poniedziałek, 26 czerwca 2017

Ulubieńcy czerwca 2017, nie tylko kosmetycznie

Ulubieńcy czerwca 2017, czyli czego w tym miesiącu nadużywałam.

Dopiero co pisałam spóźnionych ulubieńców maja, a już klecę ulubieńców czerwca. Gdzie ten miesiąc minął? Tyle się działo, a miało być jeszcze intensywniej. Niestety pogoda tego lata dziwna jest i nie sprzyja zdrowiu. Co prawda ja się trzymam świetnie, ale moi najbliżsi już mniej szczęścia mieli. Ale co ma być to będzie. Jak Wam czerwiec minął?


Ulubieńcy czerwca 2017, czyli czego w tym miesiącu nadużywałam.

APIS Natural Cosmetics - Dotleniający peeling - Efekt mikrodermabrazji


 O produktach firmy APIS po raz pierwszy wspominałam ponad 2 miesiące temu. Hydrożelowy tonik zasłużył sobie na miano majowego ulubieńca, a maski dorobiły się własnego wpisu. O tym peelingu też już pisałam w 3 produktach z Mincer i Vianek, wygrał.  Cena 39,00 zł za 200 ml. Dziwny zapach, choć tak delikatny, że zupełnie mi nie przeszkadza. Biała gęsta masa, pod palcami i na skórze mam wrażenie, że czuję drobny piasek, taki jak na plaży, składający się z masy drobnych ziarenek. Można z nim przesadzić, jest ostry, raczej dla wielbicieli porządnego złuszczania. Za pierwszym razem trochę przesadziłam i podrażniłam sobie skórę, kolejne podejścia były zdecydowanie bardziej udane, mniejszy nacisk, krótszy masaż i nawet skóra wrażliwa przetrwa z nim spotkanie, bez szczególnego uszczerbku. Nie uczula, nie zapycha. Ale potem przeczytałam opis producenta, a raczej zalecenia, nałożyć i pozostawić na 5 minut, następnie masować 2 minuty i zmyć. No i nagle odkryłam nowy produkt. Nakładam na wilgotną skórę, masuję, zostawiam, zazwyczaj wychodzi to więcej niż zalecane. Skleroza nie boli, dopiero jak czuję, że lekko zastyga lecę do łazienki, zmywam lekko masując. Efekt, skóra oczyszczona, wygładzona, nie podrażniona. A jak mam ochotę lub czas to następnego dnia znowu nakładam, skóra nie protestuje, a jest niesamowicie wygładzona. Od kiedy zrobiło się cieplej, odstawiłam kwasy i brakowało mi tej genialnej gładkości, którą daje ich używanie. Ale dziś zdałam sobie sprawę, że po użyciu go 2 dni z rzędu, taki właśnie efekt czuję pod palcami, bez konsekwencji dla wrażliwej skóry. Używał długo i często, a produktu nadal jest dużo w opakowaniu, uwielbiam zużywać produkty, ale przy nim cieszę się, że się nie kończy. 

Ulubieńcy czerwca 2017, czyli czego w tym miesiącu nadużywałam.

Ulubieńcy czerwca 2017, czyli czego w tym miesiącu nadużywałam.

For Your Beauty - Holz - Drewniana szczotka do masażu

Kupiona w Rossmannie za 11,99 zł. A wszystko przez Anulę z bloga Naturalna Zakupoholiczka  Zachwalała szczotkę do masażu, nawet konkretnie tą szczotkę, po którą pewnie sama bym nie sięgnęła. Ale jakoś jej nie widziałam ilekroć zaszłam do Rossmanna, aż całkiem niedawno, ruszyłam z misją jej odnalezienia. Była, tak jak wiele jej podobnych, ale w alejce, do której rzadko wchodzę. Taaa cała ja. Jest szorstka od razu uprzedzam, to nie jest puszek, którym miza się buzie. Ale pierwsze podejście do niej wykonałam na nogach, od kolana w dół. Tarłam malowałam, byłam pewna, że skóra będzie czerwona i rozdrażniona, a ja będę miała za swoje. Nic bardziej mylnego, skóra została ujednolicona, wrastające włoski wyszły spod skóry, a skropeczki, które mam zawsze po goleniu nóg, zapalenie mieszków włosowych to moja zmora, zniknęły. Chyba nigdy moje nogi nie wyglądały lepiej, już nawet nie mowię jakie gładkie były w dotyku. To jednak nie koniec jego zalet, poprawił mi krążenie tak, że w nocy czułam delikatne mrowienie, a ja zawsze mam lodowate stopy i tylko podczas upałów mogę sobie pozwolić na spanie bez skarpet. Oczywiście kolejne podejścia obejmowały coraz większa powierzchnię, efekty są zadowalające, łącznie z rozluźnieniem ciała, co za tym idzie poprawą humoru. Jednak efekt na nogach sprawia, że sięgam po nią często, dzień przed ślubem znajomych też z niej korzystałam, w końcu kiecka zobowiązuje.

Ulubieńcy czerwca 2017, czyli czego w tym miesiącu nadużywałam.

Ulubieńcy czerwca 2017, czyli czego w tym miesiącu nadużywałam.

Jestem bliźniakiem i czerwiec to zdecydowanie mój miesiąc, kocham w nim wszystko od truskawek po koniec roku szkolnego i początek wakacji, co prawda już mnie ten cud 2-3 miesięcy wolnego już mnie nie dotyczy, ale wspomnienia mam przyjemne. A w tym roku mistrzem robienia prezentów muszę obwieścić Agnieszkę z bloga Kosmetyczny Fronesis  Taką cudowna paczuchę dla mnie złożyła, zapieczętowała tak, że cieżko było się dostać do środka, a do tego z każdej strony informacja: otworzyć w dni urodzin. Myślałam, że nie wytrzymam i otworzę, ale udało się jednak. Paczuchę otwierałam zaraz po wyłączeniu budzika, jeszcze przed kawą, nawet relacja na Instastory była. A zawartość? No cóż, dobrana perfekcyjnie, wszystko na co miałam wielką ochotę, ścięła górna połowę mojej chciejlisty jedną przesyłką. Czyż taki gest i prezent nie zasługują na miano ulubieńców?

Ulubieńcy czerwca 2017, czyli czego w tym miesiącu nadużywałam.

Serial tego miesiąca to zdecydowanie 13 powodów. Wszystkie opisy jakie trafiłam, chyba tylko mnie zniechęcały do niego. Dziewczyna przed popełnieniem samobójstwa nagrywa kasety skierowane do osób, które obwinia o to co zrobiła. Nie rozumiałam fenomenu, mam wrażenie, że wszyscy go polecają, ale to nie moja bajka, szkoda czasu. A jednak, wciąga, nie masz czasu? Znajdziesz go. Muszę przyznać, że Netflix rozwala system swoimi produkcjami. Daj mu szansę, zobacz choć 1 odcinek. Moim skromnym zdaniem zasługuje na 8/10.
TOP