piątek, 14 kwietnia 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #15 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Jest piątek, jest denko, w końcu zgodnie z harmonogramem. Chyba z wiosną siły i chęci mi wracają. Mimo, że pogoda w Gdyni dobija. Jak u Was porządki świąteczne? Okna umyte?


Zużyte czy nie, pozbywam się.

Maseczki 7th Heaven. Dostałam je na spotkaniu blogerek w Gdyni, zużyłam i opisałam, jeszcze przed relacją ze spotkania, cała ja. Byłam ciekawa, mają wielu zwolenników. Niestety moja skóra, jak zwykle wypięła się na lubiane maseczki, za to włosy przyjęły z zachwytem jedyną do nich skierowaną. Zaopatrzę się w kokosowe i sprawdzę, czy to nie jest chwilowa miłość.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Bubble T - Woreczki do kąpieli. Pięknie pachną w pudełku i samodzielnie. Niestety w wannie tracą swoją moc. 2 saszetki to nadal nie jest szczególnie intensywny zapach. Poza zapachem, zmiękczają wodę i to chyba tyle co robią, nie brudzą wanny. Około 20 zł za 10 sztuk to chyba lekka przesada jak na efekt, choć jako gadżet wyglądają fajnie, jednak nie na tyle, żeby moje dzieciątko miało ochotę się nimi bawić, klasyczna torebka z herbatą wygrywa. Ale na spotkaniu dostałam ich mgiełkę do ciała, może ona sprawdzi się lepiej.

Isana - Sól do kąpieli. Lubię, kupuję, zużywam, kupuję ponownie. Zużyłam ich ogromne ilości, póki co nic się w tym temacie raczej nie zmieni, zwłaszcza, że znowu dokupiłam. U mnie wszyscy są chętni, żeby jej używać, w sumie ostatnio stwierdzam, że denko bez niej się nie liczy.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Catrice - Prime and fine - Baza wygładzająca i matująca. Pory po nałożeniu nie są zmniejszone, ani powiększone, czyli takie jakbym niczego nie nakładała, co u mnie jest dobre. Moje pory po myciu i tonizowaniu wyglądają przyzwoicie, dopiero kolejne kroki sprawiają, że wyglądają jak kratery. Niestety mat nie utrzymuje się jakoś szczególnie dłużej, może godzinkę więcej spokoju mam. Nie zapycha, nie podrażnia, nie robi nic złego. Niestety po 8 godzinach faktura mojej skóry jest podkreślona, strefa T świeci, a nos płynie. Trafił do 3 produktów z bazą z Benefit i Nyx. Dla takiego słabego rezultatu szkoda, żeby mi miejsce zajmowała.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Beauty Blender. Uwielbiam, ciągle jest to jedna z najlepszych gąbeczek jakie miałam. Zawsze wytrzymuje dużo dłużej niż producent zaleca używać. Świetnie się spisuje podczas aplikacji podkładu, korektora i pudru. Nie wiem jednak czy do niego wrócę, na rynku mamy obecnie tyle dobrych, tańszych gąbeczek, a dla mnie logo na opakowaniu nie ma takiego znaczenia.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Bell - Illumi - 02 Beige. Bardzo ładny, jasny neutralny kolor, nie oksyduje. Jest lekki, rozświetlający, nie zastyga. Krycie daje się budować, ale raczej w zakresie słabe/średnie. Wyrównuje koloryt świetnie, ale śladów po niedoskonałościach nie zakryje całkowicie. Trochę podkreśla rozszerzone pory. Dobrze współgra z pielęgnacją. Fajnie sprawdza się jako baza pod cienie. Praktycznie nie wchodzi w zmarszczki. Po 4h potrzebuję odcisnąć nadmiar sebum w strefie T, czyli ucieka też część krycia, ale po tym wygląda znośnie przez kolejne 4. Konturowanie trzyma się świetnie. Nie przesusza, nie podrażnia, nie zapycha i jest bardzo komfortowy dla skóry. Wylądował w 3 produktach z Benefit i L'oreal, jedyny, który nie poszedł dalej, a zużyłam go do ostatniej kropli, choć raczej nie wrócę, w końcu tyle jeszcze podkładów mających potencjał przede mną :P

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Yves Rocher - Balsam ochronny na zimę z masłem karite. Moje pierwsze spotkanie z tą firmą. Fajnie pachnie, choć na początku nie byłam do niego przekonana. Konsystencja jest cudna, zbita, masełkowo-piankowo-gumowa, a przy tym bardzo lekka. Super się wchłania, nawet przy grubej warstwie. Momentalnie nawilża, niestety mimo wielu użyć, w parę dni zużyłam połowę, tak przypadł mi do gustu, mimo, że efekty nie są powalające. Ze skóry suchej i szorstkiej, przeszłam do skóry normalnej, ale nie szczególnie dopieszczonej, brakuje jej nawilżenia i natłuszczenie, niestety daleko jej do określenia, gładka. Nie wiem na czym to polega, ale mimo wad, najchętniej po nie sięgałam, gdzie tu logika?

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Saisona - Aktywna woda dla zmęczonej skóry. Ma rozjaśniać i nawilżać oraz sprawić, że skóra będzie bardziej przepuszczalna i chłonna, dzięki czemu zwiększy skuteczność pielęgnacji. Ciekawa konsystencja, niby tonik, a gęstszy, leciutko żelowy. Więc zamiast na wacik, nalewam na zagłębienie dłoni i rozsmarowuję na twarzy, pod oczy, na powieki, na dekolt. Nie piecze, nie swędzi, nic złego nie robi. Jest lekko lepki, co zupełnie mi na twarzy nie przeszkadza, bo tego nie czuję, ale ręce muszę umyć, no ale ja kremów do rąk praktycznie nie używam, bo nie znoszę jak mi się lepią. Łagodzi, choć z czasem zauważyłam, że jednak nie wystarczająco, jak na potrzeby mojej skóry w okresie grzewczym. Dostałam ją w subskrypcji Naturalnie z pudełka. Na początku byłam oczarowana, a teraz w sumie nie wiem o co tyle szumu, jest ok, ale czy wart tych 56 zł?

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Nacomi - Mydło czarne. Zapach znośny, tyle się naczytałam o jego strasznym zapachu, że zawsze zaczynam od sprawdzenia, ale albo mało wrażliwa jestem, albo to nie należy do tych śmierdzieli. Miałam jedno z Beaute Marrakech, ale też zapach nie był szczególnie nieprzyjemny, jednak dopiero po jego zużyciu zostałam uświadomiona, że można go też używać zamiast peelingu do skóry głowy. Więc poleciałam po kolejne. Trochę się obawiałam, że przesuszy mi włosy i będę miała większe siano niż zawsze, ale nic takiego się nie stało. Przyzwoicie rozprowadza się na lekko wilgotnych włosach, spokojnie może siedzieć i pół godziny na skórze głowy, łatwo się wypłukuje. Włosy są na tyle znośne, że nie potrzebowałabym odżywki i bez niej dają się rozczesać, są też mniej tępe niż po naturalnym szamponie. Skóra głowy jest fajnie oczyszczona, włosy również, ani jedne, ani drugie nie cierpią, jestem pod wrażeniem. Chwilowo mam nowy peeling do skóry głowy, ale do czarnego mydła zamierzam wrócić, właśnie, żeby doczyścić sobie skórę głowy 1 w tygodniu.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Kiko - Wydłużający tusz do rzęs z zawartością włókienMiał robić cuda ... suchy, z grudkami, wytuszowałam rzęsy ... ale co tu pisać, tusz był suchy, efekt marny, mocno i szybko się osypywała. Do tego długi trzonek też zaskakująco mało wygodny się okazał. Mega zła jestem na ten tusz, bo ewidentnie trafił mi się stary. 

TOP