piątek, 5 maja 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #18 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się.


Jak Wam majówka minęła? A może jeszcze trwa? Ja chodziłam do pracy, ale muszę przyznać, że lubię pracować jak inni odpoczywają. Kiedy jeszcze tak komfortowo jeździ się rano? Zero korków, same zielone łapię, bez spiny, ach tak to ja mogę jeździć. A do tego w Gdyni też słońce wyszło, choć ciągle poniżej 10 stopni.



Zużyte czy nie, pozbywam się.

Revlon - Just Bitten Kissable - 015 Cherish Devotion - koloryzujący balsam do ust. Usta po nim są nawilżone i gładkie, kolor piękny, delikatny, choć nie jest mega trwały, za to znika z ust niezauważalnie, więc nie trzeba się przejmować, że wygląda się niechlujnie. Forma kredki też problemem nie jest, a do tego łagodny, przyjemny zapach. Kiedyś ideał sięgałam po nią nagminnie, mimo, że mam w czym wybierać. Teraz mój jedyny zarzut w jej stronę to kolor, już do mnie nie przemawia tak jak kiedyś.



Zużyte czy nie, pozbywam się.



Zużyte czy nie, pozbywam się.

Kallos - Keratin. Tak się zniechęciłam do jednej z nich, że dosłownie nie mogę patrzeć na całą firmę. Przy okazji przeglądania zapasu uznałam, że czas się pożegnać, bo po masakrze jakiej dokonała wersja Latte po prostu nie mam odwagi po ich produkty sięgać. Ta leży w szufladzie i tylko mnie drażni, idzie w dobre ręce, mam nadzieję, że długie włosy lepiej ją przyjmą. Tym bardziej, że ich pozytywnego działania na moich włosach ciężko się było doszukać.



Zużyte czy nie, pozbywam się.

Palmolive - Pianka do mycia rąk. Kupuję i zużywam, zresztą wszyscy domownicy chętnie po nią sięgają, kupuję ponownie. Obecnie jest to jeden z obowiązkowych zakupów w Rossmannie, póki co nie widzę, żeby coś w tym temacie miało się zmienić.



Zużyte czy nie, pozbywam się.

Oliv Aloe - Tonik do twarzy. Firmę poznałam dzięki Elia.pl i ich prezentowi, a ponieważ coś mi się sprawdziło, to złożyłam zamówienie miedzy innymi też na ten tonik, trochę czasu przeleżał w szufladzie, ale przyszła jego chwila. Poprawny produkt, robi to co do niego należy, nie robiąc mi krzywdy. Dobrze łagodzi, skóra jest po nim długo komfortowa. Zapach jest specyficzny, raczej męski, ale nie jest to śmierdziel. Był ok, ale nie wiem czy do niego wrócę.



Zużyte czy nie, pozbywam się.



Zużyte czy nie, pozbywam się.

Organique - Cukrowa pianka peelingująca do ciała - Mrożona herbata. Zapach do mnie zupełnie nie przemawia, na szczęście z czasem wietrzeje. Szkoda, bo zazwyczaj zapachy mają cudowne. Konsystencja jest ciekawa, niby piankowa, a mocno zbita, z drobinkami. Nie jestem fanka tego jak rozprowadza się na skórze. Przy moich zdolnościach sporo kawałków ląduje w wannie. Ale jak już uda się przyzwoicie rozprowadzić to pieni się przyjemnie i dobrze myje. Drobinki są delikatne, więc to nie jest mocno złuszczający produkt. Jak dla mnie to delikatnie peelingujący produkt do codziennego używania. Nie zachwyca mnie niczym na tyle, żebym chciała po niego sięgnąć ponownie. W 3 produktach trafili jej się silniejsi przeciwnicy.



Zużyte czy nie, pozbywam się.

L'occitane - Krem do rąk Masło Shea. Ładnie się rozprowadza, szybko wchłania, ale tylko częściowo, zostawia film na dłoniach. Nie lubię kremów do rąk i mało ich używam, bo nie lubię uczucia lepkości od środka dłoni. Jeśli moje dłonie wołają o pomstę do nieba, to zazwyczaj używam czegoś mocno skoncentrowanego, na noc nakładam grubą warstwę i zazwyczaj mi to starcza. Ten niestety jest lepki, nawet jak wytrę wewnętrzną część dłoni w przedramiona, żeby pozbyć się nadmiaru. A co zabawne dłonie z wierzchu nie robią takiego wrażenia, tam jest bardzo pozytywne. Tubka jest poręczna, produkt jest wydajny, ale nie jest to super działający produkt, na mega spierzchnięte dłonie, raczej na co dzień lub gdy potrzebna jest warstwa ochronna, a nie porządna regeneracja. 



Zużyte czy nie, pozbywam się.

Dermo Future - Kuracja odmładzająca z biotynąFajny produkt, nawilża, odżywia, uelastycznia, różnica przed i po jest zauważalna. Nie robi krzywdy, nadaje się samodzielnie pod makijaż na dzień lub na wieczór pod krem. Chętnie do niej wrócę i sięgnę po rodzeństwo. Ceny przeciętnie poniżej 30 zł po kieszeni raczej szczególnie nie uderzą.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

LashVolution - Odżywka do rzęs. Dostałam ją na spotkaniu blogerek w Sopocie w grudniu. Miała być recenzja, ze zdjęciami przed, w trakcie i po. I rzeczywiście zrobiłam przed ... co wcale nie było takie łatwe i zaczęłam używać. Niestety, moje oczy się z nią nie polubiły, a w sumie to bardziej powieki, po kilku dniach od pierwszej aplikacji dostałam uczulenia, powieki napuchły mi jak banie, koło tygodnia walczyłam ze skutkami ubocznymi. Jestem wrażliwcem i zawsze najbardziej obawiam się takiej właśnie reakcji. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie działa, bo po jakimś czasie pojawiły mi się pojedyncze nowe rzęsy. Niestety wyrosły mi dziwacznie, jakby w dół, na szczęście tylko jedno oko przez kilka dni na tym cierpiało. Nie będzie recenzji, nie będę katować swoich oczu kolejnymi próbami.


Nacomi - Krem arganowy pod oczy. Bardzo treściwy krem, który nie szkodzi moim oczom. Nawet po nałożeniu grubej warstwy, moje oczy nie protestowały. Od pierwszego użycia przypadł mi do gustu, choć nie daje efektu wow. Zaraz po nałożeniu skóra pod nim jest komfortowa, odczuwalnie nawilżona i zregenerowana po trudach dnia i moim znęcaniu się nad tą okolicą podczas makijażu i demakijażu. Po nocy skóra zawsze była w dobrej kondycji, nadrabiała za słabiutki krem na dzień. Póki go używałam nic więcej nie potrzebowałam, nie wymagała płatków pod oczy czy serum. Przy małej ilości na dzień, pod makijaż też dawał radę. Za to zupełnie nie mogę się podpisać pod redukcją zmarszczek i cieni, taka moja uroda, że je mam i to bardzo widoczne. Ale skóra rzeczywiście była w dobrej formie, więc pozornie można by tak to określić, no i chyba nie liczę w spełnienie tych obietnic. Dla mnie to po prostu bardzo dobry, nie drogi krem na noc, do którego będę wracać, zasłużył nawet na miano ulubieńca.

TOP