poniedziałek, 11 września 2017

Lush - Rosy Cheeks

6 i ostatnia maseczka z Lush, dziś na tapecie Rosy Cheeks.

Kolejna odsłona, już szósta i ostatnia, przynajmniej na razie, maseczki Lush. Dziś na tapecie rumiane policzki. Przedstawiam Rosy CheeksCo powinna robić? Łagodzić i przywracać równowagę oraz oczyszczać, odżywiać i uspokajać, na koniec dając ukojoną i matową skórę. Przeznaczona jest dla skóry wrażliwej. To znaczy powinna być idealna dla mnie. A co robi?


6 i ostatnia maseczka z Lush, dziś na tapecie Rosy Cheeks.

Muszę przyznać, że próbowałam kilka razy wyłapać zapach i w opakowaniu prawie go nie czuję, za to na twarzy z czasem robi się coraz intensywniej kwiatowy, choć nie koniecznie różany. Jasno różowy kolor nie odznacza się mocno na skórze, dzięki czemu, nie straszę rodziny. Ale za każdym razem mam wrażenie, że wygląda jak moje podkłady sprzed lat, kiedyś uważałam, że skoro moja skóra na twarzy jest zaróżowiona to takie podkłady powinnam wybierać, oj jakże się myliłam. Konsystencja jest mocno zbita, z czasem coraz bardziej przypomina plastelinę. Przez co nie jest najłatwiejsza do rozsmarowania, ale trzyma się twarzy niesamowicie mocno.

6 i ostatnia maseczka z Lush, dziś na tapecie Rosy Cheeks.

Niemal natychmiast czuć, że zastyga i zaczyna ściągać, to uczucie niestety nie mija, a wręcz z czasem jest mocniej odczuwalne. Dla mnie jest to średnio komfortowe. Kąpiel w wannie, czyli większa wilgoć w pomieszczeniu, nie pomaga, choć oczywiście użycie wody termalnej już tak, jednak i to nie całkowicie. Nie kruszy się po dłuższym czasie. Maseczka starczyła mi na 5 aplikacji, a raczej nie nakładałam grubej warstwy, nie było takiej potrzeby. Zmywa się łatwo, wystarczą dłonie i woda.

6 i ostatnia maseczka z Lush, dziś na tapecie Rosy Cheeks.

Po zmyciu skóra jest gładka, oczyszczona, choć nie idealnie, pory zmniejszone, koloryt wyrównany, ale ... uczucie ściągnięcia jest silnie odczuwalne zwłaszcza w centralnej części twarzy, gdzie moja skóra jest najbardziej wrażliwa. Bez toniku i kolejnych etapów pielęgnacji ani rusz. Ale trzeba jej oddać to, że nie znęca się nad moją skórą i mogę jej używać 2 dni z rzędu. Dodam jednak, że moje wrażenia co do jej używania potrafią się mocno różnić w zależności od mocy produktu, którym myłam twarz przed nałożeniem maseczki. Oczywiście im mocniej myjący produkt, tym gorzej moja skóra toleruje maseczkę.

6 i ostatnia maseczka z Lush, dziś na tapecie Rosy Cheeks.

Podsumowując:

Fajna maseczka, jedna z ciekawszych, które miałam okazję testować. Niestety jednak u mnie obietnice producenta tylko częściowo się spełniają, głównie w temacie oczyszczenia. Wrażliwa część mojej skóry wcale już tak dobrze na nią nie reaguje. A nawet jeśli zaraz po zmyciu jest ukojona, to chwilę później przychodzi rozdrażnienie, jeśli natychmiast nie wspomogę jej dalszą pielęgnacją. Tak samo z matem, jest tak silny, że moja skóra szybko zaczyna z nim walczyć. To nie jest idealna opcja dla mojej mieszanej, ale wrażliwej skóry.

6 i ostatnia maseczka z Lush, dziś na tapecie Rosy Cheeks.

Masz ochotę na więcej recenzji maseczek Lush, a może chcesz poczytać o tej konkretnej, ale używanej i opisanej przez kogoś innego? Zapraszam do Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, co poniedziałek opisujemy tą samą maseczkę Lush. Sama jestem ciekawa co Agnieszka o niej napisze, nie ma konsultacji, żeby nie zasugerować się jej wrażeniami, tak więc lecę czytać co też myśli o tym gagatku. 

Ogromnie dziękuje Marice z bloga Porcelanowe włosy  bez której pomocy ta seria by nie powstała, bo bym dostępu do tych maseczek nie miała. Wiecie, że jej sklep wczoraj ruszył? Już można zamawiać przez wiadomości na Facebooku.

Lush - Catastrophe cosmetics

Lush - Love Lettuce

Lush - Mask Of Magnaminty

TOP