sobota, 8 kwietnia 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #14 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Tylko ja potrafię pomylić się robiąc główne zdjęcie, a potem pozbyć się pustaków, żeby nie móc skorygować błędu. Bywa, grunt, że to już weekend, można się w końcu ogarnąć. 


Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Aube - Serum intensywnie nawilżające. Na dzień i na noc, do skóry wymagającej intensywnej regeneracji, pozbawionej blasku.  Przeźroczysty gęsty żel, bez szczególnego zapachu, fajnie się wchłania, nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Na początku nie widziałam, żeby cokolwiek robiło. Aż chciałam się go pozbyć, w końcu ile taka mała pojemność ma mi stać na szafce. Nakładałam co wieczór na oczyszczoną i stonizowaną, jeszcze wilgotną twarz, potem jakiś krem. Pierwsze kilka dni, nic szczególnego, ale tak po tygodniu skóra stała się jędrniejsza, bardziej sprężysta i dobrze nawilżona, wręcz wygładzona. Niestety efekt nie utrzymał się zbyt długo, odstawienie na dzień czy 2 powoduje powrót do normy i zaczynamy od nowa. 15 ml za 50 zł. Niby dużo, nie trzeba, ale ja mam dużą twarz, nie oszczędzam, wydajność nie jest największa. Mimo, że efekt w trakcie stosowania mi się podobał, to jednak nie jest zbyt trwały. Raczej nie kupię ponownie.


Aube - Serum intensywnie nawilżające. 

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Bell - HypoAllergenic - Hypoalergiczny puder utrwalający makijaż. Jeden z tych po które sięgałam chętniej, tani, łatwo dostępny, fajnie matuje, ale nie jest to płaski mat. Trafił do ulubieńców, mam droższe, a chętniej sięgałam po niego. Wrócę napewno, choć ciągle się zastanawiam: już czy najpierw zmniejszyć swój zapas. 

Bell - HypoAllergenic. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

LushBotanicals - Stardust eye serum. Cudowny skład, świetne działanie, nic nie podrażnia, nic nie zapycha, nieważne ile i jak blisko oka nałożę. Skóra pod oczami jest wypielęgnowana i komfortowa, nic jej nie brakuje, choć jeszcze mogłabym sobie rozjaśnienia cieni życzyć, ale pod względem pielęgnacji nie mam mu nic do zarzucenia ... ALE ... jest tak wydajny, że pojemność jest nawet dla mnie za duża. Znacie mnie, nie mam problemów ze zażywaniem produktów, oszczędna nie jestem, nakładam hojnie. Mimo tego zużycie go w 3 miesiące było dla mnie nie realne. Zużywałam go prawie 4,5 miesiąca do końca nie zrobił mi nic złego, ale ... mocno pilnowałam ewentualnych pierwszych oznak, że coś się dzieje. Już nie mówiąc, że miałam dosyć używania tak długo 1 produktu, zdecydowanie nie należę do osób, które używają ciągle tego samego produktu, mogę wracać do perełek, ale lubię mieszać. Nie kupię ponownie tego serum, chyba, że zmniejszą pojemność, ale z firmy nie rezygnuję, bo produkty ma świetne.

LushBotanicals - Stardust eye serum. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

NYX - Pore Filler. Pisałam o nim w 3 produktach z Catrice i Benefit. Pod względem wygładzenia skóry i wypełnienia porów jest najlepsza. Nie miałabym jej nic do zarzucenia, gdyby nie to, że po pewnym czasie zaczęła mnie zapychać, jak za długo ją nosiłam lub za długo w ciągu dnia odkładałam porządne oczyszczanie. Niestety moja skóra jest przesadnie podatna na zapychanie. Szkoda, ale poszła w dobre ręcę, spisuje się na tyle dobrze, żeby nowa właścicielka myślała o kolejnym opakowaniu. 

NYX - Pore Filler. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Alterra - olejek do twarzy. Mam go długo, ale mnie nie zachwycał, nie widziałam większego działania. Nie robił mi krzywdy, nie zapychał, nie podrażniał, a to już plusy. Jednak po co mam trzymać produkt, który nic nie robi, zaczęłam do niego dolewać parę kropli olejku rokitnikowego i moja skóra pokochała tą mieszankę. Taki zestaw nakładałam na noc, a po niej skóra była jędrna, nawilżona, rozświetlona i nie mam tu na myśli tłustej skóry. Zużyłam ekspresowo, to co widzicie na zdjęciu to inna mieszanka olejków, opakowanie okazało się bardzo poręczne. Samodzielnie produkt jest dla mnie za słaby, ale z doładowaniem, bajka. Nie wiem czy kupię ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

EcoSPA - Hydrolat z nasion marchwi. Jak dla mnie zapach ma całkiem znośny, nie należy do śmierdzieli. Fajnie tonizuje i łagodzi podrażnienia, skóra jest po nim przyjemnie miękka i zrelaksowana, jest ujędrniona, ale jednocześnie jakby spięcie skóry twarzy pod jego wpływem ustępowało. Wiem, że dziwnie to brzmi, ale nie umiem tego odczucia lepiej określić, jasne może to być też w dużym stopniu zasługa lodówkowej temperatury, ale nie do końca. Jest też bardzo łagodny, nie robi nic złego, ani oczy, ani nos mi nie protestują. Bardzo chętnie do niego wrócę, niestety na razie muszę jeszcze wykończyć inny hydrolat, który mnie chce wykończyć swoim zapachem.

EcoSPA - Hydrolat z nasion marchwi. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Bubble T - Woreczki do kąpieli. Pięknie pachną w pudełku i samodzielnie. Niestety w wannie tracą swoją moc. 2 saszetki to nadal nie jest szczególnie intensywny zapach. Poza zapachem, zmiękczają wodę i to chyba tyle co robią. Okolo 20 zł za 10 sztuk to chyba lekka przesada jak na efekt, choć jako gadżet wyglądają fajnie.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Tangle Angel Xtreme - Szczotka do włosów. Największe rozczarowanie, nie wiem jak Wy, ale ja od szczotki wymagam tylko, żeby rozczesywała. Jeśli przy tym nie wyrywa mi włosów, nie drapie skóry głowy to już produkt dla mnie. Przy moich krótkich, cienkich włosach nie ma wielkiego pola do popisu. Ta od pierwszego użycia nie robiła nic, szczotka, która jest twarda, sunie po włosach jakby ich wcale nie łapała. Tego jeszcze nie miałam, oczywiście szarpie włosy, jak już jakieś złapie, ale mimo, że sunę po skórze głowy ona ich nie rozczesuje. Przedziwne doznanie. Ogromna, nieporęczna. Jedyne co w niej jest na plus to wygląd, po prezentuje się pięknie, ale to ciągle za mało.

Tangle Angel Xtreme - Szczotka do włosów.

TOP