piątek, 24 marca 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #12 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Piątek, piąteczek, piątunio, czyli jeszcze chwila i czas na weekendowy relaks. Więcej słońca, dłuższy dzień, wiosna kalendarzowa rozpoczęta, siły zaczynają mi wracać. Dobre wieści też umilają życie, jest szansa, że w końcu zamiast marudzić będę zalewać Was pozytywnym przekazem ... hmm, szansa jest. Przyjemnego weekendu życzę.


Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Etre Belle - Maska kolagenowa w kremie. Cena 131 zł za 50 ml. Na szczęście ja dorwałam ją w TK Maxx za prawie połowę tej ceny. Robi wrażenie, ładne opakowanie, ciężki słoiczek, szpatułka, jakby ekskluzywnie, gdyby nie tandetnie plastikowa nakrętka. Ale to wszystko nie ma większego znaczenia dla mnie. Byle zawartość działał. Gęsty treściwy krem, ale bardzo przyjemny podczas rozprowadzania. Niestety trudno się wchłania, dużo czasu jej to zajmuje. Czuję, że siedzi mi na twarzy, mało komfortowe, ale to tylko maska da się znieść. Niestety nic dobrego dla mnie nie robi. Nałożyłam też grubszą warstwą na noc, wcześniej dałam jej czas, żeby się wchłonęła, żeby nie wetrzeć wszystkiego w poduszkę. Obudziłam się z farfoclami na twarzy, duża jej ilość się nie wchłonęła, zbiła się w grudki i po prostu siedziała na niej do zmycia, niestety znowu większych efektów brak. Ale ma też zalety, nie zapycha, nie robi nic złego, nawet moje wrażliwe oczy nie narzekają, a nakładałam pod nie też. Niestety brak efektów i mały komfort używania wystarczająco mnie zniechęcają, więc ledwie ruszoną słoiczek idzie w dobre ręce.

Etre Belle, maska kolagenowa w kremie. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Ziaja - Antyoksydacja - Jagody Acai - Ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco-ujędrniające. Lekkie, przyjemne, dobre pod makijaż. Wszystko fajnie, gdyby nie to, że jak inne produkty z tej serii do twarzy, podrażnia mi oczy. Nie nakładam pod oczy, ale coś się z nich ulatnia, co prawda po chwili wszystko mija, ale po co się męczyć. Była okazja to przekazałam dalej. Nie zapycha, nie podrażnia skóry twarzy. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Alterra - Szampon przeciwłupieżowy. Lubię cała serię tych szamponów, nie robią mi krzywdy, dobrze myją, są tanie i łatwo dostępne. Niestety ten z nich najmniej mi się podobał, a to z jednego konkretnego powodu, nie pomógł mi przy podrażnionej skórze głowy. Nie kupię ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Beauty Blender. Uwielbiam, ciągle jest to jedna z najlepszych gąbeczek jakie miałam. Zawsze wytrzymuje dużo dłużej niż producent zaleca używać. Świetnie się spisuje podczas aplikacji podkładu, korektora i pudru. Nie wiem jednak czy do niego wrócę, na rynku mamy obecnie tyle dobrych, tańszych gąbeczek, a dla mnie logo na opakowaniu nie ma takiego znaczenia.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

L'occitane - Krem do rąk. Fajny, treściwy, ale dobrze się rozprowadza i wchłania. Nie lubię się lepić więc prawie zawsze smaruje tylko wierzch dłoni i pozostawiam maksymalnie długo, czyli do potrzeby umycia rąk. Niestety nie mogę się podpisać pod oczami na temat jego działania. Dziś miałam skórę w wyjątkowo kiepskiej kondycji, szorstka, popękana. Nałożyłam 2 grube warstwy w pracy, oddzielone myciem rąk. Nie dał rady ich zregenerować. Coś tak zrobił, delikatnie nawilżyć,wygładził, ale to by było na tyle. Dla moich raczej zadbanych dłoni na co dzień jest dobry, jako produkt s.o.s. niestety nie daje rady.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Schwarzkopf - Gliss Kur - Ekstremalne serum. Jak ja kocham takie nazwy, zawsze się łapię, licząc na cud. Niestety cudu nie było, nie robiło zupełnie nic. Próbowałam go w rożnych konfiguracjach, niestety, większe wrażenie na moich włosach robi odżywka O'Herbal z Elfa Pharm. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Bebe - Pomadka ochronna. Kończy się sezon zimowy i grzewczy, więc i moje zapasy powoli się kończą. Mój ulubiony produkt do ust, wiem, że wiele dziewczyn pisze, że dla nich nie robią nic, ale moje usta nie są wymagające, a ja ich nie męczę długotrwałymi pomadkami. Może dlatego od lat daje mi zadowalający komfort przy spierzchniętych ustach.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Isana - Sole do kąpieli. Uwielbiam je, zwłaszcza tą wersje zapachową. Kupuję, zużywam i znowu uzupełniam zapas, raczej nic się w tym temacie szybko nie zmieni.

Bielenda - Głęboko oczyszczająca maseczka. Tragedia, która niestety nie robi nic dobrego, jedyny efekt to podrażniona skóra. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 


Primark - Volumising Ultra Black Mascara. Szczotę ma ogromną, silikonową, wielkości moich małych oczu. Ten kolor ultra black wcale nie jest taki czarny. Formuła jest od razu gotowa do użycia, jakby już lekko przeschnięta. Pięknie rozczesuje rzęsy, nadaje im objętości, można wypracować sobie sklejone nóżki, ale ogólnie dąży do pogrubienia i rozdzielenia, niestety przez wielkość szczoteczki ciężko mi chwycić włos od nasady. Zdążają się grudki, ale łatwe do ogarnięcia na rzęsach i to dopiero po miesiącu. Nie osypuje się i nie rozmazuje, łatwo się zmywa. Nie robi krzywdy moim wrażliwym oczom. Ogólnie to bardzo fajny i tani tusz, choć tylko dla osób mających dostęp do Primarka. Więcej o nim pisałam w 3 produktach z L'oreal i Revlon.

TOP