piątek, 19 maja 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #20 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Nareszcie piątek! Jak Wam tydzień minął? Też iście letnia pogoda do Was zawitała? W Gdyni pięknie, 26 stopni, to już jak dla mnie nawet za dużo, ale w końcu zawsze trzeba mieć na co narzekać.


Zużyte czy nie, pozbywam się.

Sukin - Protein Conditioner. Pachnie jak cytrynowa mamba. Włosy po niej są takie mięciutkie, ani zbyt obciążone, ani za bardzo ślizgie, długo utrzymują świeżość bez oklapu, ale ... zbyt pięknie by było, gdyby mi skóry głowy nie zapchała. Oczywiście nie zrobiłam sobie testów, żel do mycia twarzy od nich tak fajnie mi się spisywał, od razu uznałam, że i z odżywką musimy się dogadać. Niestety jedyną rzecz, którą zmieniłam to była odżywka. Przeszłam płynnie z mojego ulubieńca z O'Herbal na tego gagatka i początkowo byłam zachwycona, aż po kilku dniach poczułam gule, głowa zaczęła mnie swędzieć, a skóra schodzić płatami. Oczywiście w takim momencie, kiedy potrzebowałam wyglądać lepiej. Uparcie jednak nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że to ta odżywka, więc robiłam peelingi, płukanki i nic. Odstawiłam odżywkę, zmiana była odczuwalna i zauważalna z dnia na dzień. Niestety, mimo chęci, tych nieprzyjemności skórnych jakie mnie spotkały, zwalić na inny produkt nie mogę.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Dermedic - HydraIn3 - Płyn micelarny H2O. Zużyłam wiele opakowań, świetnie radzi sobie z moim makijażem nie wodoodpornym, szybko i sprawnie, czyli to co lubię. Choć czytałam, że nie każdy się z nim lubi, ale to chyba kwestia oczekiwań. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha, moje oczy nie protestują. Nie robi mi nic złego niezależnie od kondycji mojej skóry, a to już mega plus dla niego. W zestawieniu z Tami, Marion, Garnier i Biolaven. W 3 produktach z Tołpą i Allverne.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Yunifang nie zawodzi, świetna pod każdym względem, wrócę do niej. Shiawasedo fajna, dostępna u nas on-line maska, w promocji 1+1 zdecydowanie warta uwagi. Niestety Dermo Pharma odpada, spory dyskomfort, szkoda, że jest najłatwiej dostępna z tej 3. Więcej o tych gagatkach w 3 produktach.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Avene - Żel do mycia twarzy i płyn micelarny. Micel był przyzwoity, nie zrobił mi krzywdy, pewnie skuszę się na pełne opakowanie. Żel do mycia twarzy bardzo przyjemnie mnie zaskoczył, mega wydajny, taka mała pojemność, a starczyła mi na dobry tydzień, wystarczy odrobina. Pachnie mydłem, ale ładnie doczyszcza twarz, radzi sobie nawet ze zmyciem całego mojego makijażu, co prawda nie wodoodpornego, ale jednak. Bardzo chętnie sięgnę po większą pojemność.

Gąbeczka Konjac. Uwielbiam je, nie wyobrażam sobie nie mieć jednej pod ręką. Super myją z żelem czy bez, a są przy tym delikatne dla skóry twarzy. Nawet dziecku można myć nią twarz i to bez protestów. Starczają na długo, jedyne czego wymagają, to wieszaczek, żeby nie zapleśniały. Bardzo polecam.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

The Body Shop - Krem do rąk - Moringa. Bardzo intensywny zapach, jak małe białe kwiatki, dosyć duszący i drażniący mój nos zapach, choć nie mogę napisać, że zapach jest szczególnie nieprzyjemny. Co dziwne zapach utrzymuje się nawet po umyciu rąk. Dosyć lekki, żółtawy krem. Wystarczy odrobina, ale nawet jak się przesadzi to ładnie daje się rozprowadzić i szybko się wchłania. Skóra jest wygładzona i nie tłusta, pozostawia tylko lekki satynowy film. Z zapachem zdecydowanie nie trafiłam, ale sam krem zachowuje się zadowalająco. Więc idzie w lepsze ręce.

Bell - Lip Scrub. Peeling do ust. Już się cieszyłam, że znalazłam łatwiej dostępny zamiennik Sylveco. Nie lubię peelingów do ust w słoiczkach, w sztyfcie chętniej po niego sięgnę. Ale ten był dziwny, jak zwykły balsam do ust ze strasznie twardymi drobinkami, mam obawy co to. Lekko bieli usta, mało ściera, hmm nie tego oczekiwałam, nie tego chciałam. Użyłam kilka razy i nie planuję więcej.

Dr. PawPaw - Red Sparkle - Balsam uniwersalny. Hmm nie wiem czy sama bym po niego sięgnęła, nie lubię produktów określanych jako uniwersalne. Ale balsamy do ust używam nałogowo, więc myślałam, że się dogadamy. Niby nie jest zły, smaku brak, zapachu też, zwykła lekko zabarwiona wazelina z brokatem, który w sumie by nie przeszkadzał, bo go nie czuć, tylko widać. Ale ani to nie pielęgnuje, ani się dłużej nie utrzymuje, do ciała używać nie będę. Przekazałam dalej, może zostanie lepiej potraktowany.

Zużyte czy nie, pozbywam się.

Isana - Sól do kąpieli. Bez niej nie ma denka, uwielbiam, zużywam nałogowo, ale już mi się kończy. Kupiłam kilka innych większych zamienników, no i w końcu w Gdyni też zrobiło się ciepło, więc jest szansa, że w końcu od ich widoku odpoczniecie.


Selfie Project - Ultra oczyszczający plaster na nos. Działa, coś tam wyciąga, ale jestem dziwna, u mnie nigdy nie wyciąga czarnych. Choć niby takie widuję na swoim nosie.


Bic - Miss Soleil - maszynka do golenia. Moja ulubiona maszynka, zawsze mam zapas. Nie zacina skóry, pasek nie odpada po pierwszym pociągnięciu. Daje radę na tyle skutecznie, że choć raz na wspomnienie zasłużyła. Zwłaszcza, że idzie lato więc gładka skóra będzie jeszcze bardziej miała znaczenie. 

TOP