piątek, 12 maja 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #19 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

To był długi tydzień, jak łatwo jest się przyzwyczaić do większej ilości wolnego, a tak trudno potem wrócić do normy. Ale rutyna też ma swoje uroki, a skoro tak to zapraszam na piątkowe denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Elfa Pharm - O'Herbal - Odżywka wzmacniająca włosy. Miałam już jej siostrę i byłam zachwycona. Wykończyłam tą i mimo, że jest wydajna, starczyła mi na miesiące codziennego nakładania pod prysznicem. Nie zrobiła krzywdy mojej wrażliwej skórze głowy. Niestety obecnie zapas odżywek mam przesadny, ale jak tylko trochę go ogarnę, to do całej ich serii wrócę. Włosy po niej były w dobrej kondycji, łatwo dawały się rozczesać, nie były obciążone, były gładkie, miękkie i samoistnie układały się dobrze. W sumie mogłabym odpuścić sobie dodatkowe zabiegi włosowe, gdyby nie to, że staram się im co weekend coś ekstra jeszcze dorzucić. Polecam, ja do nich napewno wrócę. Jeśli Was zaciekawiłam to zachęcam też, żeby zajrzeć do Mariki z bloga Porcelanowe włosy, która opisała je zbiorczo. 

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Oillan - Hipoalergiczny płyn do higieny intymnej. Fajny, nie robiący nic złego produkt. Wydajny, a w tym czasie nic złego mi się nie przydarzyło, więc uznaję, że i  jego w tym zasługa. Nawet zasłużył sobie na miano ulubieńca, chętnie jeszcze do niego wrócę.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Benefit - Boi-ing - Korektor maskujący do okolic oczu. To już chyba ostatni produkt z tej marki, którego pozbywam się z ulgą. Potworny produkt, ciężki, tłusty, zbierający się we wszystkich załamaniach, podkreślający to co jest i czego normalnie nie widać, do tego dosłownie warzy mi się pod oczami. Dawałam mu wiele szans, nie dogadywał się z niczym pod, ani nad, nie umiałam znaleść na niego sposobu. Aplikacja palcem, pędzlem lub gąbeczką. Za każdym razem żałowałam, że go tego dnia wybrałam. Co prawda korci mnie jeszcze kilka produktów od nich, ale po tuszu, pudrze, podkładzie, teraz jeszcze do bubli dochodzi korektor. Macie od nich coś co Wam się szczególnie dobrze sprawdza?

Paese - Lush Satin - Witaminowy podkład rozświetlający. Piękny pachnie i cudowny efekt daje, niestety moja tłusta strefa T pozbywa się go ekspresowo. Więcej pisałam o nim z 3 produktach z Vollare i Bell. Szczerze polecam właścicielom skóry suchej i normalnej.

Bell - Royal Mat. Trafił do tych samych 3 produktów co poprzednik. Niestety mimo dobrych opinii u mnie się nie sprawdził. Nie lubi się z moją skórą i podkreśla w niej to co chciałabym ukryć, w bardzo żółtym kolorze. A właściwości matujących, brak.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Tołpa - Gładka skóra 30+ - Krem pod oczy. Dostałam go od Anety W., dziękuje kochana, u której się nie sprawdzał. Ja się trochę obawiam Tołpy, sporo produktów od nich nie dogaduje się z moją skóra, ale o dziwo to już kolejny ich krem pod oczy, co do którego nie mam zastrzeżeń. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Oczy mam bardzo wrażliwe, więc jeśli krem nie robi im krzywdy to już jest na plus. To delikatny krem, który fajnie się rozprowadza, szybko wchłania, daje uczucie nawilżenia, super dogaduje się z moim zróżnicowanym makijażem, a pod oczy kładę ciężkie korektory zazwyczaj. Z rozjaśnieniem cieni nie mogę się zgodzić, ale z tym praktycznie nic sobie nie daje rady, poza serum z Purles, ale chyba taka moja uroda. Skóra jest nawilżona, czyli też wygładzona, a to dla mnie w zupełności wystarczające, przynajmniej jeśli chodzi o krem na dzień. Na noc potrzebuję jednak cięższego kalibru. Jest tani i łatwo dostępny, jak wykończę swój zapas kremów pod oczy, to być może znowu się spotkamy. W chwili obecnej poszukuję tylko porządnego, treściwego kremu na noc, bo skończył mi się mój ulubieniec z Nacomi. Polecicie mi coś? 

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

EcoSPA - Hydrolat kocanki włoskiej. Śmierdziel potworny, nawet mąż mi zwracał uwagę na jego zapach, jak przechodziłam obok, nawet dłuższy czas po spryskaniu twarzy. I muszę przyznać, że przestałam go używać rano, bo czułam go potem jeszcze kilka godzin później w pracy, zakładam, że osiadał na włosach podczas rozpylania. Nie robił nic złego, tonizował, ale nie jestem wstanie ocenić tak naprawdę jego działania. Część przelałam do wcierki do włosów, gdzie był na szczęście niewyczuwalny, resztę zużyłam wieczorem na twarz, starając się jednak nie przesadzać z ilością, co tylko wydłużało męczarnie. Ale też dzięki niemu zużyłam 2 zalegające mi w szufladzie toniki. Niestety tonik/hydrolat staram się zawsze rozpylać na twarz, żeby jej dodatkowo nie podrażniać, więc znośny zapach to jednak wymóg absolutny. Nie polecam.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Isana - Kremowe mydło w płynie - Mango & pomarańcza. Całkiem fajny produkt, intensywnie pomarańczowy zapach, gęstwa konsystencja, wydajne. Nie robiło nic złego, nie powaliło mnie jakimiś szczególnymi właściwościami. Całkiem fajne tanie mydło, może jeszcze kiedyś wrócę, ale póki co zostaję przy Yope i Palmolive.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Isana - Sól do kąpieli. Kupuję i zużywam nałogowo, nie ma bez niej denka, póki co nic się nie zmieni, chyba tylko lato może przerwać moją chwilową nimi fascynację. Póki zimno, gorące kąpiele mnie wyjątkowo pociągają i nie tylko mnie. 

Bath Aromatherapy - Musująca kula do kąpieli. Calkiem przyjemnie, choć bardzo delikatny zapach rumianku, odrobina farfocli, dobrze się rozpuszcza, nie robi nic złego, niezły, tani umilacz kąpieli.


TOP