makijaż - 01. Transparentny, choć na początku odrobinę bieli, oczywiście ten efekt szybko ucieka. Nie jest to najbardziej matujący puder świata, ale dobrze utrwala, również to co pod okiem, nie przesuszając tej okolicy. Daje matowy efekt, ale jest to miękki mat, z którym trzeba się postarać, żeby przesadzić. Zdarzało mi się go używać solo tylko na krem w dni bez makijażu. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Wrócę do niego, jak tylko uszczuplę moje zapasy pudrowe, po co wydawać więcej skoro ten spisuje się dobrze i bije na głowę droższe, choćby gagatka z Benefit, który robił u mnie ciacho na twarzy. O dziwo opakowanie też działa na jego korzyść, na co zbyt często uwagi nie zwracam. 

Bell, HypoAllergenic, Hypoalergiczny puder utrwalający makijaż o numerze 01 

Ulubieńcy marca 2017. 

GlamSHOP - Glam Shadows - Matowy cielak, Zimna czekolada, Marsala. 3 cienie, których zdecydowanie ostatnio nadużywam. Podobno słabe i kiepsko napigmentowane ... dla mnie jedne z lepszych jakie miałam. Matowy cielak na całą powiekę lub tylko pod łuki brwiowe, jest świetny ma moc, przekonałam się o tym aż za dobrze, jak wpadłam na pomysł, że pociągnę go trochę pod oczy, bo korektor był za słaby. Innymi cieniami można, ale tym zrobiłam sobie kremową pandę pod okiem, tak więc pigmentu odmówić mu nie można. Zimna czekolada to zdecydowanie dla mnie cień na załamanie, odrobinę wyżej oraz w zewnętrzny kącik oka lub dolną powiekę. Idealna opcja dzienna, nie za ciemny, nie za jasny, coś jest, ale nie agresywnie, jako baza pod inne kolory. Marsala natomiast to dla mnie wisienka na torcie, mega pigment, nie mam odwagi używać jej na co dzień na dużą powierzchnię, więc nakładam ją zamiast kreski nad górna linią rzęs, dla mnie efekt wow i to od pierwszego przyłożenia pędzla, tu nie trzeba się męczyć dla uzyskania koloru, ba powiekę trzeba dobrze przygotować, bo potrafi się odbić. Rozprowadzają się i łączą cudownie, wytrzymują długie, jak na moje tłuste powieki, godziny bez zbierania czy konieczności poprawiania. Potrafią się osypać, ale niestety mam obawy, że to moje pędzle i umiejętności mają na to największy wpływ. Kupiłam je już jakiś czas temu, ale nie sięgałam po cienie, albo sięgałam po inne, ostatnie nowości u Hani sprawiły, że dałam im znowu szansę. W marcu taki zestaw, plus jeszcze odrobina błysku, panował na moich powiekach. 

GlamSHOP, Glam Shadows w kolorze: Matowy cielak, Zimna czekolada, Marsala. 

Co myślicie o moich ulubieńcach?

Ostatnio moje życie nabrało tempa, szaleństwo zmian rożnych ... postaram się nadrobić wszelkie zaległości, ale póki co wpadam tylko momentami, wybaczcie.


Poprzedni ulubieńcy:
TOP