piątek, 28 kwietnia 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #17 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się.


Piątek, piąteczek, piątunio ... a jeszcze majówka przed nami, ja co prawda drugiego normalnie do pracy zasuwam, ale zawsze miła jest świadomość 2 dodatkowych dni wolnych w tygodniu. A jak u Was, też w pracy, czy cały potencjał długiego weekendu wykorzystujecie?

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Yunifang - Granat - Anti-aging Facial Mask. Nie uczula, nie podrażnia, nie robi nic złego, nawet nakładana na skórę pod oczami. Zaczęłam jej używać późną jesienią, co było złym pomysłem, nie lubię żelowych form, poza latem, przesadnie chłodzą. Skóra po niej jest miękka, nawilżona, jakby rozjaśniona, ale to nie jest jakiś spektakularny efekt, powiedziałabym nawet, że słabiutka jest. Przy wiosennym przesileniu, jeszcze czegoś mi potrzeba. Rozczarowała mnie. Nie kupię ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Victoria's Secret - Pink - Sweet & Flirty - Sugar Berry and Pink Grapefruit - 2 in 1 Wash & Scrub. Żel peelingujący, bo tak chyba należałoby go nazwać, stoi od dawna na wannie i coś nie może mnie przekonać o swoich zaletach. Przyjemna dosyć gęsta konsystencja, nie przelewa się przez palce jak woda, ale też nie na tyle zbita, żeby trudno było wycisnąć go z tuby. Drobinek jest niewiele, nie są szczególnie ostre. Fajna opcja na co dzień, jako żel z delikatną opcją złuszczania, mało inwazyjna, nawet dla wrażliwców. Natomiast jako peeling intensywnie złuszczający, raz na tydzień jest zdecydowanie zbyt słaby. Zapach jest przyjemny, choć sztuczny i mało owocowy, nie utrzymuje się też szczególnie długo na mojej skórze, wręcz po wyjściu spod prysznica już go nie czuję. Nie robi mi nic złego, nie uczula, nie podrażnia, nie przesusza. Ale też nie powala swoim działaniem, nie kupię ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Bentley Organic - Szampon do częstego stosowania. Agnieszka z bloga Kosmetyczny Fronesis już o nim pisała. A ja w sumie mam co do niego na tyle mieszane uczucia, że już na większą recenzje nie ma co liczyć. Kupiłam go na przecenie w Auchan, kto by pomyślał, że tam go dostanę i to akurat w momencie, gdy uznałam, że muszę spróbować czegoś łagodniejszego i bardziej naturalnego dla mojej styranej silnymi detergentami skóry głowy. Przy pierwszym myciu praktycznie się nie pieni, ale myję szybko, spłukuję i nakładam kolejna porcje szamponu. Przy drugim myciu nikt by mi nie powiedział, że się słabo pieni, nie zauważyłbym nawet, że to nie jest zwykły szampon. Dobrze oczyszcza skórę głowy i włosy. Jedyne ale jakie do niego mam to to, że włosy są po nim lekko tępe u nasady szczególnie, łatwo się plączą i jednak odżywka do spłukiwania jest potrzebna, co jednocześnie jest moją rutyną, więc żadna tu wielka tragedia z tego nie wynika. W trakcie jego używania robiłam wiele eksperymentów i skóra głowy nie cierpiała przy tym szczególnie. Mam jeszcze wersję do włosów przetłuszczających się, więc i czas na przemyślenie tematu naturalnego szamponu. 

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

JAF - gąbeczka z AliExpress. Twarda, zbita, mocno nasączona staje się trochę bardziej miękka, ale nie tak bardzo jak lubię. Wciąga sporo podkładu, efekt po jej użyciu jest ok. 

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Kallos - Vanilla - Shine hair mask. Tak się zniechęciłam do jednej z nich, że dosłownie nie mogę na nie patrzeć. Przy okazji przeglądania zapasu uznałam, że czas się pożegnać, bo po masakrze jakiej dokonała wersja Latte po prostu nie mam odwagi po ich produkty sięgać. Ta leży w szufladzie i tylko mnie drażni, idzie w dobre ręce, mam nadzieję, że długie włosy lepiej ją przyjmą.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Loton - Provit - Kaszmirw płynie. Piękne obietnice, ale jakoś nie mogłam go zużyć, obciąża mi włosy, choć rzeczywiście nadaje im miękkości i łatwiej je rozczesać. Nic szczególnie dobrego mi nie daje, nie na tyle, żeby używać wieczorem, a już zdecydowanie nie tyle, żeby uzasadnić oklap.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Duo - Klej do rzęs. Znalazłam go na dnie jednego z pojemników na kolorówkę podczas ich czyszczenia, chyba ze 2 lata przerzucam go po różnych miejscach. Zawsze wydaje mi się, że jeszcze się przyda, że jeszcze zacznę doklejać rzęsy, taaa. Oczy mam wrażliwe, więc nie będę ryzykować, jak mnie najdzie chęć na wachlarze, to po prostu kupię nowy. Jedyne co mogę o nim powiedzieć to to, że  nie ułatwił mi nauki.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Pat&Rub - Nawilżający błyszczyk różany. Mój ulubieniec. Przy napływie nowości chwilowo zapomniany, niestety coś się popsuło i czas się z nim pożegnać. Jeden z lepszych produktów do ust z lepszym składem, jaki miałam. Nabłyszcza, pielęgnuje i o dziwo dosyć długo się utrzymuje. Muszę sprawdzić czy Naturativ ma jego odpowiednik.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Isana - Sól do kąpieli. Kupuję i zużywam nałogowo, nie ma bez niej denka, póki co nic się nie zmieni, chyba tylko lato może przerwać moją chwilową nimi fascynację. Póki zimno, gorące kąpiele mnie wyjątkowo pociągają i nie tylko mnie.

Musująca kula do kąpieli. Taki sobie zapach różany, odrobina farfocli, dobrze się rozpuszcza, nie robi nic złego, niezły, tani umilacz kąpieli.

Ava - Eco Linea - Rewitalizujący krem pod oczy pielęgnująco-wygładzający. Wydajny, treściwy, próbka miała mi starczyć na kilka razy, ale łzy mi popłynęły po nim, więc drugiej szansy mu już nie dałam.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Natura Siberica - Gentle face peeling. Więcej o nim pisałam w ulubieńcach. Skóra po ciężkiej nocnej pielęgnacji była po jego użyciu porządnie oczyszczona, a nie przesadnie rozdrażniona, większość żeli zwłaszcza dogłębnie, oczyszczających to katorga dla mojej skóry. Po jego użyciu byłam wstanie funkcjonować bez toniku, bez wielkiego uszczerbku dla mojego komfortu. Zapach nie zwracał na siebie mojej uwagi. Konsystencja była zbita, niewiele potrzebowałam, więc jest bardzo wydajny, co potrafi być moją zmorą. Bardzo chętnie znowu do niego wrócę.

TOP