piątek, 26 maja 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #21 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio ... cofnij ... Dzień Matki!!! Czas na prezenty, telefony, kwiatki, odwiedziny, mały gest, byle tylko pokazać, że pamiętam i doceniam ... a z wiekiem doceniam coraz bardziej. Ja zazwyczaj jestem zorganizowana, przygotowana, drobiazg stoi spakowany i czeka co najmniej od miesiąca. Tym razem zaliczyłam małą obsuwę, ale dzięki życzliwej osobie i jej szybkich działaniach prezent dotarł do mnie przed czasem. Dziękuję Justyno. A Wy w jaki sposób dajecie znać, że pamiętacie o tym szczególnym dniu?


Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

BingoSpa - Sól siarczanowo-magnezowa. Fajny produkt, wiele nie potrzeba, więc starczyła mi na długo. Działała rozluźniająco i lekko ułatwiała oddychanie. Nie podrażniła i nie uczuliła, nawet 3 latka. Bezbarwna, nie natłuszczała ciała, ani wanny. To chyba mój pierwszy produkt od nich i napewno nie ostatni. Jak trafię na zakupy do Tesco to chętnie się w inne wersje zaopatrzę. 

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

L'occitane - Róża. To nie jest klasyczna wersja ich osławionego kremu i odrobinę się od niego rożny. Pachnie różą, ale zapach nie jest nachalny, żeby go poczuć trzeba dosłownie przysunąć rękę do nosa. Po jakimś czasie to co zostawiałam na wierzchu dłoni prawie całkowicie się wchłania pozostawiając delikatny, nie tłusty film. Niestety też skóra dłoni tam gdzie go zostawiłam zaczyna mi się rozgrzewać, zwłaszcza w miejscach, gdzie najczęściej bywa popękana, mimo, że ostatnio jest w dobrej kondycji. Nie używałam go na uszkodzonej skórze. Podrażnia mi skórę dłoni, nigdy wcześniej nie pomyślałam o tym, że i dłonie mogę mieć wrażliwe, ale też jeszcze nie trafiłam na produkt, który by tak na nie działał. Po umyciu rąk skóra jest w takiej samej kondycji, jak była wcześniej, nie zrobił dla niej nic. 

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Lakier Zila. Dostałam go na spotkaniu bloggerek w Gdyni. Całkiem fajny produkt, drobinki nie są przesadne, spokojnie można było go nałożyć na wszystkie paznokcie. Nie było problemów z utrzymywaniem się, ale standardowo trudno było zmyć. Pozbywam się, dostałam zestaw do robienia hybryd i coś czuję, że to będzie miłość. A z tego cudaka może ktoś inny się bardziej ucieszy.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Real Techniques - Miracle diamond sponge. Co za rozczarowanie, ich klasyczną pomarańczową gąbeczkę uwielbiam, więc i co do tej oczekiwania miałam wielkie. Niestety jest za miękka, możliwe? Zawsze narzekam na zbyt twarde gąbki, ale ta aż przesadnie się ugina. Nie rozprowadza podkładu tak dobrze jak inne, wręcz potrafi z niego zrobić ciacho. Cieszyłam się na to ostre zakończenie, będzie idealne pod oczy prawda? A gdzie tam, jest tak wiotki, że nie można dobrze rozprowadzić korektora. Nawet z pudrem nie daje sobie rady. Dziękuję Agnieszce z pomoc w jej zdobyciu, obie takie ciekawe tej gąbeczki byłyśmy, szkoda. 

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Revlon - Dramatic Definition - Tusz do rzęs. Mała silikonowa szczoteczka, idealnie rozdziela i podkreśla rzęsy. Od otwarcia praktycznie tylko po nią sięgam, jest pierwszym wyborem. Gdyby nie to, że zawsze mam więcej niż 1 tusz otwarty, to pewnie po inne bym nie sięgała. Daje się budować, ale dramatycznie podkreślonych rzęs nie ma się co po niej spodziewać, chyba że posiadacie naturalnie piękne rzęsy, które potrzebują tylko podkreślenia. Ja genialnych nie posiadam, ale też zależy mi bardziej na naturalnym wyglądzie niż spektakularnej objętości. Nie osypuje się i nie podrażnia mi oczu, a zaczęłam jej używać jeszcze w grudniu, już czas na wymianę, ale szkoda mi się z nią rozstać, zwłaszcza, że formuła jest nadal dobra. Szczoteczka jest na tyle mała, że nie mam przy niej problemu z usmarowaną opadającą powieką. Pisałam już o niej w 3 produktach w zestawieniu z L'oreal i Primarkiem.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Vianek - Odżywcza maseczka peeling do twarzy z mielonym lnem. Przedziwny produkt. Przy pierwszym spotkaniu nie czułam praktycznie drobinek, tylko tłustość, jakbym wycierała treściwe serum olejowe, które po chwili leżenia w wannie zmyłam i cała tłustość i farfocle zostały na wannie. A ja nie czułam nic szczególnego po osuszeniu twarzy. Kolejny raz przy umywalce, już poczułam drobinki, nawet wydawały się dosyć ostre, ale po chwili znowu tylko oleista tłustość. Mimo, że starałam się wykonać przyzwoity masaż. Zostawiłam na czas mycia łazienki. Podczas zmywania znowu delikatny masaż. Zmyłam, ale twarz została tłusta, wytarłam ręcznikiem, pozbyłam się tłustości, a skóra była taka jak po użyciu olejków, gładsza i jędrniejsza odrobinę. Przy trzecim podejściu dotarłam do drobinek i zrobiło się aż za ostro, tylko ta tłustość ochroniła moją skórę przed podrażnieniem. Nieprzyjemnie się to zmywa, wspomogłam się gąbeczką konjac i ręcznikiem, tym razem skóra nie była szczególnie przyjemna w dotyku wręcz miejscami miałam wrażenie, że mam placki nie usuniętego naskórka, czyli coś czego nigdy nie mam. Mam skórę wrażliwą, ale też mieszaną, moja skóra jednak potrzebuje dobrego peelingu mechanicznego lub enzymatycznego, ten się nie kwalifikuje. W sumie nie wiem dla kogo byłby dobry.


Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Catrice - Liquid camouflage - 02. Chyba jeden z bardziej osławionych korektorów, na początku niemal nie do zdobycia, bo wszyscy go chcieli. Użyłam go raz, nie załapałam o co ten cały szum i trafił gdzieś na dno pojemnika. Ostatnio jednak stwierdziłam, że dam mu szansę. Efekt jest taki, że uczucia mam co najmniej mieszane. Dobre krycie, dzięki temu, że jest ciemny i jeszcze ciemnieje w pomarańczę wręcz koryguje moje sińce pod oczami dzięki czemu okolica oka wygląda całkiem fajnie. Zastyga, więc nic mi szczególnie nie migruje, co prawda wygląda trochę sucho pod okiem, ale nie zauważyłam, żeby skórę mi przesuszał, ale ja też staram się porządnie tą okolicę pielęgnować. Trochę podkreśla rozszerzone pory. Długo się utrzymuje i dosyć przyzwoicie utrzymuje mat na twarzy. Nie wiem czy jeszcze kiedyś do niego wrócę, obecnie staram się wykończyć też jaśniejszy 01, ale on wpada w różowe tony, nie kryje tak dobrze sińców pod moimi oczami, więc zupełnie się dogadać nie możemy.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Alterra - Emulsja do mycia twarzy. Miałam na nie fazę w zeszłym roku, zużyłam wiele opakowań. Delikatny produkt myjący, który nie znęcał się nad moją wiecznie rozdrażnioną skórą. Nie poradziłby sobie ze zmyciem makijażu, ale jako drugi krok demakijażu radził sobie. Mało wydajna, niedroga. Niestety przeszło mi już nią zauroczenie, zużyłam ją pod prysznicem do oczyszczania twarzy po mocnej pielęgnacji, ale do tego celu lepiej sprawdzają mi się żele peelingujące lub delikatne peelingi. Gust mi się zmienił. Choć nie wykluczam, że jeszcze do niej wrócę 

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Yope - Naturalne mydło w płynie - Herbata mięta. Zaliczyłam okres totalnego zauroczenia tymi mydełkami, miałam je wszystkie. Mam nadzieję, że zawsze starałam się podkreślać, to tylko mydło do rąk, z dobrym składem, fajnie myjące, nie robiące krzywdy, ładnie wyglądające, ale też do takich nie należące. Jak ktoś nakręcił swoje oczekiwania względem tego produktu mógł się poczuć rozczarowany całym zamieszaniem wokół nich. Mimo wszystko ja je naprawdę lubię. I chętnie do nich wracam, a ta wersja pachniała dla mnie zieloną herbatą, czyli całkiem przyjemnie, choć delikatnie.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Isana - Sól do kąpieli. Uwielbiam ją, najlepsza łatwo dostępna i tania sól jaką udało mi się dorwać. Zapach ma genialny. Zużyłam jej potężne ilości i raczej nic się w tym temacie nie zmieni.


Moja mama zdecydowanie zasłużyła na odrobinę luksusu, ostatni rok nie był dla niej najłatwiejszy, mam nadzieję, że Givenchy choć trochę przyjemności jej przyniesie. A czemu na ten krem pod oczy postawiłam? Zapraszam na recenzję do Justyny.

TOP