piątek, 1 września 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się #32 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio ze specjalną dedykacją dla Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis. Co to był za tydzień, choć w sumie nadal przez parę godzin jest. Szaleństwo jakieś, tyle się działo, tyle stresów, zasługuje na miesiąc z SPA. A jak u Was? Jak minął tydzień? Choć jak widzę tą prognozę pogody na najbliższy tydzień, deszcz ... Ja chcę złotą polską jesień!!!

Nacomi - Peeling kawowy - Coconut oraz EO Laboratorie - Coffee & Cinamon - Scrub do twarzy i ciała

Działają, bardzo skutecznie usuwają i wygładzają skórę ciała. Poprawiają krążenie. Brudzą wannę, ale też wystarczy je szybko, dobrze spłukać. Jeśli nie przeszkadza Ci zapach skóry po jego użyciu lub po prostu używasz jeszcze żelu po takim peelingu, to w sumie najtańszy będzie zadowalający. Ale ja osobiście wolę użyć fusów po porannej kawie, niż sięgać po EO Laboratorie, a tym bardziej Nacomi. Więcej w 3 produktach z moim faworytem Achae.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Pollena Ostrzeszów - Biały Jeleń - Żel do higieny intymnej dla mężczyzn

Podobno fajny, podobno działa, podobno widać różnicę, choćby w jakości skóry po umyciu tym żelem, w porównaniu z klasycznymi żelami pod prysznic. Podobno, bo ani razu nie użyłam, ale mąż był zadowolony, chce kolejne opakowanie. Pasowało mu wszystko od zapachu, po przedłużenie świeżości. Czy można chcieć więcej? Wiem, że część z Was była zaskoczona, że coś takiego istnieje, w sumie sama byłam, dlatego kupiłam. Ale skoro dla nas jest, to czemu nasi mężczyźni, mieli by być poszkodowani. Choć nie łudźmy się, na początku opór materii był.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Isana - Sól do kąpieli oraz Bubble T - Musująca kula do kąpieli

Isana to mój ulubieniec, którego zużywam nałogowo.

Bubble T wpadła mi do koszyka, podczas ostatnich zakupów w Hebe, mam ich mgiełkę i bardzo lubię, więc czemu nie. Zapach w opakowaniu był wyczuwalny, ale raczej delikatny, jak na kule. W domu wrzuciłam do wanny i zaczęłam coś ogarniać zanim woda naleci. Gdyby nie to, że wiedziałam, że ją wrzuciłam, to chyba bym się nie zorientowała. Ani zapachu, ani koloru, działania też za bardzo nie widziałam. Szkoda, liczyłam na więcej.
Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Lilibe - Płatki kosmetyczne oraz Realac - Folie z wacikami

Lilibe to klasyka, nie mam na co narzekać, tanie, łatwo dostępne, używam codziennie i nadal do nich wracam. A dodatkowo są duże, wystarczą 2-3 i buzię mam doczyszczoną. W sumie rzadko je pokazuję w denkach, ale poczułam potrzebę, żeby udowodnić swoją miłość do miceli.
Realac do tej pory używałam zwykłej foli spożywczej i pociętego wacika. Ale muszę przyznać, że gotowce ułatwiają trochę życie, choćby pod względem czasu przygotowania. Czy jest to niezbędny gadżet? Powiedziałabym nawet, że zbędny, skoro łatwo i tanio można zrobić sobie taki w domu. Zwłaszcza, że przez lata w różnych salonach, tak właśnie Panie robiły, ale ... fajnie mi się ich używało, jestem wygodnicka i im bliżej zmiany lakieru na nowy, tym większą ochotę mam, żeby jednak do nich wrócić. Na razie mam klipsy i muszę w końcu dać im szansę, ale co Wam będę ściemniać, czuję, że je zamówię.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.


Lush - Cosmetic Warrior

Robi to co powinna robić, czyli to co producent obiecuje. Świetnie spisuje się na mojej mieszanej, skłonnej do niedoskonałości, ale wrażliwej skórze twarzy, a to nie jest częste. Do tego to naturalny, świeży produkt. Największą jego wadą jest termin przydatności oraz dostępność, niestety trzeba je sprowadzać. Póki co to najlepsza z maseczek Lush, jakiej używałam.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Bell - Matujący puder prasowany z lusterkiem - 041 Transparent

Uwielbiam ich pudry, po który nie sięgnę to jestem zadowolona i mam ochotę na powrót, a przecież mam kilka bardzo drogich, mocno powyżej 100 zł. Więc czemu nałogowo denkuję i kupuję ponownie, mimo, że mam spory zapas? Sama do końca nie wiem. Są tanie, koło 10 zł, łatwo dostępne, choćby w Biedronce. Lubię mat, jaki dają, mocny, ale nie beton. Nie robią krzywdy mojej skórze, a nakładam je także pod oczy. Lekko bielą, ale to nic z czym skóra szybko sobie nie poradzi. Ten co prawda wcale transparentny nie był, ale to bardzo jasny beż, więc super dla bladziochów i dla mnie w okresie jesienno-zimowym, choć i teraz używając go latem szczególnie nie narzekałam. A ta odrobina koloru, fajnie mi grała w dni, kiedy to tylko korektor lądował u mnie pod oczami. Lekko wyrównywał koloryt, co jest dla mnie już wystarczające na dni, kiedy nic nie muszę, a coś jednak więcej bym chciała. Kupię ponownie, oczywiście kolejny już czeka w zapasie, ale chwilowo próbuję się zmusić, do pozbycia się innych pudrów.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Deep Clean Purifying Mask - Maska oczyszczająco-detoksykująca

Biaława kremowa konsystencja, z wyczuwalnym drobnym, ostrawym piaskiem i kilka większych drobin. Łatwo się rozprowadza, zapach nie zwraca na siebie uwagi. Zazwyczaj rozprowadzałam ją, zostawiałam na 5-10 minut, choć raz zdarzyło się 30 minut, maskowałam skórę i zmywałam. Za każdym razem po nałożeniu szczypała w centralnej części twarzy, czyli tam gdzie moja skóra jest najwrażliwsza, choć tylko na początku, ale zauważalnie, dało się to jednak znieść. Maseczka lekko zastyga i zanika, uczucie ściągnięcia jest minimalne. Podczas dłuższego trzymania jej na twarzy, czułam, że skóra mi się pod nią poci, a to nie był najgorętszy wieczór tego lata. Zwilżam dłonie i masuje to co zostało na twarzy. Większe drobinki, których jest kilka, nie robią nic. Za to drobniutki piasek jest ostry, jak się przyłożę to mogę podrażnić skórę, ale przy normalnym, delikatnym masażu krzywdy sobie nie robię. Żeby lepiej zauważyć efekt na połowie twarzy maseczkę zmyłam delikatnie prawie bez pocierania, wągry na nosie zostały. Z drugiej strony twarzy poświęciłam chwilę na masaż, w efekcie nos był gładki. Skóra po jego użyciu nie była przesadnie rozdrażniona, o ile uważałam. Oczyszczenie na poziomie przyzwoitym. Nie jest to jednak dla mnie opcja idealna, znam lepiej działające na moją wybredną skórę i tańsze. Pełnowymiarowe opakowanie to 75 ml za ok 118,99 zł.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Vianek - Łagodzący tonik-mgiełka do twarzy z ekstraktem z owoców róży 

Całkiem przyjemny zapach różany. Silny strumień, 3 psiknięcia i cała twarz pokryta. Działa, miał łagodzić i to właśnie robi. Choć może nie jest to całkowite łagodzenie, przynajmniej na mojej wiecznie rozdrażnionej skórze, ale jak na tonik bardzo dobre. Jak go spróbowałam, tak po inne toniki nie sięgałam, aż się skończył. Zdecydowanie do niego wrócę, zwłaszcza, że jest lepszy od tego osławionego toniku różanego z Make Me Bio.

Jakie macie plany na weekend? Od poniedziałku rusza szkoła i znowu będą niebotyczne korki wszędzie.
TOP