środa, 28 czerwca 2017

Jonathan Auxier - Sophie Quire ostatnia strażniczka książek


Czytanie ciągle idzie mi opornie, ale ostatnio mam wrażenie, że świat wspiera mnie jednak i podrzuca mi co rusz motywatory. O jednym z nich będzie dziś, uwaga, pozytywnie.



Taką oto wiadomość dotarła do mnie na początku maja.
"Witam serdecznie, z nieukrywaną przykrością przeczytaliśmy Pani recenzję książki naszego wydawnictwa “Peter Nimble i magiczne oczy”. Absolutnie nie obrażamy się i wszelkie słowa krytyki przyjmujemy z pokorą.
Pomyślałam o próbie przekonania Pani do pióra Jonathana Auxiera. 10.05.2017 będzie miała premierę druga część przygód Petera Nimble – „Sophie Quire – ostatnia strażniczka książek” i z przyjemnością przekazałabym ją w Pani ręce mając nadzieję, że przypadnie Pani do gustu.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogę narazić wydawnictwo na kolejną niepochlebną recenzję, ale my żadnej krytyki się nie boimy i z każdej staramy wyciągnąć jak najwięcej wniosków J
Jeżeli okaże się, że Sophie jednak skradnie Pani serce będzie nam tym bardziej miło J
Proszę o informację czy byłaby Pani zainteresowana zapoznaniem się z naszą nowa publikacją i jeżeli tak to będę wdzięczna za podanie adresu do wysyłki."


Wiadomość bardzo miła, zaskakująco różni się od tego, co czytam czasami na blogach, jak to wydawnictwa odnoszą się do blogerów. Miło mi się zrobiło, ale miałam wątpliwości, czy kontynuacja książki, która bardzo mocno nie przypadła mi do gustu, Peter Nimble i zaczarowane oczy, jest mi do czegoś potrzebna. W końcu, jak dostanę to wypadałoby choćby przeczytać, a świeżo po lekturze, nie miałam na ciąg dalszy ochoty. 

Jednak ... co mi szkodzi? Zobowiązań brak, zawsze jest szansa, że autor mnie zaskoczy. Paczka dotarła ekspresowo. Powiem szczerze okładka mnie kupiła. Przepiękna jest, zwracacie uwagę na autorów ilustracji? Ja od jakiegoś czasu, coraz częściej, ta jest dziełem Macieja Szymanowicza.

Trochę czasu zajęła mi lektura, przerywana innymi pozycjami, choć to nie ze względu na samą książkę, a bardziej na moje rozterki odnośnie pisania o produktach, które się dostało. Za stara jestem na zachwalanie słabych produktów, najwyżej kolejnych nie dostanę, jak będę chciała to i tak kupię, a potem napiszę co o nich myślę. Sama szukam na blogach szczerych opinii, wiem, że Wy też to doceniacie. Więc po reklamę zapraszam gdzie indziej.



Przechodząc do sedna, druga część jest dużo lepsza, aż byłam zaskoczona, w końcu to wcale nie jest takie oczywiste, czytało się szybko, wątki przechodziły płynnie. Główna bohaterka bardzo przypadła mi do gustu, ale czy mogło być inaczej skoro mowa o strażniczce książek? Dziecku wychowanym tylko przez ojca. Miasto walczy z nonsensem i zbiera wszystkie powieści, żeby je spalić na wielkim stosie, przypomina Wam to coś? I nagle pojawia się Peter Nimble z księgą przez, która zginęła matka Sophie. Magiczna księga, Księga Kto, która będzie prowadziła do Księgi Co, Księgi Gdzie i Księgi Kiedy. A po drodze spotkamy madame Upiorną i jej mandragorę, lustrzaną biblioteczkę, szybkojeżynę, tygrysicę Akrazję, bagnichy z Wytopisk ... i wiele, wiele innych magicznych postaci z baśni głównie zaczerpniętych. 

Mam jednak małe ALE ... czy tylko ja mam problem z przeczytaniem zdania poniżej? Brakuje jednego wyrazu,  a może więcej? Nie ma tego dużo, ale było ich kilka. Teraz zastanawiam się, czy moja ocena poprzedniej części z takich błędów nie wynikała. Zazwyczaj praktycznie nie zwracam na nie uwagi, póki nie zaburzają odbioru treści.


Podsumowując, bardzo przyjemna pozycja. Opinii o pierwszym tomie nie zmieniam, ale drugi bardzo przypadł mi do gustu, do tego stopnia, że chętnie sięgnę po kolejne, jak tylko pojawią się na naszym rynku.

Moja ocena 7/10
Wydawnictwo MAC, któremu dziękuje za możliwość zmiany opinii o autorze.

TOP