piątek, 23 czerwca 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #24 2017

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Co za tydzień, padam, a to jeszcze nie koniec. Jutro ruszam do Pruszcza Gdańskiego, w większym gronie będziemy poznawać nową, letnią kolekcję Realac. Będzie relacja za jakiś czas, a dla bardziej zainteresowanych coś na bieżąco będę wrzucać na Instagramie.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Ale zanim letnie kolory u mnie zagoszczą, przedstawiam ostatni kolor z kolekcji wiosennej, fiolet w połączeniu z mirror flakes.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Nacomi - Olejek z pestek winogron. Taki zachwalany, że nie mogłam się powstrzymać, musiałam mieć, mojej chciejstwo było wręcz zakodowane, chwyciłam, jak tylko trafiłam. Używałam i bardzo się starałam zobaczyć i poczuć te wszystkie zachwyty, ale niestety, on na mnie nie działa. Jasne natłuszcza, skóra robi się miękka, ale nie daje mi nawet połowy tego co zwykły lekki krem dzienny, zdecydowanie za słaby na noc. Mam specyficzną, wymagającą skórę pod oczami, a on nie sprostał jej wymaganiom. Choć może ktoś młody lub nie mający problemów z tą okolicą będzie bardziej zadowolony, zwłaszcza, że produkt aplikowany pod oczy tylko będzie mega wydajny. Ja go ostatecznie zużyłam do kąpieli.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Carea - Bawełniane płatki kosmetyczne. Jedne z gorszych jakie miałam sztywne, drapiące, cienkie. Ale skoro mam jeszcze zapas to zużywam, choć i rozmiar wymieniam już na większy. Macie płatki do których częściej wracacie? Czy kupujecie te, które wychodzą najtaniej?


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Fito Kosmetik - Sól do kąpieli. Wbrew temu co widnieje na naklejce na opakowaniu, to jednak nie jest naturalny żel pod prysznic, samo opakowanie na to nie wskazywało, ale zawartość też nie. Zwykła sól gruboziarnista z 2 saszetkami mieszanki ziół w środku. I to właśnie te saszetki nadawały zapach, je też wrzuciłam do kąpieli. Pierwsza mi się rozpadła i cała wanna łącznie ze mną była w farfoclach, druga wytrzymała, ale też bardziej na nią uważałam. Całkiem przyjemna sól, ale nie powiem, żeby mnie szczególnie zachwyciła, moje wrażenia są neutralne, szukać nie będę, ale nie wykluczam, że kupię ponownie jak się trafi :P


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Bell - Look Now! - HD Powder - Prasowany puder matujący. Od jakiegoś czasu, bardzo lubię się z ich pudrami, mam całą masę innych, ale po te sięgam najczęściej. Przyzwoicie matuje, odrobinę bieli, efekt jest płaski i ciężki na początku, ale oczywiście moje sebum z tym sobie radzi i przed wyjściem z domu zazwyczaj wszystko już wygląda dobrze.  A co najważniejsze ten dobry wygląd utrzymuje się zaskakująco długo, więc dopiero po 4h spokojnie mogę iść zobaczyć co tam mi się ze skórą dzieje, ale to wcale nie znaczy, że potrzebna będzie wielka ingerencja. Zresztą ja ogólnie unikam dokładania dodatkowych warstw, tapetę robię w domu, a potem tylko kontroluję i odciskam nadmiar sebum w zależności od potrzeb. Nie jest szczególnie wydajny, ale ja już mam kolejne opakowanie w zapasie.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Bielenda:
- Peeling gruboziarnisty - mocny zdzierak, zdecydowanie dla fanów, ja musiałam się z nim obchodzić uważnie, żeby nie zrobić krzywdy swojej wrażliwej skórze.
- Oczyszczająca maseczka wygładzająca - całkiem przyzwoita, co prawda trochę mnie szczypała, ale to nic nie zwykłego u mnie przy takich produktach, a efekt był zauważalny. No i nakładałam ją po peelingu, więc tym bardziej miałam prawo obrywać za to od skóry.
- Hydrożelowa maseczka ultra nawilżająca - najsłabsza z 3, nakładałam ją na koniec, trochę szczypała, ogólnie trochę łagodziła, nie dawała pełnego ukojenia, za to czułam potrzebę, żeby ją zmyć i nałożyć coś innego, co ukoi i nawilży mi skórę.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Pilniki:
- Essence - nie polubiłam się z nim od początku, mało używałam, szybko się zużył, a skoro ogarniam hybrydy mocniej to i za wymianę narzędzi się zabieram.
- Szklany z Aliexpress - lubię takie i używam ich od lat, ale pierwszy raz zdarzyło mi się, że starła mi się powierzchnia piłująca, a pod nią gładkie szkło jest. Krótki żywot miał.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Elfa Pharm - Tonizujący żel pod prysznic. Zapach mało przyjemnej róży, ogromna pojemność, której po prostu miałam dosyć. A to co w nim najgorsze to to, że mój syn dostał czerwonych plam po jego użyciu, oczywiście wszystko po chwili po dokładnym spłukaniu zniknęło, ale mi wystarczy jedna taka wpadka, żeby go skreślić. Nie kupię ponownie.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Bandi - Fem@le
Bardzo lubię ten zestaw, miałam go 2 lata temu, wtedy długo mi zajęło zanim się z nim polubiłam, a jakie wrażenie na mnie zrobił po takim czasie? Mimo ceny, polecam, jeśli szukacie dobrego oczyszczenia.
- Jedwabisty olejek do demakijażu. O którym wspominałam także w poście o mojej pielęgnacji idealnej choć to było wieki temu. Oczyszcza łagodnie i skutecznie, nawet okolicę oczu. Jest gęsty i tłusty, dobrze trzyma się twarzy, wystarczy odrobina, ale zdecydowanie potrzebna jest pomoc, żeby go zmyć, bo samą wodą się nie da.
Delikatna pianka myjącaMa przyjemny zapach, delikatną konsystencje, bardzo przyjemnie się jej używa, a jednocześnie jest skuteczna. Spokojnie sobie radzi ze zmyciem wszystkiego co połączyło się olejkiem, a skóra jest gładka i dobrze oczyszczona.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Rituals - Happy Buddha - Foaming Shower Fel Sensation. Chyba najbardziej popularny ich produkt i wersja zapachowa. Miałam cały zestaw, ale pozostałe produkty dużo bardziej przypadły mi do gustu. Nie rozumiem fenomenu, ale może ja po prostu czego innego szukam. Z opakowania wydobywa się, żel który rośnie i na skórze zmienia się w piankę. Pachnie intensywnie, ale nie powiem, żeby utrzymywał się na skórze jakoś szczególnie długo. Fajny, ale ... ja do niego nie wrócę raczej, za to dla mojego męża ta konsystencja i zapach dużo bardziej przypadły do gustu, więc jednak ma szansę na powrót do mojego domu. 


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Balea - Duschschaum - Sweet Cake. Dotarł do mnie dzięki dobrej duszyczce, Agnieszka z bloga Kosmetyczny Fronesis, dziękuję, jak możecie zobaczyć poniżej, jeszcze kilka razy będę ją wywoływała do tablicy w najbliższym czasie. Bionigree już było w ostatnim denku, jeśli ktoś jest zainteresowany. Ale wracając do pianki, jak ona pachnie, cudo, za każdym razem się zachwycałam. Z atomizera od razu wychodzi przyjemna pianka, która jeszcze trochę rośnie. Fajna delikatna konsystencja, nie uczula, a porządnie była testowana przez mojego syna. Jeśli macie okres u malucha, że kąpiel nie sprawia takiej frajdy, jak zazwyczaj, to polecam, wyobraźnia malucha rusza, jak widzi taką konsystencję, porządne odmoczenie gwarantowane. Niestety wydajność nie jest jej mocną stroną, przynajmniej u mnie w domu. Będę próbowała zdobyć jej porządny zapas.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Udanego weekendu :D

Poprzednie:
TOP