poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Lush - Cosmetic Warrior

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Cosmetic Warrior.

Szykuje się nowa seria, krótka seria, bo 6 częściowa. Maseczka Lush w co najmniej 3 podejściach. Ze względu na ich krótki termin przydatności do zużycia, będę używała konkretnej maseczki 3 razy w tygodniu, opisywała wrażenia, a resztę, jeśli takowa mi zostanie będę mrozić i wykańczać w dogodniejszym terminie. 


Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Cosmetic Warrior.

Co powinna robić maseczka Cosmetic Warrior? Oczyszczać, uspokajać, łagodzić wszelkie zaczerwienienia i wypryski.

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Cosmetic Warrior.

Bardzo dziwny zapach, kojarzy mi się z wakacjami na wsi, ale raczej zaliczyłabym go do tych mniej przyjemnych. Niestety nie znika całkowicie po aplikacji i utrzymuje się aż do zmycia. Może nie jest strasznie nachalny, ale jednak chętnie bym się go pozbyła. Konsystencja zbitego kremu. Kolor pastelowej, wypłowiałej zieleni.

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Cosmetic Warrior.

Przy pierwszym podejściu nałożyłam cienką warstwę. Dosyć opornie rozprowadza się na twarzy, tempo. Dołożyłam jeszcze jedną cienką warstwę w okolicy nosa. Zostawiłam na 10 minut, podczas których dyskomfort mojej skóry wzrastał, maseczka wchłania się w większości i zastyga, dając uczcie ściągnięcia. Ale nie jest ono tak mocne, jak przy maseczkach glinkowych. Tam gdzie dołożyłam kolejna warstwę zostały grudki, natomiast na reszcie twarzy jest jakby aksamitna otoczka. Przetrzymałam do 15 minut, a przy kolejnych aplikacjach nawet do 30 minut, w końcu wiadomo, że muszę przeciągnąć czas zalecany przez producenta. Co ciekawe na opakowaniu jest informacja 5-10 minut, a na amerykańskiej stronie Lush widnieje informacja, żeby trzymać ją 15 minut. Zmywa się bardzo dobrze, nie potrzebowałam pomocy gąbeczki Konjac, sporo cieplej wody i dłonie w zupełności wystarcza. Skóra po maseczce jest cudownie gładka, a do tego uczucie ściągnięcia jest naprawdę niewielkie. Coś czuję, że mimo zapachu polubimy się.

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Cosmetic Warrior.

Po kolejnych trzech użyciach mogę stwierdzić, że maska jest mega wydajna. Nie jestem oszczędna, zużywam dużo i szybko, bo sobie nie żałuję, ale ... tu gruba warstwa po prostu nie jest potrzebna. Dodatkowo pierwsze 3 razy nakładałam maseczkę dzień po dniu, nie widziałam przeciwko temu żadnych przeciwwskazań, nic złego się z moją skórą nie działo. Nie była przesuszona, czy podrażniona. Za to pięknie oczyszczona, ukojona, koloryt był wyrównany. Jednak jeśli liczycie, że rano, po wieczornym użyciu obudzicie się bez niedoskonałości, to możecie się zawieść. 

Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Cosmetic Warrior.

Podsumowując:

Cosmetic Warrior robi to co powinna robić, czyli to co producent obiecuje. Świetnie spisuje się na mojej mieszanej, skłonnej do niedoskonałości, ale wrażliwej skórze twarzy, a to nie jest częste. Do tego to naturalny, świeży produkt. Największą jego wadą jest termin przydatności oraz dostępność, niestety trzeba je sprowadzać. Ja swoje dostałam dzięki uprzejmości Mariki z bloga Porcelanowe włosy. A dodatkowo udało mi się obniżyć koszt 299
CZK, o połowę dzieląc się nimi z Agnieszką z bloga Kosmetyczny Fronesis. Z czego teraz cieszę się podwójnie, bo miałabym spory problem, żeby zużyć maseczki w sensownym terminie.


Seria maseczkowa, dziś Lush, a konkretnie Cosmetic Warrior.

Masz ochotę na więcej recenzji maseczek Lush, a może chcesz poczytać o tej konkretnej, ale używanej i opisanej przez kogoś innego? Zapraszam do Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, od dziś co poniedziałek będziemy opisywać tą samą maseczkę Lush. Sama jestem ciekawa co o niej napisze, lecę czytać.

Lush - Cosmetic Warrior by Agnieszka z bloga Kosmetyczny Fronesis

Przyjemnego tygodnia życzę :)
TOP