piątek, 14 lipca 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #26 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio ... ach jak dobrze, że w końcu budzik nie będzie mnie zrywał z łóżka. Co prawda mój syn pewnie uzna, że skoro ja nie muszę wstawać, to on mnie zerwie z łóżka wcześniej, niż budzik w tygodniu ... gdzie tu sprawiedliwość? Kiedy, ach kiedy w końcu przyjdzie ten czas, że do 13 spod kołdry nie wyjrzy? Jakie macie plany na weekend?


Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

Palmolive - Pianka do rąk

Uwielbiam je, tak jak moi domownicy, kupuję i zużywam nałogowo, na zmianę z mydełkiem Yope. Choć ta wersja zapachowa jednak przypadła mi najmniej do gustu.

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

APIS Natural Cosmetics - Discolouration-Stop - Rozjaśniająca maska redukująca przebarwienia

Ładny, delikatny zapach, przyjemna kremowa konsystencja. Łatwo się rozprowadza, można wykonać delikatny masaż. W większości się wchłania, pozostawiając lepki film. Mogę z nią komfortowo chodzić nawet kilka godzin, podczas weekendowych porządków potrafię o niej zapomnieć. Najważniejsze jest to, że działa. Rozjaśnia świeże plamy po niedoskonałościach. Przy dłuższym stosowaniu rozjaśnia starsze plamy, a nawet na moje cienie pod oczami. Efekty nie są spektakularne, ale zauważalne od pierwszego użycia. Dodatkowo mam wrażenie, że po jej użyciu koloryt skóry jest bardziej jednolity. A to wszystko można osiągnąć bardzo komfortowo, bez pieczenia i ściągnięcia, które mi się kojarzy z tego typu produktami. Nie muszę nakładać punktowo, nie muszę uważać na bardziej wrażliwe okolice, nie robi krzywdy moim wrażliwym oczom. Więcej o niej pisałam miesiąc temu.

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

APIS Natural Cosmetics - Kakadu Plum - Śliwkowa maska

Pięknie pachnie, to chyba najbardziej rzuca się we wszystkich recenzjach jakie widzialam. I rzeczywiście zapach jest bardzo przyjemny, jak słodki kompot śliwkowy. Przyjemna kremowa konsystencja. Łatwo się rozprowadza, można wykonać delikatny masaż. W większości się wchłania, pozostawiając lepki film. Mogę z nią komfortowo chodzić nawet kilka godzin, podczas weekendowych porządków potrafię o niej zapomnieć, natomiast wieczorem zdarza mi się zostawić ją na twarzy na noc i zmyć dopiero rano pod prysznicem. Nawilża, odżywia, ujędrnia i wygładza. Daje dodatkowego kopa zmęczonej skórze. Więcej o niej pisałam miesiąc temu.

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

Caudalie - Woda winogronowa

Przyjemny atomizer. Zauważalny zapach, nie jest nachalny, czy mocno intensywny, nie jest też szczególnie nieprzyjemny, ale wyczuwalny. Łagodzi skórę, ale w delikatnie. Nie uczula, nie podrażnia, nie robi nic złego. Tonizuje skórę i to chyba tyle, nie zauważyłam żadnego szczególnego działania poza tym. Sporym plusem jest to, że lubi się z tonikiem Alpha-H, czyli z kwasami też jej po drodze. Można ją zostawić do wyschnięcia. Fajnie odświeża, ale producent pisze, że nawilża przez cały dzień, już zazdroszczę wszystkim, którzy to  nawilżenie przez cały dzień odczuwają, bo mi go brakuje jeszcze zanim wyschnie porządnie. A ja należę do tych co sobie nie żałują. Więcej podejść do niej nie planuję. Trafiła do 3 produktów z La Roche-Posay i Uriage

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

Yunifang - Głęboko oczyszczająca maska

Niby to maska na nos, typu peel-off, ale ja tego nie zauważyłam i używałam na całą twarz. Zapach taki sobie, sztuczny, nie szczególnie przyjemny, ale też nie jakoś zwracający na siebie uwagę. Konsystencja specyficzna, gęsty kremowy-żel, dobrze się rozprowadza. Komfortowa na twarzy, zastyga, ale nie sprawia, że mam ochotę ją jak najszybciej zmyć. Trzymam ją zawsze długo, aż zaczyna się kruszyć, wtedy zmywam gąbeczką Konjac. Skóra jest dobrze oczyszczona, gładka, bez szczególnego ściągnięcia, czy podrażnienia, nic mi też nie wyskoczyło. Przyzwoity produkt. Ostatnio pisałam też o innych produktach tej firmy.

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

Isana - Sól do kąpieli

Uwielbiam, dobrze wiecie, że kupuję i zużywam nałogowo. Uwielbiam ten konkretny zapach, na razie nie znalazłam następcy. 

Balea - Sól do kąpieli

Miałam wielkie oczekiwania. Granulki to fajna opcja, barwienie wody intensywne, na szczęście wanna została czysta. Zapach bardzo intensywny w opakowaniu, fajny, ale strasznie ulotny. Mam ochotę jeszcze na kilka wersji, ale ogólnie czuję się rozczarowana.

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

CosNature - Maska do twarzy - Pink Pomelo

Słabiutka, coś tam robi, skóra jest gładsza, ale to nie jest efekt zadowalający. Nie lubię uczucia podczas jej używania, cały czas mam wrażenie, że siedzi mi na twarzy. W większości się wchłania, ale nie cała, zastyga w delikatną powłoczkę. Zapach nie zwrócił szczególnej uwagi. 

L'oreal - Maska czysta glinka

Całkiem przyjemna, skóra po niej jest oczyszczona i wygładzona. Jednak co mnie mocno zaskoczyło wyciągnęła mi na wierz suche skórki na nosie, których praktycznie nigdy tam nie widuję.

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

Achae - Kawowy peeling pomarańczowy

Dziś mogę napisać, że przypadł mi do gustu, a więcej szczegółów niedługo, bo planuję go zestawić z innymi peelingami kawowymi innych firm.

Zużyte czy nie, pozbywam się, czyli klasyczne denko.

Próbki

Organique - przeciętniak, skóra delikatnie wygładzona, ale nic więcej, a do tego męcząco odczuwalny na skórze od momentu aplikacji do zmycia.

Colway - spodziewałam się wiele, a tymczasem nie zrobił prawie nic, a latem moja skóra zbyt wiele nie potrzebuje.

LIQ CC - bez zachwytów po 1 użyciu, nie zauważyłam nic szczególnego, ale też nic złego. Mam ich pełnowymiarowy produkt, więc może będzie lepiej.

Lily Lolo - póki co nie mam szczęścia do podkładów mineralnych. Mega szybko zaczynam się przy nich świecić. Macie jakieś sposoby, żeby to ograniczyć?

Poprzednie:

TOP